Żalek z kwiatami i przeprosinami. Emocjonalna wymiana zdań

TVN24

Jacek Żalek przyszedł do protestujących w Sejmie z bukietem kwiatówtvn24
wideo 2/36

Jacek Żalek, poseł Porozumienia i wiceszef klubu Prawa i Sprawiedliwości, w czwartek przeprosił protestujących w Sejmie za słowa o "żywych tarczach". Przyniósł im bukiet kwiatów. - Proszę mi pozwolić wyrazić swoją skruchę i powiedzieć z serca, że żałuję. Tylko tego żałuję, że te słowa mogły ranić - oświadczył. Po trwającej kilkadziesiąt minut wymianie zdań protestująca Iwona Hartwich powiedziała: - Jako katolicy wybaczamy.

Kiedy Żalek przyszedł do protestujących, jedna z matek Marzena Stanewicz powitała go słowami: - Ale my nie chcemy od pana żadnych kwiatów. Powiem tak, czekaliśmy na pana przeprosiny wczoraj, pan się nie pojawił - dodała.

- Chciałem tylko przekazać przeprosiny za słowa, które - domyślam się, że mogły być raniące, jeżeli były zrozumiane nie w tym kontekście, który wypowiedziałem - tłumaczył Żalek.

- Proszę mi pozwolić wyrazić swoją skruchę i powiedzieć z serca, że żałuję. Tylko tego żałuję, że te słowa mogły ranić - dodał. Jeden z protestujących w Sejmie niepełnosprawnych powiedział: - Żadną tarczą nie jesteśmy. Jesteśmy tu z własnej woli.

- Pięknie to panu wyszło - dodała ironicznie jedna z protestujących matek, odnosząc się do słów Żalka o "żywych tarczach".

Frasyniuk o słowach Żalka
tvn24

Poseł tłumaczył, że dlatego, iż "zdał sobie sprawę", że jego słowa mogą być o jednej z protestujących osób, "uznał, że warto przeprosić". - Bo moja duma nie jest warta tego, żeby ranić kogokolwiek. Dlatego, że nie mówiłem o paniach - tłumaczył. - Niestety, wszyscy padliśmy ofiarą manipulacji - dodał.

Powtórzył, że "chciałby z głębi serca przeprosić".

"Macie absolutną władzę, proszę zrobić wszystko, aby pomóc"

Jedna z protestujących matek Iwona Hartwich odczytała słowa posła Żalka, które padły we wtorek w TOK FM.

- Po tym, jak oni się zachowują, ci opiekunowie w Sejmie, jestem przekonany, że nie można im dać tej gotówki - stwierdził w TOK FM wiceprzewodniczący klubu PiS. Jego zdaniem protestujący traktują swoje dzieci "jako żywe tarcze". Dodał także, że "mogą się zdarzyć zwyrodniali rodzice", którzy mogą wydać te pieniądze na własne potrzeby. - I to jest przerażające - oceniał.

- Jeżeli na oczach całej Polski można traktować swoje dzieci jak zakładników do realizacji swoich interesów, partykularnych interesów, to boję się, że w zaciszu domów niestety tak samo może być - podkreślał Żalek.

- Panie pośle, trzeba było przyjść do nas, porozmawiać z tymi osobami niepełnosprawnymi. Zrozumieć ten problem i dlaczego my tutaj się znaleźliśmy - zwróciła się do posła Iwona Hartwich, odnosząc się do jego wtorkowych słów.

Wiceszef klubu PiS tłumaczył, że jego intencją było pokazanie, że środki, które na dzisiaj zostały przeznaczone przez państwo są istotne z uwagi na potrzeby dzieci, które są w dużo gorszym stanie.

"Gotówka jest, tylko nie dla naszych dzieci"

- My nie wzięliśmy się znikąd. My protestujemy z tymi dziećmi od 2009 roku i prosimy dla nich o godne życie - podkreśliła Hartwich. Prosiła, by nie mówić, że rząd spełnił ich postulaty. - Macie absolutną władzę. Proszę zrobić wszystko, aby pomóc tej grupie najbardziej potrzebującej. Ona jest oszacowana dzisiaj na 272 tysięcy osób - apelowała.

Poseł Żalek odwiedził protestujących. "Padliśmy ofiarą manipulacji"
Fakty TVN

Protestujący tłumaczyli, że to, czego oczekują, czyli dodatek rehabilitacyjny w kwocie 500 zł, to "absolutne minimum". - Dajemy trzeci kompromis. Rozmawiajmy, tylko nie każcie nam rozbijać tej kwoty 125 zł na 60 zł - podkreśliła Hartwich.

Według ostatniej propozycji protestujący domagali się, by dodatek był wprowadzany stopniowo - od września 2018 roku miałoby to być 250 złotych, od stycznia 2019 roku - dodatkowo 125 złotych i od stycznia 2020 roku kolejne 125 złotych, co dałoby w sumie 500 złotych.

- Państwo posiada pieniądze, państwo uszczelnia systemy i ta gotówka jest, tylko nie dla naszych dzieci - mówiła inna protestująca, matka Marzena Stanewicz. - Traktowanie z waszej strony tych najsłabszych obywateli pokazuje, jak to się kłóci z kościołem i z wiarą. To jest poniżej godności ludzkiej - wskazywała.

Żalek się tłumaczy, ojciec niepełnosprawnych wyciska sok
tvn24

Protestujący zwrócili się też do Żalka z prośbą, by przekazał minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbiecie Rafalskiej, że protestujący czekają na nią w Sejmie. - Cały rząd wokół państwa krąży, zastanawia się, szuka [rozwiązania - red.] - odpowiedział poseł Żalek. Jak mówił, nie chodzi o to, by był "show", tylko o to, by znaleźć rozwiązanie.

Wymiana zdań między posłem a protestującymi trwała kilkadziesiąt minut.

"Jako katolicy wybaczamy"

- Jako katolicy tutaj jesteśmy wszyscy, to panu wybaczamy. I weźmiemy te kwiaty tutaj na stół, bo sądzimy, że może to jest jakiś znak na to, że ten rząd się pochyli i w końcu pomoże tym osobom niepełnosprawnym. Tak możemy zakończyć tę rozmowę - zwróciła się Hartwich do Żalka.

- Dziękuję i jeszcze raz przepraszam, że te słowa mogły ranić, choć miałem jak najlepsze intencje, bo chodziło mi o to, żeby ta pomoc trafiła do tych potrzebujących. Walczymy o to samo, o prawa dla osób najbardziej potrzebujących. Bez wątpienia państwa sytuacja wymaga tej pomocy - przyznał poseł.

Obiecał, że skontaktuje się z minister rodziny Elżbietą Rafalską i poprosi o spotkanie.

- Jako katolicy wybaczamy. Nie mogę odpowiadać za rodziców, bo wiem, że na pewno do pana doszły informacje, że został złożony prywatny akt oskarżenia. Nie potrafię powiedzieć, jak to się skończy - powiedziała na koniec Iwona Hartwich.

"Żywe tarcze", "zakładnicy"

Żalek - polityk partii Porozumienie, w Sejmie wiceszef klubu PiS - mówił we wtorek w TOK FM, że nie można spełnić postulatu protestujących w Sejmie i dać im po 500 złotych miesięcznie w gotówce, bo traktują oni swoje dzieci jak "żywe tarcze" i "zakładników".

- Po tym, jak oni się zachowują, ci opiekunowie w Sejmie, jestem przekonany, że nie można dać im tej gotówki. Bo jeżeli jako żywe tarcze traktują swoje dzieci, to cóż dopiero..., a mogą zdarzyć się niestety zwyrodniali rodzice. Te dzieci, które czasami nie mają głosu, które są zamknięte, nie chodzą do szkoły - nie ma możliwości sprawdzenia czy te pieniądze zostały wydane na potrzeby tych dzieci, czy został w inny sposób wydatkowane na potrzeby opiekunów - mówił Żalek.

W środę Iwona Hartwich zapowiedziała, że rodzice zdecydowali iż wystąpią na drogę prawną w związku ze słowami posła Żalka.

Autor: js//now / Źródło: PAP, TVN24