Panu Kazimierzowi z dawnych czasów zostało w głowie niewiele: kilka melodii na harmonijkę ustną, które teraz może wygrywać, gdy kucharka szykuje obiad. Kuchnia to z resztą jego ulubione miejsce.
- Ile mogę tu siedzieć, to siedzę - mówi. Pamięta, że chyba lubił bigos i ponoć grał na gitarze. Jest też jakieś imię i być może nazwisko, a raczej słowo, które po prostu przypomina nazwę kraju, z którego pochodzi. Kazimierz Polone to tak naprawdę osoba NN, czyli taka o nieznanym nazwisku. Do ośrodka prowadzonego przez fundację "Barka" trafił z Holandii, z tamtejszego szpitala psychiatrycznego.
Stopniowe otwarcie
Początkowo był bardzo zamknięty, nie chciał w ogóle z nikim rozmawiać, później zaczął się stopniowo otwierać.
Wcześniej dłuższy czas mieszkał za granicą, być może we Francji, być może w Niemczech. Był bezdomny. Z tego co mówi, za granicą doszło do pobicia i prawdopodobnie do uszkodzenia mózgu, stąd amnezja.
- Nie mogłem w ogóle mówić - mówi pan Kazimierz. Nie wiadomo, czy bezdomnym został przed, czy po wypadku.
Teraz próbuje dojść do tego, jak to dokładnie było, kim był, gdzie mieszkał i czy ktoś jeszcze czeka, może rodzina, może członkowie zespołu muzycznego, w którym być może grał.
Nadzieja na przyszłość
Dopasować tę osobę o nieznanej tożsamości do rodziny, która poszukuje mężczyzny w średnim wieku, próbuje policja. Na razie pobierają odciski palców i materiał genetyczny.
Pan Kazimierz mówi, że jest wdzięczny za pomoc i ma nadzieję, że znajdzie w końcu swoich. Albo oni jego.
Źródło: tvn24