Jeden z najbogatszych Polaków spotykał się z SB

TVN24

Aktualizacja:
TVN24Teczka Staraka trafiła do archiwum IPN w 1990 roku

Rekin farmaceutycznego przemysłu, jeden z najbogatszych Polaków - Jerzy Starak do lipca 1990 był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa - wynika z dokumentów IPN, do których dotarł "Dziennik".

Starak spotykał się z funkcjonariuszami SB w latach 80. Bezpieka zarejestrowała go jako tajnego współpracownika i nadała mu pseudonim „SJ”.

Według materiałów SB współpraca biznesmena z bezpieką trwała aż do lipca 1990 roku. Wówczas - oficjalnie z powodu „reorganizacja resortu” (przekształcenia w UOP) został wyrejestrowany z ewidencji agentów.

Dziś Starak jest właścicielem Polpharmy ze Starogardu Gdańskiego, lubelskiej Polfy oraz sieradzkiego Terpolu. Według ubiegłorocznego rankingu miesięcznika „Forbes” wraz z żoną Anną zgromadził majątek wart 2,8 miliarda złotych.

Pozyskanie przez SB W 1972 roku w wieku 25 lat, Starak wyemigrował do Włoch. Do Polski zaczął przyjeżdżać pod koniec lat 70. jako przedstawiciel firmy Comindex, wytwarzającej maszyny do produkcji opakowań. Do pierwszego kontaktu z SB doszło we wrześniu 1979 r. w wydziale paszportowym Komendy Stołecznej. - Po rozmowie podporucznik SB Michał Figiel był wyraźnie zadowolony, bo Starak bardzo „szczegółowo i wyczerpująco odpowiadał na zadawane mu pytania”. Mówił na przykład o innym przedstawicielu Comindeksu Carlo Morettim, który przyjeżdżał także z Włoch do Polski - pisze "Dziennik".

"Moretti jest człowiekiem bardzo miłym i bezpośrednim. Lubi dziewczyny. Jego wiek można określić na 40 - 45 lat. We Włoszech ma żonę" - zapisał Figiel informacje od Staraka. Po tej rozmowie esbek zdecydował o pozyskaniu Staraka „jako osobowego źródła informacji”. SB liczyło, że przedsiębiorca będzie zdobywał informacje od Włochów przyjeżdżających do Polski i Polaków wyjeżdżających na półwysep Apeniński.

Do decydującej rozmowy doszło pół roku później, 18 kwietnia 1980 r. Na spotkanie ze Starakiem ppor. Michał Figiel oraz por. Karol Dziwiszek umówili się w Hotelu Saskim w Warszawie. Podczas spotkania biznesmen podpisał oświadczenie:„Jako lojalny obywatel zobowiązuję się dobrowolnie poinformować Pracowników Służby Bezpieczeństwa PRL o wszelkich negatywnych faktach i zjawiskach godzących w żywotne interesy PRL i zachowam ten fakt w tajemnicy przed osobami trzecimi”. Podpisanie dokumentu zobowiązał się zachować w tajemnicy. Starak: nie byłem współpracownikiem SB

Inną wersję podaje sam Starak - pisze "Dziennik", informując że od ponad tygodnia dziennikarze próbowali namówic biznesmena do opowiedzenia swojej historii. W lakonicznym oświadczeniu przekonuje, że nie był współpracownikiem bezpieki. "Mimo wielokrotnego nagabywania nigdy nie podpisałem zgody na współpracę ze służbą bezpieczeństwa. Nie zostałem donosicielem, do czego chciano mnie zmusić. Uległem tylko w jednej sprawie. Zgodziłem się, że jeśli przebywając za granicą, uzyskam informację o zagrożeniu bezpieczeństwa Polski, to przekażę takie informacje. Mimo że nie utożsamiałem się z tamtym systemem politycznym, to Polskę zawsze traktowałem jako swoją ojczyznę" - napisał w liście do „Dziennika”.

Tymczasem z dokumentów sprzed 27 lat wynika, że Starak podpisał oświadczenie dobrowolnie. Esbecy nie musieli nawet używać „materiału kompromitującego w przypadku, gdyby chciał się odciąć od dialogu z SB”. Funkcjonariusze mieli jednak jeden kłopot. Starak nie chciał umieścić na oświadczeniu swojego pseudonimu. "To znacznie osłabia wartość dokumentu, bo klasyczny tajny współpracownik powinien w zobowiązaniu ręcznie wpisać pseudonim. Ten przypadek potwierdza, że ta osoba zdecydowała się przekazywać informacje służbie. W obecnej nomenklaturze klasyfikuje się jako „informator”, a to niższa kategoria niż TW" - tłumaczy gazecie były wysoki oficer kontrwywiadu SB, a potem UOP.

"Twierdził, że będzie chętnie przekazywał informacje, zgodnie ze swoimi możliwościami, lecz nie napisze pełnej treści zobowiązania (z pseudonimem)" - raportował ppor. Figiel. Dlatego pseudonim "SJ" nadała mu sama SB. Od tego czasu do spotkań Staraka z SB dochodziło regularnie – najczęściej w kawiarni warszawskiego hotelu MDM na placu Konstytucji. Z akt wynika, że podczas 23 rozmów z bezpieką, nie przekazywał informacji szkodzących innym osobom. Informacja o zainteresowaniu kobietami Carlo Morettiego była incydentalna. Współpraca za spokój w interesach Podczas spotkań z funkcjonariuszami SB Starak informował ich o swoich planach biznesowych. - Czasami spotkania służyły do rozbrajania niewygodnych dla biznesmena tematów - pisze gazeta. Tak miało być w 1984 r., kiedy milicja i wydział III Biura Studiów SB MSW otrzymały informacje, że biznesmen robił świetne interesy kosztem spółdzielni turystycznej Gromada. - Biuro studiów było komórką w centrali, która zajmowała się koordynacją działań innych jednostek - tumaczy "Dziennikowi" generał Andrzej Kapkowski, były oficer kontrwywiadu SB, a w latach 90. szef Urzędu Ochrony Państwa. - To była bardzo ważna jednostka w MSW, zajmowała się głównie koordynacją zwalczania podziemnej „Solidarności”. Wśród tajnych współpracowników biura studiów mogli być tacy agenci, którzy chcieli skomplikować Starakowi robienie interesów - mówi Paweł Piotrowski, historyk z IPN.

Centrala SB informowała podległe jej warszawskie struktury, że Starak wydzierżawił dwa piętra w biurowcu „Gromady”, kupił samochód-chłodnię niezbędną „Gromadzie” do zaopatrzenia podległych jej hoteli i przejął tartak. Interesy takie Starak mógł prowadzić tylko dlatego, że „kupił wszechmocnego w spółdzielni prezesa Skoczylasa za alkohol” - podaje dziennik. Informacje te bezpieka uzyskała od agenta o pseudonimie „Forum”. Jednak donosy Starak skutecznie rozbrajał właśnie podczas spotkań z porucznikiem Michałem Figlem. "Prezes Skoczylas widzi szansę uzyskania wielu profitów dla swojej spółdzielni, włączając się w działalność z Comindeksem" - pisał Figiel po spotkaniu ze Starakiem w lutym 1984 r. - Przedstawiona informacja w wyraźny sposób koryguje wiedzę o działalności PPZ Comindex" - konkludował esbek. Sugerował jednak, żeby informacje od Staraka sprawdzić jeszcze u innych informatorów. Autentyczność historii Staraka potwierdza "Dziennikowi" zastrzegający sobie anonimowość jeden z byłych oficerów kontrwywiadu, który poznał sprawę Staraka jeszcze w latach 80. - W pewnym sensie to on poprzez kontakty z SB chciał sobie kupić spokój w interesach -powiedział gazecie

Urokinazowe plany

W 1984 roku Starakiem zainteresował się wywiad PRL. O informacje dotyczące biznesowych planów Staraka w branży farmaceutycznej do warszawskiej SB zwrócił się kapitan Henryk Jasik (w latach 90. szef wywiadu UOP, a potem wiceminister spraw wewnętrznych). Wówczas biznesmen chciał w Brwinowie pod Warszawą rozpocząć produkcję Urokinazy - enzymu uzyskiwanego z moczu. Starak miał też swój pomysł, na to skąd wziąć surowiec. Zwrócił się do szefów MSW i MON, prosząc o możliwość zainstalowania w latrynach wojska i milicji specjalnych zbiorników. Z podobną prośbą wystąpił do władz polskich uczelni. "Na razie pozytywne odpowiedzi uzyskał z Politechniki Warszawskiej i UW " - raportował porucznik Figiel.

Na zainstalowanie pojemników nie zgodziło się jednak MSW i MON. Wzrosły też koszty transportu i resort zdrowia nie dał gwarancji zakupu Urokinazy. Starakowi nie udało się zrealizować pomysłu. W rozmowie z „Dziennikiem” generał Henryk Jasik potwierdził, że wywiad interesował się biznesmenem i planami wytwarzania farmaceutyków z moczu. "Byłem wtedy zastępcą naczelnika wydziału, w którego gestii znajdowały się farmaceutyki i biotechnologia. Pamiętam, że mój pracownik uzyskał informację dotyczącą planów Staraka w tym sektorze. Pytaliśmy kontrwywiad, co o nim wie. Włosi byli mistrzami w pozyskiwaniu najnowszych rozwiązań z całego świata. Wywiad mógł się interesować, z jakich technologii chce skorzystać Starak" -mówi Jasik. Słabnąca współpraca W 1987 roku wywiad jeszcze raz zainteresował się Starakiem. Teczkę biznesmena wypożyczyła od kontrwywiadu centrala służby. Materiały zostały zwrócone szybko. "Figurant nie ma możliwości realizacji interesujących nas tematów" - napisał jeden z naczelników w departamencie I MSW major Oleszkiewicz. "Widocznie okazał się zbyt mało atrakcyjny dla wywiadu" - ocenia Jasik.

W tym czasie Jerzy Starak stał się coraz trudniej uchwytny także dla funkcjonariuszy SB - pisze "Dziennik". W czerwcu 1988 r. kapitan Krzysztof Kubat - który przejął agenta SJ od porucznika Figla - pisał, że Starak, mimo iż w 1987 r. i na początku 1988 r. był trzy razy w Polsce, to ani razu nie znalazł czasu dla SB. "Mimo dyscyplinujących ostrzeżeń z mojej strony na żadnym z jego pobytów do spotkania nie doszło" - raportował w czerwcu 1988 r. kapitan Kubat. Ostatnie odnotowane przez kapitana SB spotkanie ze Starakiem miało miejsce 17 listopada 1988 r. Rozmowa dotyczyła trybu, w jakim biznesmen ma się kontaktować z SB w przyszłości. Starak chętnie dzielił się plotkami na temat polskiej branży farmaceutycznej, w zamian licząc na ulgi podatkowe. Teczka SJ idzie do archiwum Od tamtej pory Starak nie spotkał się z SB ani razu. Jego nazwisko jednak nadal widniało w sieci informatorów. Jeszcze w lutym 1990 r. SB szukała mu nowego oficera prowadzącego. Nie udało się, bo bezpieka została zlikwidowana i 31 lipca 1990 r. akta „SJ” powędrowały do archiwum. Jerzy Starak w przekazanym "Dziennikowi" stanowisku uważa, że Służba Bezpieczeństwa go upokarzała. "Nie tylko ja, ale wielu ludzi biznesu, za to co dzisiaj stanowi o ich sukcesie, było szykanowanych przez służby specjalne komunistycznego reżimu, które systemowo nie godziły się na istnienie wolnej przedsiębiorczości " - przekonuje. Jego zdaniem spotkania z SB były złem koniecznym, ceną za to, by mógł prowadzić działalność gospodarczą. "Jestem pewien, że moja postawa była uczciwa wobec przyjaciół, znajomych i osób, z którymi prowadziłem interesy" - napisał Starak. Rosnący majątek Biznesowa kariera Staraka nabrała tempa w latach 90. Miał już zgromadzony duży jak na owe czasy kapitał, otaczał się znanymi nazwiskami ze świata nauki i kultury, kupił rezydencję nad Morzem Śródziemnym i okazałe posiadłości w Polsce (np. około 200-hektarowa posiadłość we wsi Fuleda na Mazurach stylizowana na stanicę kozacką)

Starak miał bliskie związki z Leszkiem Millerem. Zażyłość była na tyle duża, że Miller wraz innymi politykami ze swojego rządu spędził Sylwestra 2002 roku w zakopiańskiej willi „Witkiewiczówce” należącej do Staraka - podaje gazeta. "Realną władzą dysponują Kulczyk, Krauze i Starak, choć nie zabiegają o miejsca w Sejmie i Senacie. Czuliby się tam źle obok poselskiej hołoty" - można było przeczytać w tygodniku „NIE” w 2003 roku, kiedy SLD było u władzy.

Ostatnio biznesmen ma problemy sądowe. W czerwcu prokuratura apelacyjna w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie prywatyzacji Polpharmy - korony w jego biznesowym imperium. Jak oceniać postawę Staraka w latach 80.? Zdaniem Antoniego Dudka, doradcy prezesa IPN Staraka, działalność można sklasyfikować jako „szary odcień współpracy”. ""Był taki rodzaj uwikłanych ludzi, którzy chcieli dać i Panu Bogu świeczkę, i diabłu ogarek. Bali się, że odmowa spotkań może im zniweczyć karierę" ocenia Dudek.

Źródło: Dziennik