O sprawie napisały poniedziałkowe wydania "Gazety Wyborczej" i "Dziennika". Według tego ostatniego Bondaryk, który od roku kieruje ABW, nie zerwał związków ze swoim poprzednim pracodawcą, Erą. Gazeta przypomina, że od kilku lat był związany z firmami należącymi do imperium Zygmunta Solorza (pracował w Erze, Invest-Banku i Elektrimie). Zdaniem "Dziennika" śledztwa prowadzone przeciw spółkom należącym do właściciela Polsatu za kadencji Bondaryka w ABW wytraciły impet.
Konflikt interesów?
Ponadto w tym roku Bondaryk zainkasował od Ery pół miliona zł tytułem odprawy. Problem w tym, że w czasie, gdy ją pobierał, forsował korzystne dla operatorów przepisy dotyczące sposobu podsłuchiwania Polaków. Policja, CBA i służby wojskowe zgodnie chciały zakładać podsłuchy tak, aby firmy telekomunikacyjne nie wiedziały, kto jest podsłuchiwany. Jako jedyny sprzeciwił się temu Bondaryk, który w ustawie chciał zagwarantować dostęp do tych informacji pracownikom operatorów, czytamy w dzienniku.
Dlatego kwestia odprawy dla Bondaryka wywołuje kontrowersje i podejrzenia o konflikt interesów. Jego stanowisko w ABW nie podoba się opozycji. - Zawsze będzie problem, gdy ktoś, kto pracuje w wielkim biznesie, przechodzi do administracji, szczególnie do służb specjalnych. Nie wiem, czy w tej sytuacji p. Bondaryk powinien zostawać szefem ABW - mówił w radiu Zet Wojciech Olejniczak.
Premier broni szefa ABW
Majątek Bondaryka od miesięcy prześwietlała CBA. W sobotę napisała o tym "Gazeta Wyborcza". Według niej CBA zapytało o fundusze Bodaryka prawie 200 banków i domów maklerskich. Ostatecznie uznało, że Bondaryk ukrywa pieniądze od Ery.
Zdaniem premiera to szef CBA powinien się tłumaczyć. - Oczekuję wyjaśnień, czym naprawdę zajmuje się CBA, jeśli ma tyle czasu, aby sprawdzać coś, co jest wywieszone w internecie. Dziwnie wygląda aktywność CBA, jeśli pół biura pracuje na rzecz czegoś, co jest zapisane w oficjalnym oświadczeniu majątkowym - powiedział w sobotę Donald Tusk. Według szefa rządu Bondaryk przedstawił wystarczającą informację o swoim majątku w momencie, gdy dostał nominację na szefa ABW.
- Można powiedzieć, że Kamiński szukał haków na szefa konkurencyjnej służby, poddając go wielomiesięcznemu i drobiazgowemu sprawdzeniu. Czegoś jednak w końcu się dogrzebał. Broniąc Bondaryka bez zastrzeżeń, premier niepotrzebnie bierze na siebie istotny błąd szefa ABW - pisze w komentarzu publicysta "GW".
Nie 1,5 mln, a 600 tys.
Dokładnie informacje o tym, że otrzymuje "świadczenie za rozwiązanie kontraktu", Bondaryk wpisał nie w oświadczeniu, lecz w tzw. rejestrze korzyści, który muszą wypełniać urzędnicy. Nie napisał tam jednak, od kogo otrzymuje świadczenie ani nie podał kwoty. W pismach do Kamińskiego podkreśla jednak, że CBA ma wgląd w jego konto i zna wysokość wpłat.
W komunikacie wydanym po tekście "GW" Bondaryk stwierdził: "Suma odprawy jest znacząco niższa od tej przekazanej opinii publicznej", czyli że odprawa od Ery wyniosła nie 1,5 mln zł., a 600 tys. zł. plus nagroda roczna. - Nigdy nie ukrywałem moich dochodów. Oświadczenie majątkowe wypełniłem rzetelnie i zgodnie z prawdą - broni się szef ABW.
CBA nie zabrało głosu w tej sprawie.
Źródło: "Gazeta Wyborcza", "Dziennik"