"Spuścizna po poprzednim systemie". Szyszko mówi o żłobkach i zaprzecza programowi PiS

[object Object]
Jan Szyszko o żłobkach w czasie przedwyborczej debaty w PruszkowiePR24TV Pruszków
wideo 2/35

- Nie trzeba pomagać w sposób sztuczny w budowie żłobków, przedszkoli i tych innych rzeczy. To są sprawy chwilowe, jako spuścizna po poprzednim systemie komunistycznym i po PO - mówił Jan Szyszko w czasie jednej z przedwyborczych debat. To słowa sprzeczne z programem jego własnej partii.

Jan Szyszko, były minister środowiska startuje w wyborach do Sejmu z czwartego miejsca w okręgu 20., obejmującym osiem powiatów wokół Warszawy. W weekend wziął udział w debacie przedwyborczej w Pruszkowie.

Jego wypowiedź w sprawie żłobków i przedszkoli nagłośniła posłanka i kandydatka Koalicji Obywatelskiej Kinga Gajewska (ten sam okręg, miejsce trzecie), która w niedzielę napisała na Twitterze: "Pan Szyszko o budowie żłobków na debacie 'Jedynek' w Pruszkowie: 'Żłobki to spuścizna po PRL-owskim systemie. To sztuczna pomoc. Ich budowa jest zupełnie niepotrzebna dla Polski'. Co na to PiS?". W poniedziałek opublikowała nagranie z debaty z dokładną wypowiedzią polityka PiS:

Słychać na nim, że gdy Szyszko powiedział, iż żłobki to "spuścizna po poprzednim systemie", zgromadzona publiczność zaczęła buczeć. A "jedynka" Lewicy w tym okręgu, Andrzej Rozenek zapytał: - Żłobki to spuścizna po komunizmie?

"Bezpłatne miejsce w żłobku dla każdego dziecka" – to jeden z punktów programowych Lewicy, która obiecuje, że we współpracy z samorządem stworzy 200 tysięcy nowych miejsc w żłobkach w perspektywie czterech lat. Zwiększenie liczby miejsc obiecuje też Koalicja Obywatelska, jednak bez konkretnych liczb.

PiS uważa żłobki za osiągniecie

Tymczasem wypowiedź Szyszki stoi też w sprzeczności z programem jego własnej partii. Żłobki umieszczone są tam w kategorii "osiągnięcie".

PiS w oficjalnych dokumentach chwali się rozbudowaną siecią żłobków, rozwojem klubów dziecięcych i wsparciem opieki niań w ramach programu Maluch Plus.

W programie Prawa i Sprawiedliwości na nadchodzące wybory czytamy: "Państwo będzie wspierać pracodawców w tworzeniu tak zwanych przyzakładowych żłobków i przedszkoli" oraz "Nadal naszym priorytetem będzie dbałość o dostępność do żłobków i przedszkoli (od 2015 roku liczba miejsc w żłobkach zwiększyła się o 49 proc.)".

Według stanu na 31 grudnia 2018 r. (dane GUS) w Polsce działało 3776 żłobków, klubów dziecięcych i oddziałów żłobkowych. W 2018 r. powstało 656 nowych placówek opieki nad dziećmi do lat 3, najwięcej w województwie mazowieckim (94). Najmniej żłobków działa obecnie w województwie świętokrzyskim – w całym regionie jest tylko tego typu 65 placówek. Dodatkowym problemem dla rodziców może być fakt, że spośród wszystkich placówek dla najmłodszych dzieci, aż 2915 należało do sektora prywatnego. A opieka w nich jest często bardzo kosztowna (żłobek w Warszawie kosztuje nawet 1500 zł miesięcznie).

Unia promuje przedszkola

Z przedszkolami jest w Polsce lepiej, ale też nie tak różowo. Startowaliśmy z bardzo niskiego poziomu. W 2011 r. było w Unii 14 regionów z 65-procentowym lub niższym udziałem czterolatków w edukacji przedszkolnej i aż 11 z nich znajdowało się w Polsce.

W tym czasie w UE było aż 55 regionów z ponad 99-procentowym udziałem 4-latków w edukacji przedszkolnej.

Unijna strategia "Europa 2020" zakłada, że co najmniej 95 proc. Europejczyków w wieku czterech lat powinno uczestniczyć w edukacji przedszkolnej. To m.in. dlatego, że wyniki międzynarodowych badań umiejętności wskazują, iż dzieci po przedszkolu lepiej sobie radzą z czytaniem i matematyką. A wczesna edukacja i opieka mogą wpływać na zmniejszenie przyszłych wydatków publicznych na opiekę społeczną, zdrowotną, a nawet na wymiar sprawiedliwości.

Wiejskie dzieci rzadziej chodzą do przedszkoli

Od dwóch lat każda gmina ma obowiązek zapewnić miejsce w przedszkolu wszystkim zamieszkałym na jej terenie dzieciom w wieku od trzech do sześciu lat, które rodzice zgłoszą w postępowaniu rekrutacyjnym. Takie wymaganie nałożył na samorządy jeszcze rząd PO-PSL.

Najwyższa Izba Kontroli postanowiła sprawdzić, jak gminy wywiązują się z nowych obowiązków, i skontrolowała 30 gmin.

W lipcu NIK opublikowała podsumowanie.

Okazało się, że w roku szkolnym 2017/18 prawie jedna trzecia dzieci nie dostała się do wybranego przedszkola, z czego prawie wszystkie to trzy- i czterolatki. W części gmin rodzicom nie wskazywano alternatywnych placówek albo proponowano nieatrakcyjne ze względu na ich lokalizację lub godziny pracy.

Mimo że dzieci w polskich przedszkolach przybywa, wciąż nie udało się osiągnąć planowanego przez państwo poziomu opieki przedszkolnej – 90 proc. dla czterolatków i 83 proc. dla trzylatków. Bo o ile w miastach z opieki tej korzystało w ubiegłym roku 93 proc. dzieci, o tyle na wsiach to tylko 79 procent.

Rodzice nie korzystają z opieki przedszkolnej także dlatego, że sami nie chcą. Obowiązkiem przedszkolnym decyzją rządu PiS w Polsce objęte są obecnie tylko sześciolatki. Za rządu PO-PSL – po posłaniu sześciolatków do szkół – przedszkolne zerówki były obowiązkowe dla pięciolatków, ale PiS już na samym początku obecnej kadencji się z tego wycofał.

Autor: Justyna Suchecka / Źródło: tvn24.pl

Magazyny:
Raporty:
Pozostałe wiadomości