Wygrała fortunę na loterii cztery razy. O jedynej takiej osobie na świecie opowie Hollywood

Kultura i styl

Aktualizacja:
ShutterstockJoan R. Ginther z Teksasu (na jedynym upublicznionym zdjęciu, pochodzącym z czasu studiów) czterokrotnie zgarnęła główną wygraną w stanowej loterii

Joan R. Ginther z Teksasu czterokrotnie zgarnęła główną wygraną w stanowej loterii i łącznie w ciągu 17 lat wygrała 20,4 mln dol. Ten nieprawdopodobny wyczyn sprawił, że pojawiły się przypuszczenia, iż kobieta nie grała czysto. Ona sama nigdy nie pokazała się mediom i nigdy nie zabrała głosu. Teraz jej historię opowie Hollywood.

Dobra passa zaczęła towarzyszyć 63-letniej Joan R. Ginther w 1993 roku, kiedy wygrała w teksańskim lotto 5,4 mln dolarów. Kolejne wygrane Amerykanki pochodziły z loterii zdrapkowych. W 2006 roku była to kwota 2 mln dol., dwa lata później 3 mln, zaś na koniec - latem 2010 roku - Ginther zainkasowała 10 milionów dolarów.

W sumie w ciągu ostat­nich 17 lat kobieta mieszkająca w miasteczku Bishop w Teksasie wzbogaciła się o ponad 20 milionów. Naukowcy wyliczyli, że prawdopodobieństwo wystąpienia czterokrotnej szansy na wygraną, wynosi jak 1 do 200 milionów.

"Ona po prostu urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą"

Organizatorzy loterii z każdą kolejną wygraną Ginther oświadczali, że ma po prostu niesłychane szczęście. I wykluczali oszustwo. - Ona po prostu urodziła się pod szczęśliwą gwiazdą. Zabezpieczenia losowania i zdrapek są nie do pokonania - zapewniał Bobby Heith, rzecznik Texas Lottery.

Ona sama nigdy w tej sprawie nie zabrała głosu, nie pokazała też mediom swojej twarzy. Dziennikarze agencji AP, próbujący odkryć kim jest szczęściara, udali się do Bishop. Ponieważ Ginther wyprowadziła się do Las Vegas, gdzie kupiła nowy dom, rozmawiali tylko z jej sąsiadami.

Ci zdradzili, że choć Ginther jest osobą zamkniętą w sobie, to również bardzo hojną. Kupiła duży samochód na potrzeby miejscowego kościoła, darowała pieniądze rodzinie prowadzącej kiepsko idący interes, a gdy się wyprowadziła, swój dom przekazała organizacji dobroczynnej. Właściciel sklepu, który sprzedał jej szczęśliwe losy, wspomina, że nie miała nawet telefonu komórkowego. Jeździła starym nissanem, a kiedyś nawet kupiła lepszy samochód, ale oddała go komuś, kto miał mniej szczęścia.

Dzięki takim kuponom Joan R. Ginther wygrała fortunęTexas State Lottery

"Najpierw by cię aresztowali, a później dopiero pozwalali wyjaśnić"

Również magazyn "Harper’s" zastanawiał się, czy czterokrotna wygrana może być przypadkowa i czy nie jest raczej wynikiem dokładnych analiz i zaplanowanych działań. Tym bardziej, że okazało się, iż "seryjna zwyciężczyni" w 1976 roku na prestiżowym Uniwersytecie Stanforda zrobiła doktorat z obliczeń statystycznych, a później przez lata wykładała matematykę w kilku szkołach średnich.

Nathaniel Rich, autor tekstu, poszedł tym tropem. Próbował dowieść, że kobieta rozgryzła algorytm wykorzystywany do drukowania zdrapek oraz schemat ich dystrybucji. Zdrapki nie są bowiem generowane losowo. Organizator loterii - czyli stan Teksas - gwarantuje, że będzie wśród nich określony procent zwycięzców. Tak więc zwycięskie losy są z góry ustalone. Loteria może więc co jakiś czas dostarczać wygrane losy do konkretnych sklepów, co również jest robione na podstawie ustalonego matematycznie schematu.

Tymczasem Ginther trzy z czterech zwycięskich losów kupiła w jednym punkcie - w sklepiku przy stacji benzynowej w Bishop (liczba jego mieszkańców to tylko 3,3 tysiące) - i to w niemal równych odstępach dwóch lat. Czwarty kupon kupiła w sąsiednim mieście Kingsville.

- Gdyby coś tak nieprawdopodobnego wydarzyło się w jakimś kasynie, najpierw by cię aresztowali, a później dopiero pozwalali wyjaśnić, jak doszło do wygranych - skomentował profesor wydziału gier liczbowych z uniwersytetu w Reno w Nevadzie.

Inny - Mi­cha­el Star­bird, profesor ma­te­ma­ty­ki z Uniwersytetu w Teksasie i autor książki o rachunku prawdopodobieństwa - stwierdził zaś: - Ona ma takie same szan­se wy­grać ponownie, jak każdy z nas.

Efekt? Do sklepiku przy stacji benzynowej, gdzie kupowała swoje losy, wciąż ustawiają się kolejki chętnych na łatwą fortunę.

Doprowadzi do romansu między parą bohaterów

Teraz historią kobiety - jak pisze magazyn "Variety" - zainteresowało się Hollywood. Nie mogło odpuścić takiego "samograja" - zwłaszcza, że to precedens w historii światowych gier losowych. Owszem, zdarzały się większe wygrane (choćby szkockie małżeństwo, które w 2011 roku wygrało rekordową kwotę ponad 160 milionów funtów), ale nikomu nie zdarzyło się to aż czterokrotnie.

Studio OddLot Entertainment (znane z "Gry Endera"), które kupiło prawa do scenariusza inspirowanego historią Joan R. Ginther, propozycję wyreżyserowania filmu złożyło Alexandrowi Payne'owi. Twórca "Nebraski" i "Spadkobierców", który ma dwa Oscary na koncie, podobno bardzo zainteresował się historią i choć jeszcze nie podpisał kontraktu, wytwórnia jest gotowa na niego czekać, aż skończy prace nad najnowszym filmem - "Downsizing" z Reese Witherspoon i Mattem Damonem.

Reżyserią filmu "Septillion to One" chce zająć się twórca "Nebraski" - Alexander Payne (na zdjęciu z Brucem Dernem)Paramount Vantage

Film zatytułowany "Septillion to One" zapowiadany jest jako skrzyżowanie "Poradnika pozytywnego myślenia" i "Ocean’s Eleven".

To historia nadgorliwego agenta FBI, który za karę zostaje przeniesiony do wydziału wyłudzeń Texas State Lottery. Ma rozwikłać zagadkę, jakim cudem pewna piękna i tajemnicza kobieta aż trzykrotnie zdobyła główną wygraną w loterii. Zanim śledztwo przyniesie odpowiedź, czy jej zwycięstwa to oszustwo, agent zakochuje się w podejrzanej.

Autor: am\mtom / Źródło: tvn24.pl, Harper's

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock