Poczet zwyrodnialców. Sejm zajmie się ustawą o zaburzonych przestępcach

Polska

TVN24Sejm zajmie się najgroźniejszymi przestępcami

W Sejmie odbędzie dziś pierwsze czytanie projektu ustawy o dalszym izolowaniu najgroźniejszych przestępców, którym kończą się wyroki. Według ministerstwa, w ciągu 10 lat, na wolność wyjdzie 18 takich osób – m.in. zabójców dzieci. Portal tvn24.pl poznał opinie biegłych o tych osobach, sporządzone na zlecenie Ministerstwa Sprawiedliwości. Zdaniem specjalistów, nadal stanowią zagrożenie dla społeczeństwa. Pierwszy z nich wyjdzie na wolność za niecały miesiąc.

Rząd przyjął ten projekt prawie dwa tygodnie temu. Prace nad nim resort sprawiedliwości rozpoczął jeszcze pod rządami Jarosława Gowina. Przyjął go nowy szef resortu Marek Biernacki.

Były minister, promując firmowaną przez siebie ustawę, główny nacisk kładł na ochronę przed zbrodniarzami seksualnymi, skazanymi w czasach PRL. Jednak problem jest szerszy.

Wśród przestępców, którzy w najbliższym czasie mogą wyjść na wolność, są nie tylko skazani na karę śmierci w czasach PRL (którą potem zamieniono na 25 lat więzienia). Są to także przestępcy, którzy wyroki usłyszeli na początku lat 90. i także zaczną niebawem opuszczać zakłady karne.

Negatywne prognozy

W ministerstwie sprawiedliwości znajdują się informacje, z których wynika, że Służba Więzienna oraz biegli specjaliści przeprowadzili już tzw. prognozę kryminologiczno-społeczną skazanych za najcięższe przestępstwa, jak m.in. zabójstwo, gwałt, pedofilię.

Prognoza to przewidywanie, w jaki sposób więzień będzie się zachowywał po wyjściu na wolność, funkcjonował w społeczeństwie i czy istnieje prawdopodobieństwo, że wróci na przestępczą ścieżkę.

W przypadkach, które poznaliśmy, prognozy te są negatywne. Jeśli ustawa wejdzie w życie, wszyscy oni mogliby zostać objęci dożywotnią terapią (lub nadzorem policji). Czyli nadal byliby izolowani.

Lista 18 skazanych obejmuje osoby, które opuszczą wiezienia w latach 2013-2023, są sprawcami przestępstw ze szczególnym okrucieństwem.

Bazując na opiniach biegłych i specjalistów poznaliśmy szczegółowe informacje na temat kilku z nich.

"Osobowość nieprawidłowa"

Za niecały miesiąc, 18 sierpnia 2013 roku wyrok kończy Ludwik S., z zawodu kaletnik i elektryk. W 1985 roku, zabił kobietę uderzając ją kilkakrotnie w głowę, potem zadał jej ciosy sztachetą. Usłyszał wyrok śmierci, zamieniony później na 25 lat więzienia. W trakcie odsiadki dotkliwie pobił innego więźnia, za co został dodatkowo skazany na 3 lata. W 1989 r. próbował wywołać bunt w więzieniu we Wronkach. Wychowawcy po latach zauważyli poprawę jego zachowania, głównie dzięki temu, że dostał zgodę na pracę.

Zdaniem biegłych S. "prezentuje cechy osobowości nieprawidłowej (socjopatycznej), co przejawia się w m.in. w braku poszanowania norm społecznych. Ludwik S. był wcześniej wielokrotnie karany, co zdaniem specjalistów powoduje, że nie ma gwarancji, że po wyjściu na wolność znowu nie popełni przestępstwa.

Bił i dusił

Jesienią, dokładnie 14 października 2013 roku, z więzienia wyjdzie Czesław R., z zawodu stolarz. W 1989 roku został skazany na karę 25 lat więzienia za uduszenie kobiety. Był już karany wcześniej, na początku lat 80. za "pobicie ze skutkiem śmiertelnym". Zdaniem biegłych ma m.in. "osobowość dyssocjalną (psychopatia - przyp.red.), zaburzoną wyższą uczuciowość". Robi się agresywny po alkoholu. Specjaliści twierdzą, że w przypadku Czesława R. brak jest pewności, "że po zwolnieniu nie dopuści się" kolejnych przestępstw.

