Emmerson Mnangagwa został 24 listopada 2017 roku w Harare zaprzysiężony na prezydenta Zimbabwe. Zmianę na stanowisku przywódcy kraju umożliwiła niedawna rezygnacja wieloletniego szefa państwa Roberta Mugabe na skutek puczu wojskowego.
Kryzys polityczny w jednym z najbiedniejszych krajów świata rozpoczął się 6 listopada.
Wtedy Mugabe odwołał ze stanowiska, a następnie wyrzucił z rządzącej partii (Afrykańskiego Narodowego Związku Zimbabwe - Frontu Patriotycznego, ZANU-PF) wiceprezydenta kraju oraz wieloletniego sojusznika Emmersona Mnangagwę.
Wyrzucenie Mnangagwy interpretowano jako krok mający przybliżyć do przejęcia schedy po urzędującym prezydencie jego żony - Grace Mugabe. Pierwsza dama Zimbabwe wzywała do odwołania wiceprezydenta i nazwała go "wężem, którego trzeba uderzyć w głowę".
Jak informowała agencja Reutera, decyzję tę skrytykowała część wojskowych, którzy podkreślali, że nie pozwolą, aby władzę w państwie przejęła osoba, która nie walczyła w wojnie niepodległościowej w latach 70. XXI wieku. Grace Mugabe, w przeciwieństwie do Mnangagwy, w niej nie walczyła.
8 listopada
Leciwy przywódca położonego na południu Afryki kraju nazwał Mnangagwę "konspiratorem" i oskarżył o próbę przejęcia władzy za pomocą magii.
Mnangagwa, zwany również "Krokodylem", opuścił Zimbabwe z obawy o swoje życie. W oświadczeniu, które było mu przypisywane, polityk zapewnił, że był lojalny wobec Mugabego.
W 5-stronicowym dokumencie były wiceprezydent oskarżył jednak parę prezydencką o przywłaszczanie państwowych pieniędzy oraz sprawowanie dyktatorskiej władzy nad partią.
13 listopada
Kilka dni po dymisji i ucieczce Mnangagwy miało miejsce zaskakujące wystąpienie głównodowodzącego armii, który stwierdził, że jest gotowy do "wkroczenia", aby zakończyć czystkę wśród zwolenników usuniętego z urzędu wiceprezydenta kraju. Emerson Mnangagwa był popularnym w kręgach wojskowych i widziany jako lnastępca Mugabego na stanowisku prezydenta.
- Musimy przypomnieć tym stojącym za obecną zdradziecką intrygą, że jeśli chodzi o ochronę naszej rewolucji, wojsko nie zawaha się wkroczyć - oświadczył wówczas generał Constantino Chiwenga.
14 listopada
Dzień później na drodze do Harare pojawiły się pojazdy opancerzone - świadkowie mówili o czołgach i transporterach kierujących się w stronę stolicy oraz bazy batalionu ochrony prezydenckiej. Rząd Roberta Mugabe miał jednak wciąż funkcjonować zgodnie z planem, a w Harare panować spokój.
Prezydenckie ugrupowanie ZANU-PF oskarżyło Chiwengę o "zdradzieckie zachowanie, mające na celu zakłócenie pokoju w kraju i podżeganie do powstania". W opublikowanym komunikacie podkreślono, że partia nigdy "nie podda się wobec gróźb militarnych".
Noc z 14 na 15 listopada
Kilka godzin później żołnierze opanowali gmach państwowego radia i telewizji ZBC. Personel otrzymał polecenie opuszczenia budynku, przy czym – jak informuje Reuters - żołnierze zastosowali przemoc wobec niektórych pracowników.
W nocy w stolicy Zimbabwe słuchać było także wybuchy, nie było jednak informacji o ewentualnych zabitych lub rannych.
15 listopada
Armia poinformowała nad ranem, że zabezpiecza budynki rządowe i patroluje ulice Harare. W oświadczeniu wygłoszonym w państwowym radiu i telewizji ZBC zdementowano pogłoski, jakoby dokonała zamachu stanu.
Rzecznik sił zbrojnych Sibusiso Moyo podkreślił, że celem akcji są "kryminaliści" w otoczeniu prezydenta Mugabe, którzy "dokonują przestępstw powodujących cierpienia społeczne i gospodarcze w kraju". - Spodziewamy się, że sytuacja unormuje się, jak tylko wykonamy naszą misję - zapewnił.
Żołnierze w pojazdach opancerzonych pojawiły się przy głównych punktach stolicy. Obywatele stoją w kolejkach do banków, by wyciągać gotówkę. Według źródła wojskowego, cytowanego przez agencję Reutera, armia zajęła koszary sił specjalnych policji w Harare i rozbroiła obecnych tam policjantów.
Prezydent Robert Mugabe, jego żona oraz dwóch wysoko postawionych współpracowników znaleźć się miało tego dnia w areszcie domowym na terenie prezydenckiej rezydencji.
