Sprawa śmierci ojca Z. Ziobry wraca do sądu. Lekarze odpowiedzą za błąd?

Polska

TVN 24Sprawa śmierci ojca Zbigniewa Ziobry wraca do sądu

Sąd Najwyższy zdecydował, że sprawa zażaleń rodziny Jerzego Ziobry, ojca b. ministra sprawiedliwości, dotyczących trójki lekarzy ze szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, musi zostać ponownie rozpatrzona przez sąd okręgowy. SN uwzględnił tym samym wniosek o kasację, który Prokurator Generalny wniósł na prośbę rodziny zmarłego.

W czerwcu 2012 r. krakowski sąd umorzył prawomocnie postępowanie przeciwko trzem krakowskim lekarzom, oskarżonym o nieprawidłowości w leczeniu Jerzego Ziobry. Czwarty lekarz miał stanąć przed sądem, jego proces jeszcze się nie rozpoczął. W czwartek Sąd Najwyższy uchylił jednak wcześniejsze postanowienie sądu niższej instancji.

Sprawa dotyczy subsydiarnego aktu oskarżenia przeciwko czwórce lekarzy. Akt taki może wnieść pokrzywdzony w sprawach ściganych z oskarżenia publicznego w sytuacji, gdy odmawia tego prokurator (po uprzednim wykorzystaniu drogi zażalenia sądowego). Przeciw lekarzom ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie złożyła go Krystyna Kornicka-Ziobro, a przyłączyli się do niego synowie Witold i Zbigniew.

"Sąd się uchylił"

Prokurator Generalny uznał, że sąd, umarzając postępowanie, nie odniósł się do wszystkich argumentów, jakie podnosili krewni zmarłego, żądający przeprowadzenia procesu o błąd w sztuce lekarskiej.

Sąd Najwyższy podzielił w tej części to stanowisko i wskazał, że krakowski Sąd Okręgowy powinien rozpoznać ich argumenty oraz jeszcze raz zdecydować, czy umarza sprawę, czy też przekazuje ją sądowi rejonowemu do przeprowadzenia rozprawy. - Sąd Okręgowy w decyzji o umorzeniu wielokrotnie uchylił się od zajęcia stanowiska - tak uzasadniał w czwartek konieczność ponownego zbadania sprawy przewodniczący składowi orzekającemu sędzia SN Wiesław Kozielewicz.

Krystyna Kornicka-Ziobro przyznała, że czuje się usatysfakcjonowana takim rozstrzygnięciem. "Mam nadzieję, że w jego wyniku moje prawa, jako osoby pokrzywdzonej, będą respektowane. W szczególności będę miała możliwość skorzystania z prawa przesłuchania biegłych, co do tej pory uporczywie mi uniemożliwiano. Wierzę również, że zostaną powołani niezależni i obiektywni biegli, niepowiązani z oskarżonymi lekarzami" - napisała w oświadczeniu przekazanym PAP.

- Dzisiejszy wyrok stwarza nadzieję dla polskich pacjentów, że wymiar sprawiedliwości nie będzie obojętny dla rażących nieprawidłowości, zaniedbań i błędów lekarskich" - dodała.

Błąd w sztuce?

W akcie oskarżenia czworgu lekarzom ze szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie zarzucono, że "pomimo ciążącego na nich szczególnego obowiązku opieki nad pacjentem (...) narażony on został na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, skutkiem czego pacjent 2 lipca 2006 r. zmarł".

W lutym 2012 r. krakowski sąd rejonowy umorzył postępowanie w tej sprawie, uznając na podstawie opinii biegłych, że czwórka lekarzy nie popełniła przestępstwa w trakcie leczenia ojca b. ministra sprawiedliwości. Od tego postanowienia odwołała się rodzina.

Przed sądem odwoławczym powoływała się ona na wewnętrzne sprzeczności w opinii biegłych, wskazywała m.in. wadliwą metodę leczenia i błędy, które - jej zdaniem - doprowadziły do śmierci. Jednym z nich miało być zaprzestanie podawania leku przeciwzakrzepowego. Rodzina przywołała inne opinie lekarskie, uzyskane przez nią w różnych ośrodkach medycznych.

"Prywatne opinie nie mogą być dowodem"

W czerwcu 2012 r. sąd odwoławczy utrzymał w mocy postanowienie o umorzeniu postępowania w stosunku do trzech lekarzy. Wskazał, że prywatne opinie medyczne nie mogą być dowodem w sprawie, a opinia uzyskana w toku śledztwa zdaniem sądu jest spójna i nie budzi wątpliwości. Uznał jednak, że wyjaśnienia wymaga kwestia zaprzestania podawania pacjentowi leku przeciwzakrzepowego. Dlatego uchylił postanowienie o umorzeniu postępowania przeciwko lekarzowi Dariuszowi D. i sprawę skierował do sądu pierwszej instancji.

Sąd nakazał zbadanie, czy leczący pacjenta lekarz Dariusz D. zdecydował o odstawieniu istotnego leku przeciwzakrzepowego. Proces lekarza miał rozpocząć się pod koniec ubiegłego roku; z powodu nieobecności oskarżycieli sąd trzykrotnie odraczał termin rozprawy. Kolejny termin rozpoczęcia procesu to 20 marca.

Minister naciskał?

Ojciec Zbigniewa i Witolda Ziobrów był leczony z powodów kardiologicznych w II Klinice Kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego UJ w Krakowie. Zmarł 2 lipca 2006 r. Miesiąc po jego śmierci Witold Ziobro złożył doniesienie w prokuraturze, wskazując na możliwość nieprawidłowości w sposobie leczenia. Początkowo śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa dla Krakowa Śródmieścia-Wschód. W marcu 2007 r. śledztwo przeniesiono z Krakowa do Prokuratury Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim. W czasie jego trwania media donosiły o naciskach na prokuratorów prowadzących sprawę. Zaprzeczali temu: Zbigniew Ziobro, ówczesny minister sprawiedliwości, oraz kierownictwa prokuratur.

W kwietniu 2008 r. prokuratura w Ostrowcu po raz pierwszy umorzyła postępowanie w tej sprawie uznając, że lekarze i pielęgniarki nie narazili pacjenta, nawet nieumyślnie, na utratę zdrowia i życia, a śmierci pacjenta nie można było zapobiec. Po zażaleniu rodziny, która dostarczyła m.in. uzyskane przez siebie opinie ekspertów zagranicznych, we wrześniu 2008 r. krakowski sąd uchylił decyzję o umorzeniu śledztwa i nakazał prowadzić je dalej. Uznał, że opinia uzyskana przez prokuraturę nie daje podstaw do merytorycznej oceny prawidłowości leczenia Jerzego Ziobry, jest niekonsekwentna i nie zawiera odpowiedzi na kluczowe pytania śledztwa.

20 czerwca 2011 r. Prokuratura Rejonowa w Ostrowcu Świętokrzyskim ponownie umorzyła śledztwo z powodu braku znamion czynu zabronionego, gdyż według nowej opinii biegłych personel medyczny nie dopuścił się błędu w sztuce medycznej.

Autor: ŁOs/ja / Źródło: PAP, tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: TVN 24