Nie radził sobie z samotnością

Kilka miesięcy później, 11 lutego 2014 roku na wolność wyjdzie Mariusz T. Ten nauczyciel w 1988 roku nożem myśliwskim zabił czterech chłopców w wieku 11-13 lat. Już wcześniej był karany za przemoc na tle seksualnym wobec chłopców (jednemu z nich związał ręce, nałożył plastikowy worek na głowę i bił). Skazano go na karę śmierci, którą potem zamieniono na 25 lat więzienia.

Psychiatrzy stwierdzili u T. "zaburzenia psychoseksualne pod postacią biseksualizmu z cechami pedofilii". Skierowano go na terapię dla sprawców przestępstw seksualnych. Zbrodniarz odwołał się do sądu. Jednak przegrał apelację.

W 2012 roku Mariusz T. rozpoczął terapię w więzieniu w Rzeszowie. Zdaniem biegłych, których opinię posiada ministerstwo sprawiedliwości, morderca swoje problemy psychiczne i seksuologiczne "przepracował przede wszystkim na poziomie poznawczym, bez trwałych zmian w strukturze osobowości".

T. jest bardzo inteligentny i góruje intelektualnie nad pozostałymi więźniami. Utrzymuje stały kontakt z matką. Po wyjściu na wolność chciałby zostać anonimowy, nierozpoznany przez ludzi jako jeden z najbrutalniejszych polskich zbrodniarzy. Według władz więzienia przestępca deklaruje chęć dalszej terapii, "chociaż wydaje się, że nie jest do tego pomysłu za bardzo zmotywowany".

Mariusz T. po latach twierdzi, że nawiązał kontakt ze swoimi ofiarami, by radzić sobie "z samotnością, tęsknotą za realizacją obowiązków nauczyciela" - wynika z opinii biegłych. Dlaczego brutalnie zamordował tych chłopców? "Brutalny czyn przestępczy traktuje jako zachowanie niespodziewane, epizodyczne, które z zupełnie niezrozumiałych powodów mu się przytrafiło".

Wyjdzie w 2019 roku

Za sześć lat, 26 lipca 2019 roku mury więzienia opuści Tomasz C. z wykształcenia krawiec. W lipcu 1994 roku zgwałcił, a następnie zabił 11-letnią dziewczynkę. Stało się to po tym, gdy wcześniej został warunkowo zwolniony z więzienia, w którym odsiadywał wyrok za gwałt.

W 1995 roku warszawski sąd skazał zbrodniarza na karę śmierci. Ale C. wygrał apelację i kara została zamieniona na 25 lat więzienia. Z opinii biegłych wynika, że jest uzależniony od alkoholu, ale nie cierpi na schorzenia psychiczne.

Biegli stwierdzili zaburzenia osobowości. Z ich ustaleń wynika, że morderca "przejawia niewielki krytycyzm wobec popełnionych czynów przestępczych oraz życia przed umieszczeniem w jednostce penitencjarnej". Zdaniem władz więzienia, w którym siedzi Tomasz C., "nie ma pewności, że będzie on przestrzegał ustalonego porządku prawnego, a w szczególności nie popełni ponownie przestępstwa".

Sadystyczne zachowania

17 grudnia 2019 wolny będzie Leszek P. z zawodu murarz, znany lepiej jako "wampir z Bytowa". Prokuratura próbowała mu udowodnić seryjne morderstwa popełnione w latach 1984-1992.

P. w areszcie opisał przebieg 64 przestępstw. Nie znaleziono jednak dowodów na ich popełnienie. Ostatecznie został skazany na 25 lat więzienia za jedno zabójstwo: "Działając w bezpośrednim zamiarze pozbawienia życia, zaspokojenia popędu seksualnego i zaboru mienia oraz ze szczególnym okrucieństwem, co najmniej osiem razy uderzył ofiarę drewnianym uchwytem powodując jej śmierć".

