"To w jakimś sensie konieczność"

 
Krzysztof Piesiewicz wyraził chęć startu w wyborach, gdy w marcu umożono śledztwo przeciw niemu
Źródło zdj. gł.: TVN24
- Decyzja o starcie w wyborach wymaga ode mnie odwagi. Ale myślę, że to jest w jakimś sensie konieczność – powiedział Krzysztof Piesiewicz. Swoją gotowość startu w wyborach do Senatu z Warszawy zapowiadał już w kwietniu.

W rozmowie z "Wprost" dodał, że nie zamierza odpowiadać na jakiekolwiek ataki i podda się ocenie głosujących w wyborach. - To wyborcy zdecydują – oświadczył Piesiewicz.

Sukienka i biały proszek

Polityk zawiesił członkostwo w Platformie w 2009 roku, po tym jak "Super Express" ujawnił jego kontrowersyjne zdjęcia. Ówczesny senator PO ubrany był na nich w sukienkę i zażywał biały proszek. Jak się okazało fotografie pochodziły ze spotkania senatora z Joanną D. i striptizerką Joanną S. we wrześniu 2008 r.

Wtedy powstało kompromitujące nagranie, które kilka razy "odsprzedawano" politykowi. W sumie senator miał zapłacić szantażystom za nagrania ponad 550 tys. zł, m.in. w październiku 2008 r. za "odkupienie" taśm zapłacił 196 tys. zł nieustalonej do dziś kobiecie, podającej się za dziennikarkę.

W marcu 2010 r. warszawska prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie Krzysztofa Piesiewicza.

ktom//mat

Źródło: "Wprost"

Czytaj także: