Każdy dzień w domu Karoliny rozpoczyna się od dźwięków. Najpierw budzik. Potem ciche kroki pięcioletniego Patryka i pytanie: "Wstajemy już?". Choć w ostatnim czasie pięciolatek coraz częściej wyprzedza budzik i zrywa się niemal ze świtem. - To są jakieś nieludzkie godziny, bardzo mi się to nie podoba - śmieje się Karolina.
Chwilę później, gdy wszyscy już wstaną, słychać kubki i talerze stawiane na blat, bulgot gotującej się w czajniku wody, a po chwili chrobot noża smarującego kromkę masłem. Do kuchni wchodzi Paweł, mąż Karoliny, i Patryk. Towarzyszą temu rozmowy i szum przesuwanych po podłodze krzeseł. Siadają przy stole i zaczynają wspólne śniadanie.
W tym domu wszystko ma swoje miejsce, każda szklanka, łyżka, krzesło, zabawka. Każda rzecz. Tak jest funkcjonalnie, inaczej byłoby trudniej. Cała trójka jest niewidoma.
- Osoba niewidoma słyszy bardzo dużo wokół, są to oczywiste umiejętności i kwestia wprawy. Skoro nie mamy wzroku, to bazujemy przede wszystkim na słuchu. Oczywiście jest też zapach i dotyk, ale ręce chwytają tylko tyle, ile są w stanie sięgnąć. To słuch często okazuje się kluczowy - tłumaczy Karolina.
Kobieta nie widzi od urodzenia, świat postrzega przestrzennie. Do Warszawy przyjechała spod Poznania na studia, po których została w stolicy. Swojego męża poznała na jednym z wyjazdów szkoleniowych. Paweł także od urodzenia jest niewidomy, choć w przeciwieństwie do żony dostrzega światło i zarys postaci w wąskim zakresie.
Dziś są rodzicami pięcioletniego Patryka.
"Wzrok nie ma tu najmniejszego znaczenia"
- Nie chcieliśmy z mężem dziecka, ponieważ obawialiśmy się, że mogłoby urodzić się z wadą genetyczną i także być niewidome. Mały jest dosyć późnym dzieckiem, nie był planowany. Ale, gdy dowiedzieliśmy się, że jestem w ciąży, obydwoje ucieszyliśmy się. Stwierdziliśmy, że trzeba podołać sytuacji i tyle - opowiada Karolina i szybko dodaje: w gruncie rzeczy ja byłam bardzo szczęśliwa.
- Czy lęk też się pojawił? - pytam.
- Tak, jak u każdej mamy. Na początku zastanawiałam się, skąd ja będę wiedziała, że dziecko jest zmęczone. Normalnie mama to przecież widzi - dziecko trze oczka. A ja? Ciągle zastanawiałam się, skąd ja to będę wiedziała. Po narodzinach Patryka okazało się jednak, że to wcale nie jest takie trudne. Niewidoma mama też potrafi dostrzec takie rzeczy bez żadnego problemu. To się po prostu wie nawet bez wzroku - odpowiada.
- To jest intuicyjne? - dopytuję.
- Chyba tak. Czuje się to po zachowaniu dziecka - czy zaczyna bardziej płakać, wiercić się, przytulać. Wzrok tu nie ma najmniejszego znaczenia - tłumaczy.
Dziś jest łatwiej, Patryk sam już komunikuje swoje potrzeby. - Czasem mówi: 'Idę ogrzać się pod kołderkę'. Wtedy wiadomo, że pora spać - przyznaje Karolina.
Najtrudniejszy był początek. Dla niewidomych rodziców wizja pierwszych kąpieli noworodka jawiła się jako największe wyzwanie. Ze względu na przedłużony pobyt w szpitalu po porodzie, Karolina zyskała jednak cenny czas - to tam, pod okiem pielęgniarek, krok po kroku uczyła się przebierać, przewijać i w końcu także kąpać swojego syna.
- Kiedy wyszłam z Patrykiem do domu, przyjechała do nas teściowa, żeby nam pomóc. Jednak gdy zobaczyła, jak dobrze sobie radzimy, po paru dniach wróciła do siebie - wspomina mama chłopca.
"Skąd pani to wie?" "Bo słyszę"
Wyostrzony słuch szybko stał się głównym narzędziem w codziennej opiece nad dzieckiem. Odwiedzająca rodzinę terapeutka z poradni żartowała, że niewidomi rodzice mają uszy dookoła głowy.
- Pamiętam, jak Patryk bawił się w drugim pokoju. I ona mnie pyta, co on robi i gdzie jest, a ja odpowiadam: bawi się przecież i mówię dokładnie gdzie. "Skąd pani to wie?" - ona dopytuje. "Bo słyszę" - odpowiadam. Doskonale wiedziałam, co on robi - wyjaśnia kobieta.