Leszek P. odsiaduje też wyrok 2 lat za usiłowanie gwałtu. Lekarze stwierdzili u niego "cechy ograniczonego uszkodzenia centralnego układu nerwowego, upośledzenia umysłowego", a także "zachowania dewiacyjne, charakterystyczne dla sadyzmu, nekrosadyzmu i nekrofilii". Ten morderca chętnie bierze udział w terapii. Ale - zdaniem biegłych - nie jest przystosowany do życia w społeczeństwie.

Gdy wyjdzie na wolność nie będzie miał się u kogo schronić, nie chce wrócić do rodzinnej miejscowości z obawy o bezpieczeństwo. Z informacji władz więzienia wynika, że Leszek P. może wrócić do popełniania zbrodni: "Osadzony pozostaje całkowicie bezkrytyczny co do czynów, za które został skazany i nie ma poczucia winy".

Gwałcił i zabijał

Najpóźniej - 21 czerwca 2033 roku - zakład karny opuści Ryszard S., murarz. Na początku lat 80. zgwałcił i zabił siedmioletnią dziewczynkę. Ostatecznie usłyszał wyrok 25 lat więzienia. W jego trakcie, w 1992 roku, dostał przepustkę. Wtedy zabił jednego z więźniów, z którym był skonfliktowany. Za to usłyszał kolejny wyrok 25 lat. Od drugiej połowy lat 80. Ryszard S. jest więziony na oddziale dla skazanych z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi lub upośledzonych umysłowo.

Biegli sądowi rozpoznali u niego "psychopatyczne zaburzenia osobowości o cechach typu histeryczno-impulsywnego". W ocenie władz więzienia cechuje go "niski krytycyzm wobec dotychczasowego trybu życia oraz popełnianych przestępstw" oraz "zaburzenia osobowości". To – zdaniem specjalistów – może spowodować, że po wyjściu na wolność wróci do popełniania przestępstw.

"Szczególny wycinek populacji"

Minister sprawiedliwości twierdzi, że projekt ustawy dotyczy "przestępców, którzy popełnili zbrodnie, i o których wiadomo, że je znowu popełnią".

- Procedura przewidziana w ustawie jest zgodna z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, jak i z polskim porządkiem prawnym - przekonuje Marek Biernacki.

Według ostatecznych zapisów przyjętych przez rząd, procedurami przewidzianymi w ustawie mają być objęci przestępcy skazani za przestępstwo popełnione z użyciem przemocy, którzy mogą wciąż stwarzać zagrożenie dla życia, zdrowia lub wolności seksualnej innych ludzi.

To skazani, u których w trakcie odbywania przez nich kary, stwierdzono zaburzenia psychiczne o takim charakterze bądź nasileniu, że istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że ponownie popełnią przestępstwo po wyjściu na wolność.

- Sprawcy, których dotyczy projekt, stanowią niewielki, szczególny wycinek populacji osób zaburzonych psychicznie, gdyż ich zaburzenia powodują zagrożenie, że sprawcy ci zabiją, zranią lub zgwałcą innego człowieka – tłumaczy Milena Domachowska z Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji Ministerstwa Sprawiedliwości.

Decyzję o tym, który skazany po odbyciu swojego wyroku trafi do zamkniętego ośrodka na terapię lub pozostanie na wolności pod kontrolą policji, będzie podejmować sąd na rozprawie po zasięgnięciu opinii psychologów, seksuologów i psychiatrów. Każdy z ocenianych przez biegłych i sąd będzie miał adwokata.

Lekarze krytycznie

Projekt spotkał się z krytyką m.in. środowisk medycznych. - Zapisy pozwalające na izolowanie i leczenie najgroźniejszych przestępców, w tym seksualnych, zawierają "fikcyjne rozwiązania, które wskazują na bezradność osób stanowiących prawo" – stwierdzili przedstawiciele środowisk medycznych, którzy poznali projekt ustaw.

Autor: Maciej Duda (m.duda2@tvn.pl), Natalia Szewczak/ ola//mat/zp / Źródło: tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN24