W ich kajakach olimpijczycy zdobywają medale. W pożarze stracili niemal wszystko

Pożar na Modlińskiej
Pożar magazynu z kajakami
Źródło: Mateusz Mżyk / tvnwarszawa.pl

Pożar hali na Żeraniu strawił dobytek polskiej firmy produkującej kajaki. - Wstępnie wiemy, że praktycznie wszystko zostało spalone. Udało się uratować tylko kilka form znajdujących się na zewnątrz - mówi kajakarz i ambasador marki Tomasz Mendelski. Producent znany jest na całym świecie jako dostawca sprzętu dla olimpijczyków.

W poniedziałek wieczorem wybuchł pożar w hali przy ulicy Modlińskiej. Mieści się tam siedziba firmy Plastex, jednego z dwóch największych i najbardziej renomowanych producentów kajaków i kanadyjek na świecie. Powstawały tam łodzie, w których zawodnicy od lat zdobywają medale igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata.

Firma potwierdziła w środę w mediach społecznościowych, że to w jej fabryce doszło do pożaru. "Pragniemy Was zapewnić: nie poddajemy się. Kontynuujemy naszą pracę i odbudujemy to, co zostało zniszczone. Będziemy obecni z naszym serwisem na nadchodzących wydarzeniach i nadal będziemy wspierać naszych sportowców. Wrócimy silniejsi" - zapowiada Plastex.

"Praktycznie wszystko zostało spalone"

Trwa szacowanie strat po pożarze. - Wstępnie wiemy, że praktycznie wszystko zostało spalone. Udało się uratować tylko kilka form znajdujących się na zewnątrz. Spłonęły między innymi kajaki, na które czekali zawodnicy, startujący w maju w Pucharze Świata. Były już przygotowane do wysyłki - opowiada w rozmowie z tvnwarszawa.pl Tomasz Mendelski, ambasador marki.

- Nasza sytuacja jest bardzo ciężka. To smutna historia. Nie tylko ekonomicznie, ale przede wszystkim mentalnie. Zawodnicy nam zaufali i niestety długo nie doczekają się na swój sprzęt - dodaje.

W hali przy Modlińskiej od zera powstawały wszystkie łodzie. - Na szczycie hali znajdowało się pomieszczenie modelarskie. Tam tworzone były wszystkie designy, które aktualnie są widoczne na naszych łodziach na arenie międzynarodowej. Mieściło się tam studium doświadczalne. Na dole były biura i komputery, na których tworzyliśmy łodzie w formacie cyfrowym. Na szczęście, wszystko, co jest na twardym dysku, przetrwało. Ale formy, które były zrobione ręcznie lub przez maszynę CMC (cyfrową frezarkę - red.) nie istnieją, maszyna również spłonęła - wylicza Mendelski.

Teraz firma musi zaczynać wszystko od nowa. Czeka jej szukanie nowej siedziby i odbudowa zaplecza technologicznego. W pożarze przepadły maszyny, materiały, narzędzia. - Mamy wartość intelektualną, ale nie ma towaru i miejsca do prowadzenia usług - zaznacza Mendelski. Jak opisuje, firma będzie musiała od zera odtworzyć formy łodzi. To skomplikowany i kosztowny proces. - Jako wzorce będą musiały do nas wrócić kajaki, które zostały sprzedane lub użyczone  - wyjaśnia.

Ogień pojawił się na antresoli

Przyczyna pożaru nie jest jeszcze znana. W tej sprawie trwa dochodzenie. Przedstawiciele firmy wykluczają jednak podpalenie. - W obiekcie na pewno nie było osób trzecich - podkreśla ambasador firmy.

Z kolei właściciel firmy Ryszard Seruga zdradził w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", co ujawniły ostatnie nagrania z kamer monitoringu. - Pracownik do późna pracował nad tymi ostatnimi zamówieniami. Wyłączył bezpieczniki, zgasił światło i zszedł do pomieszczenia socjalnego wziąć prysznic. Po pewnym czasie - jeszcze nie wiemy, jak długim - na antresoli, gdzie mieliśmy tajne laboratorium, widać błysk i ogień szybko się rozprzestrzenia. Gdy na górę wbiegł dozorca z gaśnicą, już nie dał rady nic zrobić - mówił.

Opisywał też, że łodzie wykonywane są z żywicy epoksydowej i materiałów kompozytowych, będących pochodnymi ropy naftowej. Takie substancje same nie ulegają zapłonowi, ale mogą być łatwopalne.

W ich łodziach zdobywają medale

Firma Plastex powstała w 1990 roku. Założyciel Ryszard Seruga jest kajakarzem górskim i olimpijczykiem z Monachium (1972), wielokrotnym medalistą mistrzostw świata i mistrzostw Polski. Jej wyroby eksportowane są do krajów całego świata. Podczas Igrzysk Olimpijskich w Sydney w 2000 roku firma była jedynym dostawcą łodzi dla zawodników, podobnie jak na kilka innych imprez sportowych o zasięgu międzynarodowym.

- Przestaliśmy już liczyć, ile medali olimpijskich zostało zdobytych na naszych łodziach. Podczas ostatnich igrzysk w Paryżu wszystkie medale zdobyte przez paraolimpijczyków zostały wywalczone na plasteksach - chwali się Mendelski. Wyjaśnia, że kluczem do sukcesu było indywidualne dostosowanie łodzi do potrzeb sportowców. - Nikt nie chciał się tego podjąć, a my stworzyliśmy łodzie, wykonane specjalnie dla danego człowieka, który przyjeżdżał do nas na pomiary i odlewy - opisuje.

Czytaj także: