Najnowsze

Program naszpikowany amerykańskimi gwiazdami. Ostatni tak duży festiwal? "Cudów nie ma"

Najnowsze

Autor:
Piotr
Bakalarski
Źródło:
tvnwarszawa.pl
Warsaw Summer Jazz Days 2022

Makaya McCraven, James Brandon Lewis, Cécile McLorin Salvant, Christian McBride, Stanley Clarke czy Steve Coleman. Program tegorocznych Warsaw Summer Jazz Days naszpikowany jest amerykańskimi gwiazdami. Na wydarzenie składa się 15 koncertów rozłożonych na siedem dni. Jak mówi organizator, być może jest to ostatni festiwal w takim formacie. - Dobre czasy minęły, dotacje są ucinane - wyjaśnia.

Festiwal Warsaw Summer Jazz Days świętuje w tym roku 30. urodziny. Arenami pierwszej edycji były przede wszystkim klub Akwarium i Sala Kongresowa. Dziś to historia. Akwarium nie istnieje (w jego miejscu powstał hotel), Kongresowa jest w niekończącym się remoncie (ostatni koncert odbył się tam w 2014 roku). Ale najważniejszy warszawski festiwal jazzowy trwa. W tym roku jego klubowy prolog odbędzie się w poniedziałek, wtorek i środę w klubie Pardon, To Tu. Zagrają kolejno: Szamburski / Nowacka / Zemler, Tropical Soldiers in Paradise oraz Jachna / Mazurkiewicz / Buhl. Ale zasadniczą część festiwalu gościć będzie od czwartku Stodoła.

Jazz do tańca i czołowa postać nowej fali

Rozpocznie Delvon Lamarr Organ Trio, zespół, który udowadnia, że jazz może być muzyką do tańca. O zespole hammondzisty zrobiło się głośno po koncercie dla KEXP, alternatywnej rozgłośni z jego rodzinnego Seattle. Od 2018 roku tamto nagranie odtworzono 11 milionów razy a Lammar z miksem jazzu, soulu, funku i rhythm and bluesa, stał się atrakcją letnich festiwali, nie tylko jazzowych.

Po nim wystąpi formacja trębacza Theo Crockera. - Jego ostatnie płyty są różnorodne, zastanawiam się, na ile to będzie koncert akustyczny, na ile elektryczny. Na pewno jego nazwisko jest gwarancją najlepszego jazzu, to już znacząca postać na amerykańskim rynku. Ale to będzie preludium to największego wydarzenia tego wieczora - zapowiada Mariusz Adamiak, szef Warsaw Summer Jazz Days. "Głównym daniem" będzie według niego Makaya McCraven, związany ze sceną chicagowską perkusista, producent, jeden z liderów nowego amerykańskiego jazzu. - To wirtuoz bez podziałów na gatunki. Chwalą go wszyscy, także ludzie zajmujący się na co dzień muzyką, także rockową czy alternatywą. Jest znany z tego, że dużo miesza w składach, eksperymentuje, sam jestem ciekaw, jaka będzie letnia odsłona jego projektu - dodaje Adamiak.

Mają miejsca w encyklopediach

Piątek będzie równie mocno obsadzony. Na scenie Stodoły zaprezentuje się znakomita pianistka Kris Davis. Przyjedzie z projektem "Diatom Ribbons", za który w 2019 roku została obsypana nagrodami, m.in. jazzowy album roku dziennika "New York Times" i rankingu krytyków radia NPR.

Nie mniej doceniany jest saksofonista James Brandon Lewis, bodaj najlepszy obecnie tenorzysta zza oceanu. - Przyjeżdża w znakomitym składzie: Aruan Ortiz na fortepianie, Brad Jones na kontrabasie, Chad Taylor na perkusji. James Brandon Lewis to esencja poscoltraneowskiego grania. Jakbym miał wstawić jedno zdanie do encyklopedii, żeby zilustrować co to jest współczesny jazz, to wybrałbym właśnie jego - zachwyca się mój rozmówca.

W książkach o historii jazzu swoje miejsce miałby na pewno Christian McBride, postać powszechnie szanowana w amerykańskim środowisku. - Jak tylko pojawiła się taka możliwość, to wiedzieliśmy, że chcemy mieć tę wielką gwiazdę u siebie - mówi szef festiwalu. Zamiast biografii filadeljfijczyka można po prostu przytoczyć listę postaci, z którymi współpracował: Joe Henderson, Freddie Hubbard, Herbie Hancock, Pat Metheny, Chick Corea, Diana Krall, Sting… To tylko jej mały wycinek, a i tak zazdrościć mogą mu wszyscy koledzy po fachu. Może poza Stanely’em Clarkiem, który w Warszawie zamelduje się już dzień później.

Basista, któremu nikt nie podskoczy

- Zdecydowanie najlepszy basista na świecie, nie ma drugiego takiego, nikt mu nie może podskoczyć. Są inni -bardzo dobrzy, a nawet świetni - ale on jest najlepszy - przekonuje Adamiak. - Wiele razy robiłem jego koncerty, w pamięci utkwił mi szczególnie występ Return To Forever (w oryginalnym składzie) w Sali Kongresowej. To jedyny przypadek w moim życiu, kiedy publiczność urządziła standing ovation po solówce jednego muzyka, jeszcze podczas utworu - wspomina. Clarke to dziś prawdziwa instytucja: 50 lat na scenie, cztery nagrody Grammy na półce, setki nagranych płyt, tysiące zagranych koncertów, a przy tym nieustająca pasja tworzenia i grania. Jego koncerty to widowiska, które zostają w pamięci na długo.

