Jak napisał w oświadczeniu resort dyplomacji, USA przekażą 500 tysięcy dolarów za pośrednictwem katolickiej organizacji Catholic Relief Services, by zapewnić przebywającym w Nepalu schronienie, żywność i inne potrzebne rzeczy.
"Stany Zjednoczone składają najszczersze kondolencje rodzinom i bliskim osób, które straciły życie w niszczycielskich powodziach błyskawicznych w dystrykcie Rasuwa w Nepalu. Nasze myśli są ze wszystkimi dotkniętymi tą katastrofą" - napisano.
Władze próbują obecnie zlokalizować Amerykanów, którzy mogli ucierpieć w wyniku kataklizmu.
Powódź błyskawiczna w Nepalu
Według ostatnich danych nepalskich władz, w potężnej powodzi zginęły co najmniej 162 osoby, a kilkaset, w tym wielu zagranicznych turystów, wciąż uznaje się za zaginione. Powódź zeszła przy granicy z Chinami. Państwowe media chińskie poinformowały, że po chińskiej stronie granicy w osuwisku i lawinie błotnej zginęły co najmniej trzy osoby, a 265 jest zaginionych.
Eksperci analizują zdjęcia satelitarne, by znaleźć odpowiedź na to, co dokładnie stało się w Nepalu. Przedstawiciele tamtejszego departamentu meteorologii i hydrologii powiedzieli w rozmowie z korespondentem środowiskowym BBC Navinem Singhiem Khadką, że na niektórych zdjęciach widać ogromną bryłę lodu - być może nawet część lodowca - która najprawdopodobniej osunęła się z góry po tybetańskiej stronie i porwała ze sobą skały. Gruz mógł trafił do rzeki Lhende i stworzyć na niej zaporę.
Pojawiła się też teoria o tym, że zapadło się jezioro polodowcowe, ale wielu glacjologów wyklucza taką genezę.
W pierwszych chwilach po kataklizmie minister spraw zagranicznych Nepalu Shisir Khanal podał, że według wstępnych doniesień do kataklizmu doszło w wyniku trzęsienia ziemi, które spowodowało lawinę, a ta doprowadziła do powodzi.