Szef ZNP: sprzątanie po minister Zalewskiej trudno będzie nazwać reformą

TVN24

Szef ZNP Sławomir Broniarz był gościem TVN24tvn24
wideo 2/71

To prawo oświatowe, które wygenerowała minister Anna Zalewska, w konsekwencji obróci się przeciwko dzieciom - mówił w TVN24 prezes ZNP Sławomir Broniarz. Szef nauczycielskich związkowców komentował między innymi przebieg egzaminów ósmoklasistów, oceniał również stan edukacji po zmianach wprowadzonych przez rząd PiS. - Posprzątanie po pani minister Annie Zalewskiej trudno będzie nazwać reformą - zaznaczył.

Trwa drugi tydzień strajku nauczycieli. Wtorek jest ósmym dniem strajku, a jednocześnie drugim dniem egzaminów ósmoklasistów.

CZYTAJ WIĘCEJ O STRAJKU NAUCZYCIELI >

Sytuację w protestującej oświacie i stan negocjacji ze stroną rządową oceniał we "Wstajesz i wiesz" w TVN24 prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz.

Broniarz: mamy dosyć ciągu reformatorskiego

- Dramatem polskiej edukacji jest nieustanność jej reformowania - komentował Broniarz. - W tym ciągu reformatorskim żyjemy od kilkunastu lat i czasem mamy tego serdecznie dosyć. Natomiast nie ulega wątpliwości, że posprzątanie po pani minister Annie Zalewskiej trudno będzie nazwać reformą - mówił.

To będzie zwykłe porządkowanie stanu rzeczy, przywracające niekoniecznie w całokształcie stan przed panią minister Zalewską - stwierdził.

Szef ZNP przypomniał, że "Związek [Nauczycielstwa Polskiego - przyp. red.] od 2011 roku, kiedy przygotowywał duży dokument pod tytułem 'Pakt dla edukacji', mówił, że szkoła wymaga zmiany".

- Szkoła wymaga poprawy, ale nie w sensie strukturalnym, nie w sensie godzin, jak ministerstwo proponuje, bo to eliminuje sporą część nauczycieli z rynku pracy, ale będzie problemem dla małych szkół - tłumaczył. - Szkoła wymaga dostosowania do rzeczywistości polegającej na tym, że jest internet, że jest zupełnie inna młodzież, że są zupełnie inne problemy także natury wychowawczej i dydaktycznej - wyliczał.

- I z tym się trzeba zmierzyć, a nie wymyślać na siłę jakichś problemów, które staną się agendą okrągłego stołu - ocenił Broniarz.

- Kiedy w roku 2008 myśmy zwrócili się do ówczesnego prezydenta pana Lecha Kaczyńskiego z apelem o zwołanie okrągłego stołu, to ten okrągły stół poprzedzony był spotkaniem właśnie z przedstawicielami ZNP, rozmową, co powinno być przedmiotem takiej dyskusji - przypomniał szef ZNP. - I co prawda z tego okrągłego stołu niewiele wyszło, ale była zupełnie inna postawa pana prezydenta Lecha Kaczyńskiego aniżeli obecnie. Teraz mamy, przepraszam, poziom niżej, bo już tylko premier - dodał.

"Szkole potrzebna jest zmiana"

Broniarz zaznaczył, że "szkole potrzebna jest zmiana", ale zwrócił jednocześnie uwagę, że trzeba zadać sobie przede wszystkim pytanie, "dlaczego to dziecko musi się uczyć tylu rzeczy, które być może w dorosłym życiu nigdy mu się nie przydadzą, dlaczego jest tak obciążone nauką, dlaczego jest tak obciążone pracą w sytuacji, gdy ta szkoła dzisiejsza w zderzeniu z internetem trochę przegrywa i zmienia się także rola i pozycja nauczyciela".

Broniarz komentował też wniosek ZNP do Najwyższej Izby Kontroli o "rozważenie zasadności zaskarżenia do Trybunału Konstytucyjnego" rozporządzeń MEN umożliwiających poszerzanie zespołów egzaminacyjnych. Według ZNP rozporządzenia mogły zostać wydane niezgodnie z konstytucją.

- Tworzenie aktu prawnego pod bieżące potrzeby tu i teraz i w sytuacji, kiedy dwie godziny po egzaminie ten akt prawny traci jakąkolwiek aktualność, jest on naszym zdaniem psuciem prawa. Nie można funkcjonować w edukacji na bazie fatalnego prawa, które obróci się przeciwko tym uczniom - skomentował działania ministerstwa Broniarz. - To prawo oświatowe, które wygenerowała minister Anna Zalewska w konsekwencji obróci się przeciwko dzieciom - powiedział i dodał, że ZNP zwracało na to uwagę rządowi.