Sobota da także szansę na posłuchanie jednej z czołowych postaci prężnej sceny brytyjskiej - saksofonisty Idrisa Rahmana i jego Ill Considered. - Muzycy rotują po różnych zespołach, czasem mam wrażenie, że jest mniej muzyków niż zespołów, ale chyba specyfika tego angielskiego rynku - żartuje organizator. Ale na sytuację się nie obraża, bo publiczność chce słuchać muzyków z Wysp. Rahman będzie kolejnym nazwiskiem, które można odhaczyć na liście.

Z historii Polski go nie zagniesz

Headlinerem finałowego dnia WSJD miał być Ravi Coltrane i został nawet zaanonsowany w pierwszej wersji programu. Ale ze względów finansowych lineup trzeba było zaktualizować. Zagra Steve Coleman ze swoim flagowym zespołem Five Elements. Mariusz Adamiak przekonuje, że ostatecznie zmiana wyszła programowi na dobre.

- Coleman to mój osobisty faworyt. Wystąpił na pierwszym Warsaw Summer Jazz Days w kinie Capitol. To było moje największe odkrycie, bo wtedy mało kto, go znał - wspomina. - Można się zastanawiać, kto jest dzisiaj największym intelektualistą wśród muzyków jazzowych. Wielu powie, że Vijay Iyer, ale Steve Coleman to prawdziwy człowiek renesansu. Dam przykład: podczas rozmowy w busie, który zabierał go z lotniska, zeszło na historię Polski. Okazało się, że znał daty wszystkich rozbiorów. Fascynuje go historia, ale także polityka, ma dużą wiedzę o astronomii - opowiada mój rozmówca. Oczywiście Coleman nie przylatuje wykładać o historii Polski, a grać na saksofonie, zapewne dla tych nieco bardziej wtajemniczonych w jazzowe niuanse, bo jest to muzyka specyficzna.

Wreszcie Cécile McLorin Salvant, jedyna wokalistka w tegorocznym zestawie. - Po śmierci Betty Davis nastąpił wyrwa w kobiecej wokalistyce. To się zmieniło w ostatnich latach pojawiły się Jazzmeia Horn, Mélanie De Biasio czy właśnie Cécile McLorin Salvant. Spodziewam się bardzo ciekawego koncertu - zauważa Adamiak. W weekend zaprezentują się także laureaci konkursu Narodowego Instytutu Muzyki i Tańca na "Jazzowy debiut fonograficzny". W sobotę zagra Artur Małecki & The Creature, a w niedzielę Ziółek Kwartet.

Ostatni tak duży festiwal? "Cudów nie ma"

Założyciel i szef Warsaw Summer Jazz Days zdradza na koniec, że może to być ostatni festiwal z tak bogatym programem. Tłumaczy to malejącymi dotacjami i konsekwentnym brakiem zainteresowania finansowania kultury ze strony dużego biznesu.

- Cudów nie ma, publiczne dotacje są mocno okrajane - przyznaje. - Wielokrotnie spotykałem się z zarzutami, że trzy zespoły z najwyższej półki podczas jednego wieczora to za dużo, że dwa zespoły mogłyby pograć dłużej. Wychodziłem z założenia, że warto zaznajomić słuchaczy z jak największą liczba propozycji, bo to jest wartość festiwalu. Już widzę, że kolejne lata będą chudsze, może się to skończyć tak, że będą po dwa zespoły na wieczór, pewnie także więcej muzyki z Europy. Warto przyjść na tegoroczny festiwal, bo w takiej postaci może się nie powtórzyć - podsumowuje.

Warsaw Summer Jazz Days 2022 - PROGRAM:

4 lipca, godz. 20.30, Padon, To Tu - Szamburski / Nowacka / Zemler 5 lipca, godz. 20.30, Pardon To, Tu - Tropical Soldiers In Paradise 6 lipca, godz. 20.30, Pardon, To Tu - Jachna / Mazurkiewicz / Buhl 7 lipca, godz. 19, Stodoła: Delvon Lamarr Organ Trio, Theo Croker, Makaya McCraven 8 lipca, godz. 19, Stodoła: Kris Davis, James Brandon Lewis Quartet, Christian McBride And Inside Straight 9 lipca, godz. 19, Stodoła: ILL Considered, Stanley Clarke, Artur Małecki & The Creature 10 lipca, godz. 19, Stodoła: Steve Coleman and Five Elements, Cécile McLorin Salvant, Ziółek Kwartet

Koncerty w Pardon, To Tu (stacja metra Politechnika) są bezpłatne. Bilety do Stodoły (stacja metra Pole Mokotowskie) od 150 do 220 złotych. 

Autor:Piotr Bakalarski

Źródło: tvnwarszawa.pl

Źródło zdjęcia głównego: mat. organizatora

Pozostałe wiadomości