Zegar za wcześnie wyłączył uliczne latarnie. Filip o 4.30 wszedł na pasy i zginął. Kierowca nie przyznaje się do winy

TVN24 | Katowice

Aktualizacja:
Autor:
mag/gp
Źródło:
TVN 24 Katowice
20-latek potrącony śmiertelnie na pasach w Częstochowieśląska policja, Pan Andrzej
wideo 2/4
śląska policja, Pan Andrzej20-latek potrącony śmiertelnie na pasach w Częstochowie

- Było ciemno jak w tunelu. Kierowca zamachał na mnie telefonem i mówi: chyba potrąciłem człowieka. Leżał jakieś 50 metrów od pasów. Jeszcze oddychał. Ale jak zobaczyłem, że zgubił but, wiedziałem, że będzie ciężko. Reanimowali go półtorej godziny. Czekałem, aż odzyska przytomność. Dowiedziałem się, że miał na imię Filip, 20 lat - opowiada taksówkarz z Częstochowy. Kierowca usłyszał zarzuty. Twierdzi jednak, że do wypadku nie doszło z jego winy.

Do śmiertelnego wypadku doszło w niedzielę około 4.30 nad ranem w alei Niepodległości w Częstochowie. Jak informuje policja, 27-letni kierowca renault, poruszając się w kierunku centrum miasta, nie ustąpił pierwszeństwa 20-letniemu pieszemu, który znajdował się na pasach.

- Było ciemno jak w tunelu - opowiada pan Andrzej, częstochowski taksówkarz, który znalazł się na miejscu minutę po wypadku. Sygnalizacja świetlna pulsowała, a latarnie uliczne były wyłączone.

20-latek śmiertelnie potrącony na przejściu dla pieszych
Pan Andrzej

- Kierowca samochodu zamachał na mnie telefonem, zatrzymałem się. Powiedział: chyba potrąciłem człowieka. Mężczyzna leżał jakieś 50 metrów od pasów. Samochód stał drugie tyle dalej - opowiada taksówkarz. - Uderzył tak mocno, że pieszy wybił przednią szybę. Nie jestem policjantem, ale gdyby jechał przepisowe 40 na godzinę, pieszy pewnie oparłby się na masce. I żyłby.

Potrącony pieszy wybił ciałem przednią szybę auta
Pan Andrzej

Wezwał pomoc, dzwoniąc na 112 i został na miejscu do odjazdu karetki. Reanimacja trwała półtorej godziny. Taksówkarz: - Jeszcze oddychał. Widziałem, że brzuch mu się unosi. Ale jak zobaczyłem, że zgubił but z prawej nogi, wiedziałem, że będzie ciężko. Czekałem, aż odzyska przytomność. Zabrali go do karetki.

Młody mężczyzna zmarł.

Kierowca nie przyznaje się do winy

Kierowca renault jechał sam i nie odniósł obrażeń. Był trzeźwy. W środę usłyszał zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym. - Nie przyznał się do winy w sensie procesowym. Nie zaprzecza, że tam był i że potrącił pieszego, ale twierdzi, że nie stało się to z jego winy - mówi Piotr Wróblewski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie.

Wobec 27-latka zastosowano dozór policyjny i poręczenie majątkowe w wysokości ośmiu tysięcy złotych. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Prokuratura nie ujawnia treści wyjaśnień podejrzanego, ponieważ ustala jeszcze świadków tragedii. Przesłuchany został między innymi kolega 20-latka, który w tragicznym momencie przechodził razem z nim przez pasy. Wróblewski potwierdza, że kierowca jako przyczynę wypadku wskazuje ciemność.

Do wypadku doszło w al. Niepodległości w Częstochowie

Zegar

Po powrocie do domu w dniu tragedii po 6 rano pan Andrzej zgłosił w pogotowiu energetycznym awarię oświetlenia. - Nie działało od czwartku od skrzyżowania z ulicą Bór do skrzyżowania z Odrodzenia. Przy deszczu zerowa widoczność, a w niedzielę w nocy padało - zauważył.

- Oświetlenie w tym miejscu nie działa od dwóch tygodni i nikt z tym nic nie robi. Wracając po godz. 22 tamtędy z pracy, lampy już nie działają. Piesi wychodzą bez przemyślenia swojego zachowania, a przy braku widoczności ciężko kogokolwiek zauważyć - twierdzi pan Kamil w komentarzu pod artykułem o śmierci 20-latka na "Dzieje się Śląskie".

Jak się okazuje, Miejski Zarząd Dróg i Transportu w Częstochowie miał w tej sprawie zgłoszenia. - Niezwłocznie, 20 lutego, została przekazana informacja o usterkach do firmy utrzymaniowej - informuje Maciej Hasik, rzecznik MZDiT. Było to w czwartek, trzy dni przed tragedią.

Jak wyjaśnia, przeprowadzano przegląd obwodów oświetleniowych pobliskiej sieci i stanu źródeł światła lamp. - Okazało się, że zegar, który steruje włączaniem i wyłączaniem tego oświetlenia działa wadliwie, zbyt wcześnie wyłącza system w godzinach porannych - mówi Hasik.

Sterownik został naprawiony, niestety dopiero 24 lutego, w poniedziałek, już po tragedii. Jak powiedział w rozmowie z nami Piotr Wróblewski, prokuratora będzie badać tę okoliczność.

"Porządny młody człowiek"

- Dowiedziałem się, że miał na imię Filip. Chodził do klasy z synem mojego zmiennika. Porządny młody człowiek, dobrze się uczył. Zmarł tego samego dnia po siódmej rano w szpitalu - opowiada pan Andrzej.

Pan Adrian z Częstochowy: - Spokojny raczej chłopak, z dobrego domu, rodzice też bardzo okej. Z charakteru pozytywny, uśmiechnięty, zawsze pełen życia, z tego co go pamiętam.

20-latek śmiertelnie potrącony na przejściu dla pieszych
śląska policja

mag/gp

Źródło: TVN 24 Katowice