Kultura i styl

Sen o Lizbonie w Kongresowej

Kultura i styl

Koncert mistrzyni fado
TVN24.plKoncert mistrzyni fado

- Śnijcie razem ze mną sen o Lizbonie – rozpoczęła porywający koncert portugalska gwiazda fado, Misia. Przez następne półtorej godziny płynęły nostalgiczne, melancholijne dźwięki piosenek o utraconej miłości, niewiernych kochankach i nieuczciwych sztuczkach losu.

Żeby śnić sen o Lizbonie, w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki trzeba było naprawdę mocno zamknąć oczy. Ale warto – Misia i jej niewielki, składający się z trzech osób zespół, potrafili przywołać klimat zadymionych barów portowego miasta, kameralnych scen i melancholijnych śpiewaków.

Sama Misia – ubrana, jak na śpiewaczkę fado przystało, w długą czarną sukienkę i niebotyczne szpilki – swoim niesamowitym, ekspresyjnym głosem zaczarowała słuchaczy. W przerwach między utworami opowiadała o Lizbonie – mieście, gdzie wszystkie psy mają krótkie nogi, ale brak wzrostu nadrabiają odwagą, a dźwięki fado sączą się z okien knajp i barów - i o swojej muzyce. – Czy jest ktoś na tej sali, kto zakochał się w niewłaściwej osobie? Tak? Widzę, że tak. To znaczy, że cała sala pełna jest fado – mówiła. Podziękowała też portugalskim pisarzom i poetom, którzy pozwalają jej śpiewać swoje teksty.

Fado po portugalsku oznacza los, przeznaczenie – i nie jest to najlepszy czy najłatwiejszy los. Teksty piosenek mówią o utraconej miłości, zdradzie, śmierci, smutku – nieuniknionych elementach ludzkiego życia. Artystka śpiewała je z niezwykłą ekspresją, bardzo emocjonalnie i bardzo przekonująco. Na ostatni bis Misia wybrała jednak, jak zapowiedziała, „wesołe fado”. – No, może nie wesołe, nie przesadzajmy, w każdym razie nie bardzo smutne – zreflektowała się.

Fado powstało w połowie XIX wieku w Portugalii, na świecie zaczęło być popularne od drugiej połowy zeszłego stulecia dzięki Amalii Rodriguez, zwanej królową tego gatunku. Za jej godną następczynię uznawana jest Misia.

Artystka urodziła się w Porto, w rodzinie muzyków i tancerzy, jako Susana Aguiar. Pseudonim przyjęła na cześć Misi Godebskiej, barwnej postaci paryskiej bohemy, przyjaciółki Coco Chanel, Prousta, muzy Picassa. - Wybrałam jej imię jako swój pseudonim nie ze względu na charakter, czy przeżycia postaci, ale dlatego, że było krótkie i egzotyczne – wyjaśniła podczas ostatniej wizyty w Polsce.

Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24.pl

Pozostałe wiadomości