"Mamo, tego Niemca też będziemy rżnęli?"

Warszawa

TVN24Rozmowa z Tymoteuszem Duchowskim

- Jeżeli się przygotowuje do Powstania, to jaki strach? Jak się ma 16 lat to nie ma rzeczy strasznych – opowiadał w studiu TVN 24 o swoich losach Tymoteusz Duchowski ps. "Motek", uczestnik zrywu w 1944 roku.

Gdy w stolicy trwała wojna, był w Szarych Szeregach.

- Przydzielono nas do oficera łączności obwodu Żywiciel. Ten skierował nas do komórki, która miała zapewnić łączność Żoliborza z Pelcowizną, w momencie gdy mosty zostaną zerwane - wspomina "Motek".

Nauka pływania

To wcale nie należało do łatwych zadań, a na pewno wymagało odpowiednich przygotowań. Nauczono go alfabetu Morse’a.

- Żeby nadawać w dzień za pomocą chorągiewek i rąk, a nocą, za pomocą latarki - mówi Duchowski. - Dalej, przeprawa przez Wisłę - kajak, obsługa kajaka. Jak dwóch wsiada pierwszy raz na kajak to zaczyna się tłuczenie wiosłami - dodaje.

Ale nie tylko – musieli także nauczyć się sterować długą na pięć metrów łodzią, którą odpycha się jednym wiosłem. Mieli także trening z użycia żagla. - W końcu czerwca, nas ośmiu czy dziesięciu wysłano na tzw. łachę wiślaną, która jest do tej pory na Marymoncie i tam nas nauczono pływać.

Nadzieja na wygraną

Jak sam przyznaje, strachu w takim wieku nie czuł. Szczególnie, że przed godziną W trwały przygotowania.

- Wiadomo było, że Warszawa nie wytrzyma, co tu dużo gadać. Po pięciu latach tej cholernej historii, jak człowiek nie wiedział wychodząc na ulicę, czy wróci do domu, czy nie, będziemy działać - relacjonuje klimat tamtych czasów "Motek".

Gdy Powstanie Wybuchło, wiedzieli, że wreszcie zaczną brać jeńców. A wszystko z nadzieję na wygraną. O odczuciach warszawiaków w czasach wojny może świadczyć też anegdota, którą zapamiętał. - Tramwaj warszawski, jest przedział dla Niemców zarezerwowany, w przedziale siedzi jeden, a za barierką stoi matka z dzieckiem. W pewnym momencie ten Niemiec wyciąga cukierka i wręcza temu małemu - wspomina Duchowski. - Mały rozwija cukierek i mówi: "Mamo, a tego Niemca też będziemy rżnęli?" Takie były nastroje, co tu dużo opowiadać - dodaje.

Sam "Motek" został ranny w nogę już 3 sierpnia. Później był w służbie kanałowej. W ranną nogę wdało się zakażenie, był poważnie chory. – Ostatnie trzy dni to byłem właściwie nieprzytomny. Ta kapitulacja nie bardzo do mnie docierała – mówi dziś Powstaniec.

ran/roody