O sprawie informowaliśmy w marcu. Pracownicy Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych UW oskarżali dziekana o przemoc psychiczną, dwuznaczne komentarze i naruszanie godności. Podobne incydenty z jego udziałem pojawiały się także w relacjach studentów.
Uczelnia od ponad roku zajmuje się zbadaniem sprawy. W marcu dyscyplinarnie zwolniła mężczyznę. Wkrótce zawiadomiła także prokuraturę o możliwości popełnienia przez niego przestępstwa.
W treści zawiadomienia wskazano na artykuł 207 paragraf 1 Kodeksu karnego dotyczący znęcania się oraz artykuł 199 paragraf 1 mówiący o doprowadzeniu do obcowania płciowego lub poddania się bądź wykonania innej czynności seksualnej w wyniku nadużycia stosunku zależności lub wykorzystania krytycznego położenia.
Jak ustaliła "Gazeta Wyborcza", postępowanie w tej sprawie zostało umorzone w połowie lipca. Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga prokurator Karolina Staros poinformowała "GW", iż powodem było "stwierdzenie, że czyn nie zawiera znamion czynu zabronionego".
Rzeczniczka Uniwersytetu Warszawskiego przekazała "GW", że uczelnia została już zawiadomiona o postanowieniu prokuratury i wystąpiła o jego uzasadnienie.
Sprawa dziekana i relacje pokrzywdzonych
Po raz pierwszy sprawę opisała "Gazeta Wyborcza" wiosną ubiegłego roku, gdy dziekan Wydziału Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Daniel Przastek ubiegał się o reelekcję w wyborach na uczelni. Zarzucono mu wówczas plagiat oraz przemocowe zachowania wobec podwładnych. Kolejne publikacje w tej sprawie ukazały się w marcu tego roku w portalu Gazeta.pl oraz w "Gazecie Wyborczej".
W pierwszej z wiosennych publikacji kilkoro byłych i obecnych pracowników wydziału, przedstawionych z imienia i nazwiska, opisywało, jak dziekan miał obnażać się, dwuznacznie ich dotykać, stosować przemoc werbalną, wyładowywać na nich swoją złość, wydawać polecenia przekraczające ich możliwości lub niezgodne z prawem. Z ich relacji wynikało, że podczas rozmów dziekan często zagadywał ich o tematy związane z seksem, pytał o intymne sprawy lub pozwalał sobie na wulgarne żarty związane z seksualnością. Wobec jednego z mężczyzn miał także dopuścić się rękoczynów - uderzyć go w twarz i brzuch.
Zbieżne relacje, również przytaczane pod nazwiskiem przez pracowników, były cytowane także w tekście "Gazety Wyborczej". Jego autor dotarł także do studentów WNPiSM, którzy opowiadali o niewłaściwych zachowaniach dziekana oraz o niesprawiedliwym traktowaniu.
Dziekan zaprzeczył ustaleniom dziennikarzy. Określił je jako "nieprawdy i plotki", zapowiedział również wystąpienie na drogę sądową. "Gazeta Wyborcza" podała, że pozwał do sądu pracy Uniwersytet Warszawski za marcowe zwolnienie dyscyplinarne.
Autorka/Autor: kk
Źródło: "Gazeta Wyborcza" / tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Sandronize / Shutterstock.com