Armia zatrzymała też członków frakcji G40, w tym kilku ministrów, a także szef młodzieżówki ZANU-PF i numer dwa służb wywiadowczych. Według ekspertów frakcja ZANU-PF o nazwie G40, której przewodniczy Pierwsza Dama, stała za zdymisjonowaniem wiceprezydenta i bohatera wojennego Emmersona Mnangagwy.
Rzecznik wpływowego stowarzyszenia weteranów wojny o niepodległość Zimbabwe Victor Matemadanda oznajmił 15 listopada, że jego organizacja popiera działania podjęte przez armię i domaga się odwołania Roberta Mugabego ze stanowiska prezydenta.
16 listopada
Według jednego z polityków cytowanych przez agencję Reutersa, trwają negocjacje w sprawie zażegnania kryzysu w Zimbabwe, a ma w nich pomóc katolicki ksiądz Fidelis Mukonori.
Źródło Reutersa w stolicy kraju, Harare, podało, że stał się on "pośrednikiem" między Mugabem i generałami. Wysoki rangą polityk, rozmawiający z agencją anonimowo, powiedział, że nie może zdradzić szczegółów działań podejmowanych przez negocjatora lub strony konfliktu, ale Reuters pisze, że pojawienie się Mukonoriego wskazuje na chęć przeprowadzenia "gładkiego przejścia bez rozlewu krwi" do nowych rządów po odejściu prezydenta.
Ustąpienie Mugabego być może wchodzi w grę, bo do kraju wrócił właśnie lider opozycji Morgan Tsvangirai, który od pewnego czasu przebywał za granicą, poddając się leczeniu choroby nowotworowej - podaje dalej Reuters.
Z raportów lokalnego wywiadu, do których dotarł Reuters, wynika, że zdymisjonowany w ubiegłym tygodniu wiceprezydent wraz z wojskiem i opozycją od ponad roku przygotowywali wizję kraju po obaleniu Mugabego.
Powrót do Harare w środę w nocy Tsvangiraia, który leczył się w Wielkiej Brytanii i RPA wywołał spekulacje, że plan zaczyna być realizowany.
Sam Mugabe ma jednak sprzeciwiać się oddaniu fotela prezydenta i chce dokończyć swoją kadencję.
Według agencji Reutera, 93-letni Mugabe, jego żona Grace i główni członkowie frakcji G40 są przetrzymywani w areszcie domowym w rezydencji prezydenta w Harare.
Wśród przetrzymywanych w rezydencji są minister szkolnictwa wyższego Jonathan Moyo i samorządu lokalnego Saviour Kasukuwere, którzy schronili się tam, gdy w nocy z wtorku na środę żołnierze zaatakowali ich domy.
W czwartek 16 listopada do Harare na rozmowy z wojskiem i Mugabem przybyli ministrowie rządu z RPA - największego państwa w regionie. W sąsiedniej Botswanie trwało z kolei spotkanie przedstawicieli krajów całego regionu poświęcone kryzysowi politycznemu w Zimbabwe.
18 listopada
Rządząca w Zimbabwe partia ZANU-PF na nadzwyczajnym posiedzeniu Komitetu Centralnego pozbawiła prezydenta Roberta Mugabego funkcji przewodniczącego ugrupowania.
Na tym samym posiedzeniu zdymisjonowany wiceprezydent Emmerson Mnangagwa odzyskał odebrane mu przez Mugabego stanowisko, a żona Mugabego, Grace, przygotowywana na jego następczynię, została usunięta z kierownictwa Ligi Kobiet ZANU-PF (Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe - Front Patriotyczny).
19 listopada
Wbrew naciskom ze strony własnej partii i generalicji prezydent Zimbabwe Robert Mugabe nie ogłosił swojej rezygnacji.
Mugabe oznajmił w wystąpieniu telewizyjnym, że będzie przewodniczył grudniowemu kongresowi swojej partii ZANU-PF (Afrykański Narodowy Związek Zimbabwe - Front Patriotyczny). Dodał, że jako dowódca sił zbrojnych rozumie niepokoje generałów, ale ostatnie wydarzenia w kraju nie stanowią zagrożenia dla konstytucji ani jego władzy jako głowy państwa i dowódcy sił zbrojnych Zimbabwe.
Lider stowarzyszenia bojowników o niepodległość Chris Mutsvangwa zapowiedział uruchomienie procedury impeachmentu wobec prezydenta.
21 listopada
Prezydent Zimbabwe Robert Mugabe ustąpił ze sprawowanego od 37 lat urzędu, o swojej decyzji informując w liście przekazanym parlamentowi - oświadczył przewodniczący izby niższej (Zgromadzenia Narodowego) Jacob Mudenda. Chwilę wcześniej Mudenda przerwał procedurę impeachmentu Mugabego, by poinformować, że otrzymał od niego list z rezygnacją, a następnie go odczytał.
"Ja, Robert Gabriel Mugabe, niniejszym oficjalnie składam rezygnację jako prezydent Zimbabwe ze skutkiem natychmiastowym" - głosi list 93-letniego polityka. Podkreśla on, że decyzję podjął dobrowolnie, by umożliwić "płynne przekazanie władzy". Prosi też parlament o jak najszybsze przekazanie tej informacji społeczeństwu.
