Zorganizowana akcja hejtu wobec sędziów

21 sierpnia 2019
tvn2411.09 | Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie afery w Ministerstwie Sprawiedliwości

Jak ustalił Onet, wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak miał stać za zorganizowanym hejtem i dyskredytowaniem sędziów krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości wprowadzane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Kilkanaście godzin po publikacji tych doniesień Piebiak zrezygnował z funkcji. Pojawiają się kolejne informacje w sprawie.

Sprawę zorganizowanego hejtu wobec sędziów krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości wprowadzane przez Prawo i Sprawiedliwość opisał 19 sierpnia Onet.

Według portalu, Łukasz Piebiak jako wiceminister sprawiedliwości "aranżował i kontrolował akcję", która miała skompromitować między innymi Krystiana Markiewicza, przewodniczącego Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia".

Dziennikarka Onetu Magdalena Gałczyńska o sprawie Łukasza Piebiaka >

Z wiceministrem miała współpracować Emilia

Za rozsyłanie kompromitujących materiałów bezpośrednio miała być odpowiedzialna współpracująca z Piebiakiem kobieta o imieniu Emilia. W rozmowie z portalem przyznała, że "swoimi działaniami mogła zaszkodzić co najmniej 20 sędziom".

Emilia miała wysłać list między innymi do Markiewicza na jego domowy adres, który - jak napisał portal - dostała od Piebiaka. Onet zapewnia, że jest w posiadaniu dowodów na to, że wiceminister taki plan "w pełni zaaprobował przed jego realizacją".

Komentarze polityczne do publikacji Onetu >

Materiały o Markiewiczu, rozpowszechniane przez Emilię - jak pisze portal - "opierały się na anonimowej historii zawierającej plotki, pogłoski i domysły na temat jego życia prywatnego, w tym intymnych kontaktów z kobietami oraz sposobów budowania swojej pozycji w środowisku sędziowskim".

W jednej z wymienionych przez Onet korespondencji Emilii z Piebiakiem, kobieta napisała (pisownia oryginalna): "Pogadam z dziennikarzami i porozsyłam pisma. Anonimowo, mailem. Ale i listami. Jedyny problem to nie mam adresów i maili. Zrobię wszystko tak jak umiem, jak zawsze. Za rezultat nie ręczę ale postaram się. Mam nadzieję, że mnie nie wsadzą".

Łukasz Piebiak miał jej odpowiedzieć: - "Za czynienie dobra nie wsadzamy".

"Za czynienie dobra nie wsadzamy"
Onet.pl / TVN 24

Markiewicz: to niesłychane, że w demokratycznym państwie prawa coś takiego się dzieje

- Jest to dla mnie absolutnie zatrważające, że został zbudowany pewien system w państwie, w Ministerstwie Sprawiedliwości, który zmierza do tego, żeby niszczyć konkretnych ludzi i to ludzi takich, którzy chcą walczyć właśnie o tę praworządność, o sprawiedliwość - komentował w TVN24 Krystian Markiewicz.

Ocenił, że "to niesłychane, że w demokratycznym państwie prawa, w Polsce, coś takiego się dzieje".

Krystian Markiewicz o hejcie wobec sędziów, za którym ma stać Łukasz Piebiak
tvn24

Wiceminister rezygnuje i zapowiada pozew przeciwko Onetowi

Kilkanaście godzin po publikacji Onetu Łukasz Piebiak w oświadczeniu poinformował, że podaje się do dymisji. Wyjaśniał, że robi to "w poczuciu odpowiedzialności za powodzenie reform, którym poświęcił cztery lata ciężkiej pracy".

Piebiak zapewnił, że będzie z determinacją bronić swojego dobrego imienia. "Wnoszę do sądu pozew przeciwko redakcji Onet, która rozpowszechnia pomówienia na mój temat oparte na relacjach niewiarygodnej osoby" - oświadczył.

Rzecznik resortu sprawiedliwości Jan Kanthak przekazał, że minister Ziobro "z dezaprobatą przyjął okoliczności opisane w artykule i zażądał wyjaśnienia sprawy." - Po powrocie z zagranicznego urlopu wiceminister Piebiak złożył wyjaśnienia. Minister Ziobro poprosił o rezygnację - zaznaczył Kanthak.