Jeszcze przed rozpoczęciem strajku minister Zalewska podpisała nowelizacje rozporządzeń w sprawie organizacji egzaminów zewnętrznych - gimnazjalnego, ósmoklasisty i matur. Zgodnie z nimi w skład komisji egzaminacyjnych i nadzorujących przebieg egzaminów w szkołach wejść mogą nauczyciele z innych szkół, a także każda osoba mająca kwalifikacje pedagogiczne.

Według Ministerstwa Edukacji Narodowej to odpowiedź na prośby dyrektorów szkół.

"Kuriozalna postać" egzaminów

Skomentował też sposób, w jaki przeprowadzane są egzaminy - najpierw gimnazjalistów, a teraz ósmoklasistów. - Okazało się, że bez nauczycieli te egzaminy przyjmują bardzo kuriozalną postać. Pojawili się leśnicy, rolnicy, osoby duchowne - wskazywał. - To jest rzecz nienormalna. Dziecko siedząc przy tym stole egzaminacyjnym, nie miało możliwości zapytania się kogokolwiek o cokolwiek, dlatego że trudno oczekiwać od leśnika, że będzie merytorycznym partnerem do dyskusji o tym egzaminie dla ucznia - tłumaczył szef ZNP.

Jego zdaniem rośnie liczba szkół, które zdecydowały się nie przeprowadzać procesu klasyfikacji maturzystów. - Jeżeli my nie zmienimy sytuacji zawodowej nauczyciela to nie poprawimy edukacji jako takiej - podsumował Broniarz.

Strajkują od ponad tygodnia

Strajk nauczycieli w szkołach zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych rozpoczął się w miniony poniedziałek. Przystąpiła do niego też część nauczycieli z oświatowej Solidarności. Biorą w nim też udział nauczyciele niezrzeszeni w związkach.

Według ZNP do strajku przystąpiło ponad 74 proc. szkół i przedszkoli. Ministerstwo Edukacji Narodowej podawało, że protestuje 48,5 proc. szkół i placówek.

Dane o liczbie placówek objętych protestem i strajkujących nauczycielach mogą się różnić w różne dni, gdyż nauczyciele codziennie rano, przychodząc do pracy do szkoły czy przedszkola, podejmują decyzję, czy w tym dniu będą protestować czy zawiesić udział w strajku na czas egzaminów.

Odrzucenie propozycji rządu

Związek Nauczycielstwa Polskiego i Forum Związków Zawodowych domagają się wzrostu wynagrodzeń zasadniczych nauczycieli, wychowawców, innych pracowników pedagogicznych oraz pracowników administracji i obsługi o tysiąc złotych z wyrównaniem od 1 stycznia 2019 roku.

Oba związki nie zaakceptowały propozycji strony rządowej i w trakcie negocjacji zmodyfikowały swoje oczekiwania. Początkowo domagały się tysiąca złotych podwyżki, później 30 proc. podwyżki, następnie związkowcy proponowali rozłożenie 30 proc. na dwie tury - 15 proc. od 1 stycznia i 15 proc. od 1 września tego roku.

Na ostatnim spotkaniu w zeszłym tygodniu związkowcy mówili o możliwości jeszcze innego rozłożenia w tym roku 30 proc. podwyżki.

Porozumienie ze stroną rządową podpisali przedstawiciele NSZZ "Solidarność".

Rządowe propozycje dla nauczycieli to 9,6 procent podwyżki we wrześniu plus wypłacona już podwyżka od stycznia w wysokości 5 procent.

Dodano do tego skrócenie nauczycielskiego stażu, ustalenie kwoty dodatku za wychowawstwo na poziomie nie mniejszym niż 300 złotych, zmianę w systemie oceniania nauczycieli i - jak przekonywała strona rządowa - zmniejszenie biurokracji.

Oprócz tego porozumienie zapewnia:

1. Wynagrodzenie za prowadzenie zajęć dodatkowych. W 2019 roku ma zostać przeznaczone na to w sumie 57 milionów złotych.

2. 1000 złotych na start dla młodych nauczycieli.

3. Minimalny dodatek za wychowawstwo w wysokości 300 złotych.

4. Skrócenie stażu nauczyciela stażysty do 9 miesięcy.

5. Zmniejszenie dokumentacji w procedurach awansu oraz zagwarantowanie opinii rady rodziców w procedurze oceny pracy nauczyciela.

Ostatnim punktem porozumienia jest zmiana systemu wynagradzania nauczycieli wypracowana w uzgodnieniu ze związkami zawodowymi do 2020 roku.

Najważniejsze etapy negocjacji między nauczycielami a rządem. Żółtym kolorem oznaczono okres poniżej 60 dni do pierwszych egzaminów, czerwonym - poniżej 10 dni.
opracowanie własne | Konkret 24

ZOBACZ TEŻ: Najważniejsze etapy negocjacji z rządem >

Autor: mart//now / Źródło: tvn24

Raporty: