Wrak Tu 154

Wrak Tu 154

Bez udziału członków komisji Jerzego Millera eksperci związani z parlamentarnym zespołem ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej przekonywali po raz kolejny, że w prezydenckim samolocie doszło do dwóch wybuchów. Swoje tezy konfrontowali nie z ekspertami byłej komisji rządowej, ale z fragmentami jej raportu. Jeden z jego autorów Maciej Lasek zapowiedział już wcześniej, że chętnie spotka się z ekspertami zespołu, ale nie w obecności polityków i kamer.

- Wiadomo, że istnieją najprzeróżniejsze spekulacje na temat przyczyn i odpowiedzialności za katastrofę polskiego samolotu w Smoleńsku. Ale jasne jest, że spekulacje można wyjaśnić tylko dzięki otwartości i przejrzystości, i dlatego postawa Moskwy jest niezrozumiała - mówił dla Deutsche Welle Andreas Schockenhoff, wiceprzewodniczący frakcji chadeckiej ds. polityki zagranicznej, europejskiej oraz obrony.

- Film nie mówi o winie, tylko o błędach polskich pilotów, np. braku odejścia na drugi krąg, czy ignorowaniu komend TAWS - powiedział w "Kropce nad i" Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Były członek komisji Jerzego Millera komentował pokazany przez "National Geographic" fabularyzowany dokument "Śmierć prezydenta". Zdaniem Laska, "film nie ustrzegł się przed błędami".

- Film nie mówi o winie, tylko o błędach polskich pilotów, np. braku odejścia na drugi krąg, czy ignorowaniu komend TAWS - powiedział w "Kropce nad i" Maciej Lasek, szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Były członek komisji Jerzego Millera w komentował pokazany przez "National Geographic" dokument "Śmierć prezydenta". Jego zdaniem "film nie ustrzegł się przed błędami".

Czterej rosyjscy żołnierze, którym zarzucono kradzież pieniędzy z kart bankowych Andrzeja Przewoźnika, jednej z ofiar katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem, 23 kwietnia staną przed tamtejszym Garnizonowym Sądem Wojskowym. Trzech z nich to recydywiści skazywani za fałszerstwa i kradzieże. Rosyjskie media są zdumione tym, że mogli oni w ogóle pełnić służbę na lotnisku w Smoleńsku.

- Uzyskaliśmy więcej, niż chcieliśmy. Chcieliśmy tylko "żądania zwrotu wraku", a dostaliśmy "żądanie zwrotu wraku" plus "żądanie jak najszybszego zakończenia śledztwa" - mówił w "Jeden na Jeden" w TVN24 europoseł PJN Marek Migalski o treści apelu unijnej komisji UE-Rosja. Zdaniem polityka krytyczna reakcja szefa MSZ Rosji to dowód, że został zrobiony kawał dobrej roboty.

Istnieje techniczna możliwość sprowadzenia wraku tupolewa do Polski drogą lądową - ustalili logistycy z Bydgoszczy. - Grupa rekonesansowa potwierdza taką możliwość. Nie jest to jednak decydujące - poinformował ppłk. Marek Chmiel.

Jeśli Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej odmówi Polsce wydania wraku Tu-154M przed zakończeniem swojego śledztwa, to strona polska ma prawo zaskarżyć tę decyzję w Prokuraturze Generalnej FR, a jeśli ta ją podtrzyma, to również w sądzie w Rosji - poinformował we wtorek przedstawiciel Komitetu Śledczego Rosji, generał Gieorgij Smirnow.

Kiedy wrak Tu-154M rozbitego w Smoleńsku wróci do Polski, nadal nie wiadomo. Wojsko zaczęło już jednak szykować ostatnią podróż tupolewa. Kilometr po kilometrze trasa ze Smoleńska do Polski jest mierzona i analizowana. Opracowany jest plan przewiezienia tysięcy fragmentów samolotu do kraju.

Wojskowi logistycy wyjechali dziś o godz. 8 rano do Smoleńska, by ustalić szczegóły techniczne sprowadzenia w przyszłości do Polski wraku prezydenckiego tupolewa. Do Smoleńska będą jechali wyznaczoną trasą przez pięć dni. Szóstego wrócą do Polski. Zespół jest złożony z czterech specjalistów z jednostki podległej Inspektoratowi Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy.

Czterej wojskowi logistycy, którzy w środę jadą do Smoleńska, mają wybrać najdogodniejszą formę przetransportowania wraku Tu-154M, gdy strona rosyjska przekaże go Polsce. Ostateczne decyzje w sprawie sposobu transportu zapadną jednak już po tym, jak Rosjanie przekażą szczątki stronie polskiej.