Premier Mateusz Morawiecki przyjął dymisję Piebiaka.

Rzecznik PiS: Piebiak zachował się w sposób odpowiedzialny, popieramy decyzję
tvn24

Piebiak może wrócić do orzekania

Łukasz Piebiak może jednak wrócić do orzekania jako sędzia. Zgodnie z procedurą sędzia, któremu cofnięto delegację, wraca do pracy w sądzie, z którego był delegowany.

Według informacji TVN24 prezes warszawskiego sądu rejonowego Maksymilian Wesołowski przydzielił sędziego Piebiaka do IX wydziału gospodarczego w tym sądzie. Kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie - jednostki nadrzędnej wobec sądu rejonowego - w uchwale, do której dotarli reporterzy programu "Polska i Świat", zaapelowało jednak do prezesa stołecznego sądu rejonowego o odsunięcie Piebiaka od orzekania.

Apel ten nie ma mocy prawnej, a ostatnie słowo w tej sprawie należy do prezesa warszawskiego sądu rejonowego. Sędzia Piebiak - jak dowiedziała się TVN24 - udał się na urlop wypoczynkowy na prawie trzy miesiące. Ma na nim pozostawać do 30 listopada.

Do kwestii orzekania przez Piebiaka odniosła się w czwartek 5 września w rozmowie z TVN24 prezes Stowarzyszenia Sędziów "Themis", sędzia Beata Morawiec.

Zaznaczyła, że Piebiak "nie powinien wracać" do orzekania. - Ja nie chciałabym z nim zasiadać w jednym składzie orzekającym. Nie zasiadłabym w takim składzie - podkreśliła.

Wniosek o odwołanie Ziobry

Politycy opozycji od początku afery podnosili, że dymisja wiceministra Piebiaka nie zamyka sprawy i że stanowisko powinien stracić także szef resortu Zbigniew Ziobro.

W związku z doniesieniami o zorganizowanym hejcie, w który mieli być zamieszani pracownicy resortu srawiedliwości, posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli 30 sierpnia w Sejmie wniosek o wotum nieufności wobec ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

Został on w środę 11 września odrzucony w głosowaniu przez Sejm. Za jego przyjęciem było 174 posłów, przeciw 240, wstrzymało się siedmiu posłów.

Atak na sędziego w telewizji państwowej

Według ustaleń Onetu Emilia z wiceministrem Piebiakiem mieli również wspólnie przygotowywać atak medialny na sędziego Piotra Gąciarka z warszawskiego oddziału Iustitii w telewizji państwowej w programie "Alarm!" TVP1.

Sprawa dotyczy relacji Gąciarka z kobietą, "którą poznał w sieci pięć lat wcześniej, nigdy nie spotkali się osobiście. Wysyłał jej kosztowne prezenty, twierdzi, że pożyczył jej też pieniądze. Gdy kobieta zakończyła znajomość, sędzia zażądał zwrotu pożyczki, do czego nie doszło" - pisze portal. Gąciarek zawiadomił wówczas prokuraturę. Sąd skazał kobietę za wyłudzenie. Telewizja państwowa przedstawiła ją w programie jako ofiarę sędziego Gąciarka, który miał wykorzystać swoją pozycję zawodową i znajomości do skazania Poli F.

Zaraz po emisji programu w TVP Emilia zapytała wiceministra Piebiaka o wrażenia. Miał odpisać, że było "super". "Właśnie przesyłam Szefowi by i on się ucieszył" - miał napisać Piebiak.

"Wtedy już wiedziałem, że materiał szkalujący mnie będzie przygotowywany"

Gąciarek komentował tę sprawę w TVN24. - Pojawiły się doniesienia w internecie w zeszłym roku, bodajże w marcu, przedstawiające w kłamliwym świetle moją sytuację osobistą, gdzie padłem ofiarą przestępstwa. Właśnie ta pani o tym pseudonimie (Emilia - red.) pisała. Natomiast w maju zeszłego roku - nie jest tajemnicą - przedstawiciele telewizji publicznej biegali za mną po korytarzach sądowych, próbując mi zadać jakieś dziwne pytania. (…) Wtedy już wiedziałem, że materiał szkalujący mnie będzie przygotowywany - powiedział sędzia.

