Kultura i styl

Debiutant z Węgier czarnym koniem festiwalu w Cannes?

Kultura i styl

Na słynnym czerwonym dywanie przed Pałacen festiwalowym w Cannes
tvn24 (materiał bez dźwięku)Reżyser Laszlo Nemes, aktor Geza Rohrig i scenarzystka Clara Royer w filmie "Syn Szawła"

Laszlo Nemes, debiutant z Węgier, już w trzecim dniu projekcji uwiódł widzów i krytyków opowieścią o gehennie żydowskiego więźnia, który w nieludzkich okolicznościach próbuje do końca zachować godność. Gorących zwolenników zdobył też baśniowy, inny niż jego wcześniejsze obrazy, nowy film Matteo Garrone z piękną Salmą Hayek i Toby Jonesem. Krytycy chwalą też reżyserski debiut aktorki Natalie Portman.

Rzadko się zdarza, by film debiutanta znalazł się w głównym konkursie w Cannes i walczył o Złotą Palmę. Organizatorzy tej najważniejszej na świecie (obok Oscarów) filmowej imprezy słyną bowiem z tego, że stawiają na wielkie, uznane nazwiska, którymi niemal w całości wypełniają konkurs główny.

O filmie "Syn Szawła" Laszlo Nemesa jeszcze przed projekcją pisano, że musi być wyjątkowy, skoro znalazł się w towarzystwie tak wielkich nazwisk jak Gus Van Sant, Matteo Garrone czy Nanni Moretti. Po pokazie krytycy piszą, iż obraz debiutanta może okazać się czarnym koniem festiwalu.

Zawiódł za to, przyjęty przez publiczność buczeniem, twórca nagrodzonego Złotą Palmą "Słonia" - Gus Van Sant. Jego opowieść o naukowcu (Matthew McConaughey), który jedzie na górę Fuji z zamiarem popełnienia samobójstwa, okrzyknięto mianem kompletnej katastrofy. Krytyk "The Guardian" przyznał filmowi jedną gwiazdkę (bardzo zły), a płaczący rzewnymi łzami przy sadzeniu kwiatków Matthew wywoływał na sali salwy śmiechu.

Matthew McConaughey w wybuczasnym przez widzów "The Sea of Trees" Gusa Van Santamateriały prasowe

Leszlo Nemes jak Cristian Mungiu?

Węgierski debiutant - 38-letni Laszlo Nemes - jest niemal nieznany szerszej publiczności, choć zaliczył już nominację do Europejskiej Nagrody Filmowej za krótkometrażowe "Cierpienie" w 2008 roku. Debiut fabularny w konkursie głównym w Cannes, do tego przyjęty entuzjastycznie, stanie się z pewnością przepustką do światowej kariery. Sam reżyser jest absolwentem wydziału stosunków międzynarodowych, po których zdecydował się na studia filmowe w Nowym Jorku.

"Syn Szawła" opowiada o 48 godzinach z życia Szawła Auslandera, węgierskiego Żyda, członka Sonderkommando z Auchwitz-Birkenau, odpowiedzialnego za nadzorowanie egzekucji w komorach gazowych. Sprzątający po egzekucji martwe ciała, przewożący je do spalenia, a wreszcie rozsypujący pozostały po nich popiół bohater wie, że jego również czeka ten las, gdyż zbyt wiele widział.

Ci, którzy film już widzieli, podkreślają, że nikt nie pokazał dotąd w ten sposób Holocaustu. Znakomity w roli Szawła debiutant Géza Röhrig na konferencji zareagował wielkim gniewem na sugestię rzuconą przez dziennikarza, że członkowie Sonderkommando byli "pół-ofiarami, pół-katami".

Kino to, wedle opinii recenzentów, z pewnością wywoła wiele kontrowersji. Cannes najbardziej właśnie takie ceni, stąd niewykluczone, że jak przed laty nieznany niemal Rumun Cristian Mungiu filmem "4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" pokonał wielkich konkurentów, Nemes uczyni to samo.

"Syn Szawła" - kadr z filmuGutek Film

Garrone inny, ale znów wielki

Matteo Garrone zasłynął jako twórca mocnej "Gomorry" - opowieści o członkach włoskiej mafii, po której przez jakiś czas miał się nawet ukrywać, ponieważ grożono mu śmiercią. Potem było "Reallity" i nic nie zapowiadało jego przygody z kinem fantasy. Okazał się jednak twórcą, który ze swobodą porusza się w każdym gatunku.

Jeśli wierzyć krytykom, jego nowy film "Baśń nad baśniami" (fantasy, mające jednak sporo elementów realistycznych) to kolejny strzał w dziesiątkę. Są tu pełne magii sceny z pogranicza horroru, genialna scenografia, piękna Salma Hayek w roli królowej i Toby Jones, mający wielkie szanse na nagrodę dla najlepszego aktora za rolę zarozumiałego, ale melancholijnego i śmiesznego króla.

Salma Hayek i reżyser Matteo Garrone na konferencji po pokazie "Tale of Tales"PAP/EPA

Sekretem sukcesu według "The Guardian" jest tu śmiertelna powaga, z którą wszystko jest traktowane i już teraz ten tytuł wymieniany jest jako pewniak w kolejce do jednej z nagród głównych.

Toby Jones stworzył wielka kreację w "Tale of tales" Mateo GarronePAP/EPA

Piękna, zdolna, z polskimi korzenia

Natalie Portman to niezapomniana bohaterka "Leona zawodowca", w którym debiutowała jako 11-latka i zdobywczyni Oscara za rolę w "Czarnym łabędziu". Absolwentka psychologii na Harvardzie, mówiąca płynnie 6 językami, zawsze interesowała się żydowskimi korzeniami swojej rodziny.

Żydowskimi, ale i polskimi. Jej ojciec jest potomkiem emigrantów z Polski i Rumunii, zaś matka z Rosji. Dziadek Natalie ze strony ojca był Polakiem wyznania mojżeszowego z Rzeszowa, a jego rodzice zginęli w Auschwitz-Birkenau. Z kolei prababka pochodząca z Rumunii w czasie II wojny była brytyjskim szpiegiem.

Jej reżyserski debiut "Opowieść o miłości i ciemności", w którym zagrała jedną z ról, prezentowany jest poza konkursem, ale na pokazie specjalnym wzbudził nie mniejsze zainteresowanie, co tytuły konkursowe. Natalie od dawna myślała o reżyserii, ma zresztą za sobą udany krótki metraż. Zaczęła jednak od trudnego zadania - jej film w całości nakręcony w języku hebrajskim. To adaptacja biograficznej powieści najsłynniejszego izraelskiego pisarza Amosa Oza "Opowieść o miłości i ciemności". Gwiazda mówiła na konferencji, że urzekła ją historia emigracji i jej konsekwencje. - Słyszałam wiele takich opowieści od moich dziadków, to o czym przeczytałam w książce, to były dla mnie rzeczy znane.

Natalie Portmen zadebiutowała w Cannes jako reżyserka, zbierając ciepłe recenzjjePAPA/EPA

W recenzjach czytamy, że wykonała imponującą pracę, mówiąc zarazem coś ważnego o Izraelu i demonstrując swój związek z krajem rodzinnym przodków. Warto dodać, że autorem zdjęć do filmu jest nasz rodak pracujący od dawna w Hollywood, Sławomir Idziak.

Autor: Justyna Kobus / Źródło: "The Guardian", "Variety",tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: PAP/EPA

Pozostałe wiadomości