W środę tybetański powiat Gyirong i nepalski dystrykt Rasuwa nawiedziły powódź błyskawiczna i osuwiska. W czwartek stacja BBC, powołując się na nepalską policję, podała, że liczba ofiar kataklizmu wzrosła do 359. Ciała wielu ofiar odnaleziono w nepalskim dystrykcie Chitwan oddalonym o setki kilometrów od miejsc najbardziej dotkniętych przez powódź.
Nepalscy funkcjonariusze podali również, że wciąż trwają poszukiwania ponad 900 osób, wśród których większość stanowią turyści. Z kolei chińskie media, powołując się na lokalne władze, przekazały, że w administrowanym przez Chiny Tybecie poszukiwanych jest 558 osób - 298 Chińczyków i 260 obcokrajowców, których narodowości dotąd nie sprecyzowano. Według BBC nie jest jasne, czy liczby te pokrywają się z danymi z Nepalu.
- Wznowiliśmy poszukiwania i spodziewamy się odnalezienia większej liczby ciał - powiedział rzecznik policji Abi Narayan Kafle.
Według służb co najmniej 66 osób doznało obrażeń wymagających hospitalizacji. Do akcji poszukiwawczo-ratowniczej zaangażowano ponad cztery tysiące funkcjonariuszy.
Nepal. To nie musiało być trzęsienie ziemi
Do katastrofy doszło w środę rano na granicy Tybetu z Nepalem. Początkowo twierdzono, że niszczycielską powódź wywołało trzęsienie ziemi. Analiza zdjęć satelitarnych Planet Labs wskazuje jednak, że tragedię bezpośrednio poprzedziło oberwanie się potężnego masywu lodowego. - Potwierdzono, że znaczna część czoła lodowca zawaliła się. W trakcie obrywu porwała ze sobą ogromne ilości skał i osadów - ocenił profesor Gupta z Uniwersytetu Sikkim, ekspert ds. geologii inżynieryjnej.
Amerykańska służba geologiczna USGS podała, że osuwisko wywołało wstrząs sejsmiczny o magnitudzie 5,2 oraz doprowadziło do gwałtownych powodzi błyskawicznych niosących gruz, które spłynęły dolinami po obydwu stronach granicy.
>>> CZYTAJ TAKŻE: "Kwartet cyklonów" na Pacyfiku. Poważne zniszczenia
Potężna fala powodziowa doprowadziło do ogromnych zniszczeń. Wśród najbardziej dotkniętych regionów znalazły się tybetański powiat Gyirong oraz nepalski dystrykt Rasuwa. Żywioł zrównał tam z ziemią całe wioski. Skalę katastrofy widać na nagraniach wykonanych przez świadków. Nepalskie Ministerstwo Zasobów Wodnych poinformowało, że woda zniszczyła hydroelektrownie, drogi i mosty, przez co w regionie doszło do przerw w dostawach prądu.
Zaginęło wielu turystów
Zgodnie z raportem AFP, w Nepalu nie udało się jak dotąd nawiązać kontaktu ze 142 obywatelami Indii, 53 Ukraińcami, 17 Malezyjczykami, 14 Brytyjczykami, 10 Kanadyjczykami i z 9 południowokoreańskimi pracownikami budowy elektrowni wodnej. Wśród zaginionych są także obywatele Japonii, RPA, Singapuru, Portugalii i Holandii.
Szefowa australijskiej dyplomacji Penny Wong poinformowała na czwartkowej konferencji prasowej, że wśród poszukiwanych w Nepalu znajduje się co najmniej 34 Australijczyków. - Z naszych ustaleń wynika, że ci Australijczycy są częścią oddzielnych grup pielgrzymkowych i turystycznych – przekazała Wong. Dodatkowo zaznaczyła, że "na tym etapie, biorąc pod uwagę skalę katastrofy, dostęp do miejsca zdarzenia jest bardzo ograniczony". W środę polskie MSZ poinformowało, że obecnie służby nie posiadają informacji o Polakach, którzy mieliby ucierpieć w wyniku powodzi w Nepalu.
Osady "zmiecione z powierzchni ziemi"
W Nepalu z powodu żywiołu ucierpiały szczególnie obszary Syapru Besi i Timure w dystrykcie Rasuwa, zamieszkanym przez około 50 tysięcy osób. Władze wezwały mieszkańców okolic rzeki Bhote Koshi, by ewakuowali się na wyżej położone tereny. - Osady położone nad rzeką zostały całkowicie zmiecione z powierzchni ziemi. Pięciu moich krewnych zaginęło - powiedział jeden z lokalnych ratowników. W obawie przed powodzią indyjski stan Bihar rozpoczął ewakuację ludności z sześciu dystryktów.
- Członkowie mojej rodziny zostali porwani przez wodę na moich oczach - mówiła w rozmowie z BBC Kalpana Malla z nepalskiego dystryktu Nuwakot. Opowiadała, że nurt porwał jej ojca, matkę, siostrę oraz dzieci siostry: - Nie mieli szans na ucieczkę przed powodzią. Nie było żadnych szans. Woda zabrała wszystko. Ja i mój syn wdrapaliśmy się na dach domu i przeżyliśmy, choć nie potrafię wyjaśnić jak.
Goma Pandit żaliła się, że straciła bawoły i całe pozostałe bydło. - Woda zabrała też moje uprawy. Przepadło 10 worków nasion gorczycy oraz tony kukurydzy i niełuskanego ryżu. Nie zostało nic.
- To była potężna fala błota pędząca prosto na nas. W miarę jak się zbliżała, pięła się coraz wyżej. Gdy zobaczyłem, że wdziera się do naszego domu, próbowałem chwycić żonę za rękę i wyprowadzić ją na taras. Ale porwało ją błoto - powiedział Reutersowi Keshav Prasad Baral, 68-letni ocalały. - Cztery czy pięć godzin później przyleciał po mnie śmigłowiec. Moja żona wciąż jest gdzieś pod warstwą błota. Już jej nie ma - dodał.
Relacja pilota helikoptera
CNN zacytowała pilota helikoptera, który obserwował powódź z powietrza. Według jego szacunków fale mogły mieć nawet pięć do sześciu metrów wysokości.
- Około pięciu minut przed lądowaniem zobaczyliśmy kurz unoszący się znad rzeki [...] Na pierwszy rzut oka wyglądało to po prostu na osuwisko - opisywał Aman Budathoki, dodając, że po chwili zauważył pełną gruzu wodę powodziową. [...] Zaczęliśmy krążyć wokół wiosek i widzieliśmy, jak porywane są wielkie drzewa i pojazdy. To była przerażająca sytuacja. Próbowaliśmy nawet przez jakiś czas gonić powódź, żeby ocenić skalę zniszczeń - dodawał. Jak przyznał, nigdy nie był świadkiem "takiego rozkwitu" potęgi natury.