Sędzia Gąciarek o zorganizowanym hejcie wobec sędziów: na to zgody być nie może
tvn24

"Instrukcje wychodziły z ministerstwa"

Pełnomocnik Emilii Konrad Pogoda podkreślił w rozmowie z TVN24, że "na pewno osobą inicjującą tę sytuację nie była pani Emilia". - Wszelkiego rodzaju instrukcje wychodziły z ministerstwa - stwierdził.

Pełnomocnik Emilii, Konrad Pogoda komentuje sprawę >

Miała wysyłać informacje szkalujące sędziów. Pełnomocnik: wykonywała zlecenia
tvn24

Sędzia Iwaniec i kolejne szczegóły zorganizowanej akcji hejtu

20 sierpnia Onet opublikował kolejne szczegóły w sprawie. Według informacji portalu sędzia Jakub Iwaniec, od trzech lat pracujący w Ministerstwie Sprawiedliwości, "dostarczał internetowej hejterce Emilii haki na Krystiana Markiewicza, szefa stowarzyszenia Iustitia". Iwaniec - jak podaje Onet - był "prawą ręką Piebiaka".

Kolejne szczegóły w sprawie zorganizowanego hejtu wobec sędziów. CZYTAJ WIĘCEJ >

Onet opublikował fragmenty wiadomości, jakie wymieniali między sobą Iwaniec i Emilia. Sędzia między innymi pisał, że "przydałby się atak na Markiewicza", którego określił mianem "głównego rozgrywającego kasty", a także "alimenciarza z Iustitii".

"Trzeba mu ostro doje**ć" - napisał Iwaniec, cytowany przez portal.

Iwaniec sugerował też, że Markiewicz ma romans. Podał Emilii nazwisko domniemanej kochanki, a także numery telefonu do niej i jej męża - również sędziego z Iustitii. Napisał: "Też sędzia. A on (Markiewicz - red.) to jeb*ka. Kawał ch*ja".

21 sierpnia sędzia Iwaniec wydał oświadczenie w związku "z ostatnimi publikacjami medialnymi dotyczącymi domniemanej grupy działającej w Ministerstwie Sprawiedliwości (tzw. afery farmy trolli) oraz szeregiem wypowiedzi niektórych sędziów w przestrzeni publicznej". "Nigdy nie podejmowałem działań, które są mi przypisywane w materiałach i publikacjach prasowych, a które miały na celu zdyskredytowanie jakichkolwiek innych sędziów" - zapewnił. Zapowiedział, że "niezwłocznie" podejmie kroki prawne "w celu przeciwdziałania naruszeniom dóbr osobistych, w tym czci, dobrego imienia oraz renomy sędziego". "Oświadczam, że do końca będę bronił dobrego imienia swojego i rodziny" - stwierdził Iwaniec.

Nie stawili się przed rzecznikiem dyscyplinarnym, grożą im kary. "Jest to nękanie"Fakty TVN
wideo 2/35

Rzecznik dyscyplinarny wszczął postępowanie wobec sędziów Piebiaka i Iwańca

Reporterzy magazynu "Polska i Świat" w TVN24 ustalili, że rzecznik dyscyplinarny przy warszawskim sądzie okręgowym wszczął postępowanie wyjaśniające wobec byłego już ministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka oraz Jakuba Iwańca. Postępowanie na tym etapie jest niejawne i może prowadzić do rozpoczęcia postępowania dyscyplinarnego.

Wcześniej wniosek do rzecznika dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Warszawie o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wobec Piebiaka i Iwańca złożyło kolegium sędziów tego sądu.

Sędziowie, którzy mieli być w grupie "Kasta"

Jak informował portal Onet na na komunikatorze WhatsApp miała funkcjonować zamknięta grupą sędziów i prawników, w której miał znajdować się między innymi ówczesny wiceminister Piebiak. Członkowie "Kasty" mieli zbierać kompromitujące materiały na niektórych sędziów. Taką nazwę nadał jeden z sędziów, którzy mieli wchodzić w jej skład. Nazwa w każdej chwili mogła zostać zmieniona.

