Pomorze

Wypłynęli ratować człowieka, a to był jednorożec. "Plażowicze, pilnujcie zabawek"

Pomorze

Ratownicy wykazali się poczuciem humoru
Facebook/MSPiRRatownicy wykazali się poczuciem humoru

Pracownicy Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa zostali wezwani do dwóch osób i przewróconej żaglówki. Na miejscu odnaleźli jednak sporych rozmiarów dmuchanego jednorożca. Niezrażeni udzielili mu pierwszej pomocy i przekazali właścicielom. Rzeczniczka Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa: proszę, żeby wszyscy pilnowali swoich zabawek. Pomyślcie o innych.

W czwartek około południa ratownicy pracujący na Stogach w Gdańsku w okolicy wejścia numer 26 na plażę zauważyli na morzu, około kilometr od brzegu, coś niepokojącego. Natychmiast powiadomili służby ratownictwa morskiego o, ich zdaniem, dwóch osobach w wodzie w niebieskich kamizelkach oraz przewróconej żaglówce.

"Wiatr" na ratunek

- Na miejsce popłynął z Górek Zachodnich statek ratowniczy "Wiatr" z czterema osobami na pokładzie – opowiada Mirosława Więckowska, rzecznik Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa. Statek, jak ratownicy sami opisali na portalu społecznościowym, "na wskazanej pozycji odnalazł dmuchanego jednorożca o dużych gabarytach z kolorami grzywy i ogona z elementami koloru niebieskiego, które zostały wzięte przez ratownika z brzegu za kamizelki asekuracyjne". Jednorożec był koloru białego, co z pewnością zgłaszającym skojarzyło się z żaglem.

Ratownicy wykazali się poczuciem humoru. Jak opisują, wyciągnęli jednorożca z wody i "udzielili mu niezbędnej pomocy”, co uwiecznili też na zdjęciach. Następnie zabawka została odtransportowana do portu i przekazana właścicielom, którzy się po nią zgłosili.

"Skrajny egoizm i nieodpowiedzialność"

– Dla mnie to nie jest śmieszne. To tragiczne. Trudno mieć pretensje do zgłaszających, bo mieli dobre intencje. Jednak zachowanie niektórych plażowiczów jest skrajnie egoistyczne i nieodpowiedzialne – denerwuje się Więckowska. – Od ubiegłego roku, gdy pojawiła się moda na duże dmuchane zabawki, takich przypadków mamy coraz więcej. Proszę, żeby wszyscy zabierali i pilnowali swoich zabawek. Pomyślcie o innych – apeluje rzecznik.

Przypomina, że taka akcja ratunkowa kosztuje około dwa tysiące złotych. W tym samym czasie także ktoś inny mógłby potrzebować pomocy. Niestety, w przeciwieństwie do służb ratowniczych naziemnych, w przypadku SAR-u osobom, które doprowadzą do nieuzasadnionego zgłoszenia, nie grozi odpowiedzialność karna. Prawo nie przewiduje takiej możliwości.

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: eŁKa//ec / Źródło: TVN24 Pomorze

Źródło zdjęcia głównego: Facebook/MSPiR

Pozostałe wiadomości