Ordynator miał ostrzegać o Kacprzyku. Trzaskowski: prywatna wiadomość nie jest kanałem zgłaszania

Warszawski Szpital Południowy
"W Szpitalu Południowym zostanie powołana nowa rada nadzorcza"
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl
Dzisiaj powołana zostanie nowa rada nadzorcza Szpitala Południowego - przekazał w piątek prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. Dodał, że w jej składzie nie będzie miejsca dla polityków. W mediach społecznościowych Trzaskowski skomentował doniesienia, że ordynator chirurgii informował go wcześniej o nieprawidłowościach.

Stołeczny ratusz zorganizował w piątek konferencję prasową poświęconą działaniom miasta w sprawie Szpitala Południowego.

- W Szpitalu Południowym zostanie powołana nowa rada nadzorcza. Rady nadzorcze miejskich spółek będą wzmocnione i nie będzie w nich polityków. Nie chodzi tutaj o piętnowanie nikogo, ale żeby nie było najmniejszych podejrzeń, że w zarządzaniu szpitalami pojawia się jakikolwiek akcent polityczny - poinformował prezydent Trzaskowski.

Jak dodał, nowa rada nadzorcza zostanie powołana jeszcze w piątek. Nie zdradził jednak, kto wejdzie w jej skład. Ale dopytywany zapewnił, że znajdą się w niej "urzędnicy miejscy i specjaliści z zakresu ochrony zdrowia". - Wprowadzamy zasadę, że w radach nadzorczych miejskich spółek medycznych nie będzie polityków. Nie bronimy ludzi ani stanowisk, bronimy standardów. Tam, gdzie audyt pokaże jakiekolwiek nieprawidłowości, będą konsekwencje - zapowiedział.

Trzaskowski: nie było żadnych sygnałów

Prezydent przypomniał, że w Warszawie funkcjonują procedury antykorupcyjne, procedury dla sygnalistów oraz formalne kanały zgłaszania nieprawidłowości. Jak mówił, dotychczas nie znaleziono żadnego pisma o nieprawidłowościach na SOR Szpitala Południowego, które wpłynęłoby do urzędu miasta.

- Nie miałem wcześniej żadnych informacji o nieprawidłowościach na SOR w Szpitalu Południowym - powiedział Rafał Trzaskowski. I przypomniał, że kontrola wojewody w marcu "nie wykazała istotnych problemów w organizacji pracy SOR w szpitalu".

"Miał powoływać się na swoje wpływy"

- Sprawa Dawida Kacprzyka przypomina mi historię Nikodema Dyzmy, człowieka, który swoją karierę oparł na oszustwie i sprycie. Mamy sygnały, które weryfikujemy, że Dawid Kacprzyk miał się powoływać na swoje wpływy, pozycję lub kontakty. W publicznym szpitalu nie może być tak, że czyjakolwiek pozycja towarzyska, polityczna czy organizacyjna daje mu większą swobodę albo osłabia nadzór - podkreślił Trzaskowski.

Zapowiedział, że sprawa zostanie wyjaśniona i rozliczona. Przypomniał, że szpital skierował do prokuratury zawiadomienie dotyczące podejrzenia popełnienia oszustwa przez lekarza w kwestii grafików i jego wynagrodzenia za pracę.

- Jeżeli po audycie trzeba korygować faktury i zwracać pół miliona złotych, to znaczy, że system kontroli faktur w szpitalu nie zadziałał. Stąd moja decyzja o odwołaniu zarządu szpitala - wyjaśnił.

"Politycy różnych opcji byli pacjentami szpitala"

Prezydent odniósł się także do doniesień dotyczących przyjmowania w szpitalu polityków poza kolejnością. Zastrzegł jednak, że nie może ujawniać danych medycznych pacjentów. - Politycy różnych opcji byli pacjentami szpitala. Nie mam prawa podawać ich nazwisk - mówił.

Przyznał, że dwa lata temu był pacjentem tej placówki. - Szpital Południowy jest tuż obok mojego miejsca zamieszkania. Sam raz się znalazłem na izbie przyjęć tego szpitala. To było ponad dwa lata temu, przed tym, jak pan Kacprzyk został koordynatorem SOR-u. Nikt z mojej rodziny nie był nigdy na izbie przyjęć Szpitala Południowego - poinformował Trzaskowski.

Jak relacjonował, dotychczasowe działania audytorów nie potwierdziły istnienia formalnego pokoju VIP na SOR-ze placówki. Natomiast Dawid Kacprzyk miał samowolnie korzystać z pomieszczenia przyszpitalnego Centrum Chirurgii Kręgosłupa.

- Z mojej obecnej wiedzy wynika, że na SOR-ze nie istniała żadna preferencyjna ścieżka obsługi pacjentów. To był samowolny mechanizm, stworzony poza standardowymi procedurami. Dlatego ten wątek jest badany w audycie - dodał.

Na koniec prezydent zaapelował, aby nie utrudniać pracy medyków i nie zakłócać spokoju pacjentów Szpitala Południowego. - Szpital Południowy musi normalnie pracować. Rozliczamy nieprawidłowości, ale nie niszczmy szpitala. Warszawskie szpitale mają być dla pacjentów, a nie dla układów - stwierdził.