Odczytaniu tych słów towarzyszyły okrzyki radości deputowanych, podczas gdy w Harare rozległy się klaksony samochodów, a tysiące ludzie wyszły na ulice, by świętować rezygnację niepopularnego prezydenta. Niektórzy trzymali portrety dowódcy sił zbrojnych generała Constantino Chiwengi oraz zdymisjonowanego przez Mugabego wiceprezydenta Emmersona Mnangagwy, którego dymisja skłoniła wojsko do interwencji oraz objęcia Mugabego i jego żony aresztem domowym.
Agencja zauważa, że Mugabe nie wskazuje w swym liście, komu przekazuje władzę. Mudenda powiedział, że pracuje już nad kwestiami prawnymi, by nowy przywódca objął władzę do środy wieczór.
Robert Mugabe utrzymywał władzę w byłej angielskiej kolonii od 37 lat, od 1980 jako premier, a od 1987 jako prezydent kraju.
22 listopada
Do kraju powrócił Emmerson Mnangagwa. Wystąpił publicznie w Harare, wołając do wiwatującego tłumu: - Naród się wypowiedział. Głos narodu jest głosem Boga.
- Jesteśmy dziś świadkami początku nowej, rozwijającej się demokracji - obwieścił. Entuzjastycznie przyjęto jego obietnicę zapewnienia mieszkańcom Zimbabwe miejsc pracy. - Wszyscy jesteśmy Zimbabweńczykami (...) potrzebujemy pokoju w naszym kraju i pracy, pracy, pracy - mówił.
23 listopada
Agencja Reutera poinformowała, że Mugabe otrzymał gwarancje immunitetu i bezpieczeństwa. Według tych źródeł agencji 93-letni Mugabe "chce umrzeć w swojej ojczyźnie" i nie planuje udania się na emigrację. - Bardzo ważne było dla niego, aby zagwarantowano mu bezpieczeństwo, by mógł pozostać w kraju (...) choć nie powstrzyma go to przed wyjazdami za granicę, kiedy będzie chciał albo musiał - cytuje Reuters anonimowe źródło.
24 listopada
Emmerson Mnangagwa został w Harare zaprzysiężony na prezydenta Zimbabwe.
- Przysięgam, że jako prezydent Republiki Zimbabwe będę wierny Zimbabwe oraz będę bronił konstytucji i wszystkich praw kraju. Będę wspierał wszystko, co służy rozwojowi Zimbabwe, i sprzeciwiał się wszystkiemu, co mu szkodzi - mówił Mnangagwa, zaledwie drugi prezydent w 37-letniej historii niepodległego Zimbabwe.
"Nie powinniśmy być zakładnikami własnej przeszłości", "nie wolno nam zmarnować tej chwili" - podkreślił w pierwszym przemówieniu wygłoszonym w nowej roli.
Mnangagwa zapowiedział, że zaplanowane na przyszły rok wybory powszechne odbędą się zgodnie z harmonogramem. Zadeklarował też, że biali farmerzy otrzymają rekompensatę za znacjonalizowanie ich gospodarstw za rządów Mugabego w 2000 roku, choć zaznaczył jednocześnie, że ówczesna reforma rolna jest nieodwracalna.
Polityka gospodarcza Zimbabwe będzie opierała się na rolnictwie, a kraj stworzy warunki do odbudowy gospodarki z naciskiem na tworzenie miejsc pracy - podkreślił Mnangagwa. Rząd Zimbabwe dopilnuje, by krajowe i zagraniczne zobowiązania dłużne były obsługiwane, oraz ukróci korupcję - powiedział. - Wszystkie zagraniczne inwestycje w Zimbabwe będą bezpieczne - dodał.
Złożył też hołd Robertowi Mugabemu, którego nazwał "ojcem narodu", ku - jak zauważa agencja AP - umiarkowanie entuzjastycznej reakcji tłumu. - Akceptujemy i uznajemy jego ogromny wkład w budowę naszego narodu - podkreślił Mnangagwa, choć przyznał, że za rządów jego poprzednika popełniane były "błędy".
Wcześniej na stadionie w Harare, gdzie odbyła się uroczystość zaprzysiężenia, Mnangagwę przywitały dziesiątki tysięcy jego zwolenników. Wśród zaproszonych gości znalazło się kilku przywódców państw regionu, w tym prezydenci Botswany, Mozambiku i Zambii. Gratulacje nowemu liderowi Zimbabwe złożył też prezydent RPA Jacob Zuma, który nie był obecny na zaprzysiężeniu, gdyż pozostał w Pretorii na rozmowy z prezydentem Angoli.
Niektórzy ludzie zgromadzeni na stadionie w Harare tańczyli i wznosili radosne okrzyki, inni trzymali transparenty z hasłami takimi, jak "Początek nowej ery" oraz "Nie dla odwetu".
Mugabe nie zjawił się na zaprzysiężeniu.
Źródło zdjęcia głównego: Pascal Manyakaidze/CDKN (CC BY 2.0)