Komendant główny policji nie ma jednak wątpliwości, że funkcjonariusze, którzy nie chcieli dopuścić by protestujący stoczniowcy przedarli się pod Pałac Kultury i Nauki (w Sali Kongresowej odbywał się kongres Europejskiej Partii Ludowej), zachowali się właściwie. Zdaniem generała policjanci mieli prawo użyć żelu pieprzowego, bo protestujący sami sprowokowali całą sytuację i jako pierwsi zaczęli rzucać w kierunku funkcjonariuszy patardy i ostro zakończone drzewce ze sztandarów.
- Z relacji świadków oraz z zapisu monitoringu wynika, że działania policji były adekwatne do zagrożenia. Na samym początku wszystko przebiegało normalnie. Funkcjonariusze ubrani byli w normalne mundury, dopiero później pojawili się policjanci w kaskach i z tarczami. Mieli prawo nie dopuścić do tego, żeby związkowcy przedarli się na teren chroniony - argumentował szef policji.
Policja zabezpieczyła pojemniki
Matejuk ujawnił jednak, że aby formalności stało się zadość, powołana została już specjalna komisja, która "da pełną ocenę sytuacji" - Wnioski będą znane już na początku przyszłego tygodnia - zapewnił komendant. Powtórzył, że ze strony policji nie było żadnej prowokacji, a funkcjonariusze wzywali wielokrotnie protestujących do zachowania spokoju.
Szef policji wydał jeszcze jedno polecenie: kazał zabezpieczyć wszystkie pojemniki z żelem, które zostały zużyte podczas akcji. - Śledczy zbadają, czy użyty żel mógł wywołać większe zagrożenie, niż jest to wskazane w instrukcji - wyjaśnił komendant. Jak zaznaczył użyty żel to "jeden z najłagodniejszych środków przymusu bezpośredniego, łagodniejszy niż gaz łzawiący. - Miał wszystkie atesty. Nie wywołuje żadnego zagrożenia dla życia lub zdrowia. Ale studzi emocje - dodawał.
Związkowcy nie chcą badańWiedzą swoje
- My nie potrzebujemy tego badać - odpowiadał Matejukowi Roman Kuziński, wiceprzewodniczący Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność" w Gdańsku, który był pod PKiN. - Dziś następna osoba została hospitalizowana, kolejni moi koledzy chodzą do lekarzy pierwszego kontaktu - argumentował wzburzony.
Kuziński zarzucił komendantowi, że nie wie o czym mówi, gdy przekonuje o agresji protestujących. - Widać, że nie był pan na miejscu i dlatego nie wie, co się tam działo. Fizyczną niemożliwością było sforsowanie tych barierek. (...) Nigdzie do niczego (w kierunku PKiN) nie ruszyliśmy. Troszeczkę tylko nimi (barierkami) potrząsaliśmy - przekonywał.
Na "potrząsanie" policja odpowiedziała jego zdaniem najgorzej jak mogła - niepotrzebną agresją, a funkcjonariusze dopuścili się przy okazji "wielu nieprawidłowości". - Drugie uderzenie policji tymi środkami chemicznymi nastąpiło po komunikacie wewnętrznym żeby wracać do autokarów. (...) Na dzień dzisiejszy nasze biura prawne analizują całą tę sytuację. Z zebranej dokumentacji wynika, że policja dopuściła się wielu nieprawidłowości i w poniedziałek będziemy się zastanawiali, czy nie złożyć zawiadomienia do prokuratury - podsumował stoczniowiec.
Źródło: tvn24.pl