Ordynator alarmował o nieprawidłowościach?

Już po konferencji prasowej portal zero.pl opublikował kolejny artykuł na temat Szpitala Południowego. Wynika z niego, że w czerwcu 2025 roku ówczesny ordynator oddziału chirurgii informował zarząd i radę nadzorczą szpitala o możliwych nieprawidłowościach w pracy Dawida Kacprzyka. Bez reakcji. Chciał się spotkać z Rafałem Trzaskowskim, ale ten odmówił i poprosił o informację na piśmie. Według autorów artykułu, miał ją dostać w lipcu, czemu ratusz zaprzeczył. "Taki dokument ani do Urzędu m.st. Warszawy, ani do Prezydenta m.st. Warszawy nie wpłynął. To nieprawdziwa informacja" - przekazała mediom Marzena Gawkowska z urzędu miasta.

We wrześniu ordynatora zwolniono z pracy. Oficjalnym powodem, jak czytamy na zero.pl, były zaległości w przekazywaniu dokumentacji Narodowemu Funduszowi Zdrowia i zgubienie depozytu jednego z pacjentów.

W piątek prezydent Warszawy odniósł się do sprawy w mediach społecznościowych. Napisał, że dostaje codziennie setki wiadomości z przeróżnych źródeł.

"Nie z każdą wiadomością jestem w stanie się zapoznać. A prywatna wiadomość nie jest kanałem zgłaszania nieprawidłowości w miejskiej instytucji. Jeżeli ktoś ma wiedzę o możliwym naruszeniu prawa albo poważnych nieprawidłowościach, powinien skorzystać z formalnych ścieżek: pisemnego zawiadomienia właściwych organów, w tym prokuratury, albo procedury zgłoszeń dla sygnalistów. Wtedy sprawa jest rejestrowana, trafia do właściwej instytucji, ma osobę odpowiedzialną i termin dalszych działań" - skomentował Trzaskowski. "Z mojej wiedzy wynika, że szpital jest w poważnym sporze prawnym z byłym ordynatorem" - dodał.

W późniejszym wpisie na portalu X Trzaskowski zaznaczył: "Nieprawdą jest, że od 19 lipca 2025 r. wiedziałem o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Fakt, że ktoś wysłał wiadomość na komunikatorze internetowym, w zalewie setek innych nieprzeczytanych wiadomości, nie jest równoznaczny z tym, że wiadomość została przeczytana przez adresata. Dlatego tak ważna jest droga formalna".

Kontrowersje wokół lekarza milionera

Dawid Kacprzyk pracował jako koordynator SOR w Szpitalu Południowym i trzech innych placówkach. Niespełna 30-letni medyk w trakcie specjalizacji miał w ubiegłym roku zarobić łącznie 1,6 miliona złotych. Jego zarobki wyszły na jaw za sprawą oświadczenia majątkowego, jakie złożył w związku z pełnieniem funkcji radnego dzielnicy Ursus.

Jak ujawnił Patryk Słowik z portalu zero.pl, kierowany przez młodego lekarza oddział ratunkowy miał w przyspieszonym trybie przyjmować polityków Koalicji Obywatelskiej. Działacze tej partii mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania były wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji. Na ich przeprowadzenie mieli oczekiwać w wydzielonym pokoju dla VIP-ów. Kacprzyk był w przeszłości jednym z liderów młodzieżówki Platformy Obywatelskiej i radnym dzielnicy Ursus.

Kontrowersje wzbudził też grafik lekarza. Z danych placówki wynikało, że w ubiegłym roku przepracował łącznie 3976 godzin, co daje średnio 331 godzin w miesiącu i niemal 11 godzin dziennie, wliczając niedziele i święta. Media ujawniły, że w czasie dyżurów miał zajmować się prowadzeniem działalności politycznej, występować w programach telewizyjnych i radiowych, a także uczestniczyć w sesjach rady dzielnicy.

Reakcja urzędu miasta i instytucji

Audyt ratusza potwierdził nieprawidłowości przy obsadzie lekarza w grafikach. W efekcie, na wniosek prezydenta Rafała Trzaskowskiego rada nadzorcza Szpitala Południowego odwołała w czwartek jego zarząd. Chodzi o prezeskę zarządu Annę Łukasik oraz dyrektorkę ds. medycznych Agatę Kusz-Rynkun.

Dzień wcześniej Dawid Kacprzyk został zwolniony przez Szpital Południowy. Zrezygnował także z członkostwa w Koalicji Obywatelskiej i złożył mandat radnego dzielnicowego, wnioskował również o zawieszenie go w prawach członka Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie. Ratusz poinformował, że mężczyzna skorygował 33 faktury i zwrócił na konto szpitala pół miliona złotych.

Szpital przygotowuje zawiadomienie do prokuratury w sprawie podejrzenia popełnienia oszustwa. Ta z kolei zapowiedziała "czynności sprawdzające" w sprawie opuszczania dyżurów przez medyka. Kontrolę w placówce prowadzą także Narodowy Fundusz Zdrowia i Najwyższa Izba Kontroli.

Źródło: tvnwarszawa.pl, zero.pl
Czytaj także: