Polska

"Odwiedziła swojego syna 57 razy. Kończyła resocjalizację, rozumiała, co się z nim dzieje"

Polska

Dziennikarka o rozmowie z panią Jolantą, matką zabójcy prezydenta Gdańska
Dziennikarka o rozmowie z panią Jolantą, matką zabójcy prezydenta Gdańskatvn24
wideo 2/23

Był taki moment, że pani Jolanta chciała się wycofać z publikacji tego wywiadu. Ona się bardzo go bała. Bała się reakcji - powiedziała we "Wstajesz i wiesz" w TVN24 Katarzyna Włodkowska. Dziennikarka "Dużego Formatu", magazynu "Gazety Wyborczej", jest autorką wywiadu z matką Stefana W., który zabił prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza.

"Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas, a ja nadal jestem matką. To najtrudniejsze uczucie, jakie można sobie wyobrazić. (...) Tak bardzo bym chciała prosić żonę, dzieci, rodziców oraz brata pana prezydenta o wybaczenie, ale wiem, że proszę o dużo" - mówi w wywiadzie dla "Dużego Formatu Gazety Wyborczej" Jolanta, matka Stefana W.

"Ona chce chronić swoją rodzinę"

Autorka wywiadu, Katarzyna Włodkowska, powiedziała we wtorek w TVN24, że pani Jolanta wyraziła chęć zabrania głosu podczas spotkania z wiceprezydentem Gdańska Piotrem Kowalczukiem.

- Stwierdziła, że jeśli miałaby udzielić tego wywiadu, to chciałaby porozmawiać ze mną - przyznała Włodkowska.

- Rozumiałam, że ona chce w jakiś sposób przede wszystkim chronić swoją rodzinę, że oni się wszyscy bardzo boją, że my sobie nie zdajemy sprawy, do jakiego osaczenia tej rodziny doszło - powiedziała dziennikarka.

- To, co jest dla mnie ważne, to jest to, że oni poczuli wczoraj jakiś rodzaj ulgi, wsparcia. Myślę, że dobrze się stało, że ten wywiad ukazał się bezpośrednio po pogrzebie - podkreśliła.

- Był taki moment w piątek rano, że pani Jolanta chciała się wycofać z publikacji tego wywiadu. Ona się bardzo, bardzo go bała. Bała się reakcji. Starałam się (ją - red.) uspokajać i przekonywać, że to jest ten moment (...), że bardzo ważne jest powiedzenie, w jakiej oni znaleźli się sytuacji, czyli właśnie w tej, że boją się wrócić do domu, żeby każdy z nas pomyślał sobie, co to znaczy bać się wrócić do własnego domu - mówiła Włodkowska.

"Nie zdajemy sobie sprawy, do jakiego osaczenia tej rodziny doszło"
"Nie zdajemy sobie sprawy, do jakiego osaczenia tej rodziny doszło"tvn24

"To pokazuje jej największy dramat"

W wywiadzie dla "Dużego Formatu" padło pytanie, co pani Jolanta teraz myśli o swoim synu. "To jest najtrudniejsze. Jako matka wciąż go kocham. Tylko rozpaczam, że zrobił coś strasznego. Tyle osób skrzywdził, prezydenta, jego rodzinę, nas... A ja nadal jestem matką" - mówiła matka Stefana W.

- To są odczucia, które są w stanie rozumieć tylko matki, matki, które znalazły się w takiej sytuacji. To pokazuje jej największy dramat. Ona się mierzy z bardzo wieloma skrajnymi uczuciami. Zresztą wczoraj z nią rozmawiałam i mówiła: "czuję się jak na karuzeli". Bo to jest cała masa emocji. Możemy jej tylko współczuć - tłumaczyła dziennikarka.

Blisko dwa lata Stefan W. spędził w izolatce

Jak mówiła w TVN24, ważną kwestią w rozmowie z panią Jolantą było dla niej również to, co działo się ze Stefanem W. w zakładzie karnym.

Zabójca prezydenta Adamowicza w maju 2014 roku usłyszał wyrok pięciu i pół roku więzienia za cztery napady na banki. Wyszedł pod koniec ubiegłego roku.

- Pani Jolanta w tym wywiadzie mówi rzecz bardzo ważną: co się działo, zanim doszło do wyroku, czyli, że on (Stefan W. - red.) blisko dwa lata, przebywając w areszcie śledczym w Gdańsku, spędził czas w izolatce, znajdując się na oddziale dla niebezpiecznych przestępców - zaznaczyła Włodkowska.

Dodała, że o to powinniśmy teraz pytać. - Dlaczego on tam spędził właściwie dwa lata, co się w tym czasie działo, pod jaką on był opieką, czy był pod opieką lekarską. Jeżeli miał dostęp do telewizora, to do jakiej stacji miał dostęp. (...) Do wszystkich, czy może tylko do jednej - wymieniała.

- Według moich informacji, wychowawca spotykał się z nim tylko raz w tygodniu - mówiła dziennikarka "Dużego Formatu".

"Nikt nie zastanowił się nad tym, jak ważny jest instynkt matki"

Matka Stefana W. jeszcze 30 listopada - przed wyjściem syna z więzienia - miała poinformować policjantów, że jej syn ma agresywne zamiary i zapowiada, że zrobi coś spektakularnego, by wszyscy się dowiedzieli o krzywdzie, jaka jego zdaniem go spotkała.

Na pytanie, czego oczekiwała od policji, gdy ostrzegała przed synem, pani Jolanta podkreśliła, że według niej "nie powinien wychodzić (z więzienia - red.) albo ktoś powinien go obserwować".

- Pani Jolanta odwiedziła swojego syna 57 razy. Kończyła resocjalizację, więc ma świadomość pewnych mechanizmów. Odwiedzała swojego syna najczęściej, więc rozumiała, co się z nim dzieje, rozumiała jego zmiany i obserwowała rozwój choroby - podkreśliła w TVN24 autorka wywiadu.

- Mam takie wrażenie, że ta cała sprawa pokazuje, że funkcjonujemy wciąż mentalnie trochę w postkomunie - przyznała. - Rozumiem, że policja wykonałaby jakieś działanie, jak ktoś by przyszedł i powiedział: słuchajcie, 13 stycznia będzie zamach po (godzinie - red.) 20. w tym i tym miejscu. Weźcie coś zróbcie. Bo mam wrażenie, że analizy tego materiału nie było. Nikt nie zastanowił się nad tym, jak ważny jest instynkt matki, który zresztą brany jest pod uwagę w nowoczesnej kryminalistyce, który pozwala wytypować sprawców, zastanawiać się nad tym, jak działał sprawca, ofiara, w zależności od tego, po której stronie stoi matka - zauważyła.

- Wszyscy zignorowali to, że ona czuje, co się może wydarzyć - podkreśliła Katarzyna Włodkowska.

Autor: js/adso / Źródło: TVN24, "Duży Format"

Źródło zdjęcia głównego: Piotr Kowalczuk/Facebook

Pozostałe wiadomości