"Zaczęło się około 2016 roku, gdy współpracować zaczął z nimi mój mąż (sędzia Tomasz Sz., obecnie pracownik nowej KRS - red.). Dzięki pomocy Macieja Mitery (rzecznik nowej KRS - red.) Tomek dostał wtedy przedłużenie delegacji w Ministerstwie Sprawiedliwości. Zorganizował spotkanie z Kubą Iwańcem, pracownikiem ministerstwa i prawą ręką Łukasza Piebiaka. Rozmawialiśmy, jak wykorzystać moje konto na Twitterze, o nie najgorszym zasięgu, do działań na rzecz ministerstwa, KRS i nowych sędziów. Chciałam pomóc, by mój mąż awansował i miał w końcu przyjaciół" - stwierdziła 27 sierpnia Emilia w wywiadzie z portalem OKO.press.

W "Kaście" miał udzielać się także sędzia Jakub Iwaniec, pracownik Ministerstwa Sprawiedliwości, odpowiedzialny wcześniej między innymi za zwalczanie mowy nienawiści. Został zwolniony z resortu, gdy wyszło na jaw, że to on miał brać udział w hejterskich akcjach - 21 sierpnia minister Ziobro podjął decyzję o skróceniu jego delegacji do Ministerstwa Sprawiedliwości.

Ustalenia gazety i treść dyskusji mają wskazywać na to, że w grupie udzielali się także: Tomasz Szmydt, szef wydziału prawnego w nowej Krajowej Radzie Sądownictwa, dwaj zastępcy głównego rzecznika dyscyplinarnego sędziów - Przemysław Radzik, nazywany przez innych uczestników "Rzeźnikiem", oraz Michał Lasota, sędziowie nowej KRS - jej wiceszef Dariusz Drajewicz oraz Jarosław Dudzicz i Maciej Nawacki, sędzia Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego - Konrad Wytrykowski, byli i obecni szefowie Sądów Okręgowych: Ireneusz Wiliczkiewicz, Rafał Stasikowski, Dariusz Kliś, Arkadiusz Cichocki.

CZYTAJ WIĘCEJ: Jakie są dowody na istnienie grupy Kasta?

Kulisy afery hejterskiej. Jakie są dowody na istnienie grupy "Kasta"
tvn24

Zapowiedź pozwów

Przygotowanych będzie 21 prywatnych aktów oskarżenia i 25 pozwów cywilnych o ochronę dóbr osobistych na łączną kwotę zadośćuczynień około 10 milionów złotych na cel społeczny w imieniu sędziów, którzy zostali zniesławieni informacjami o rzekomej grupie "Kasta" - przekazał pełnomocnik części osób wymienionych jako członkowie tej grupy, mecenas Bartosz Lewandowski.

Mecenas Lewandowski jest jednym z dziewięciu pełnomocników, którzy reprezentują sędziów Wytrykowskiego, Szmydta, Drajewicza, Cichockiego, Iwańca oraz szóstego, który chce pozostać anonimowy.

- Nie było takich rozmów, nie było żadnej grupy "Kasta", nie było żadnej grupy sędziów, która miała na celu hejtowanie w przestrzeni publicznej swoich kolegów i koleżanek - podkreślił mecenas Lewandowski.

- Pan sędzia Konrad Wytrykowski niezwłocznie po przedstawieniu mu korespondencji, z której wynika, że miał on rzekomo nawoływać do pisania jakichś kartek w stosunku do pani sędzi Gersdorf w obecności prezesa Izby Dyscyplinarnej, udał się na rozmowę do pani prezes Małgorzaty Gersdorf w celu wyjaśnienia. Pani profesor nie miała żadnych wątpliwości, że to jest materiał, który na pewno nie jest materiałem wiarygodnym - mówił Lewandowski.

21 prywatnych aktów oskarżenia i 25 pozwów cywilnych o ochronę dóbr osobistych
tvn24

"Tego wam nigdy nie zapomnę. Nigdy"

Prywatne akty oskarżenia i pozwy zapowiedzieli sędziowie Lasota i Radzik.

Michał Lasota i Przemysław Radzik - obaj są zastępcami rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych - 26 sierpnia opublikowali oświadczenie, w których podkreślili, że nie brali "udziału w jakichkolwiek działaniach spełniających znamiona dyskredytowania lub oczerniania sędziów".

"Podjęliśmy decyzję o wystąpieniu na drogę postępowania sądowego przeciwko podmiotom bezprawnie naruszającym nasze dobra osobiste, w tym cześć, honor i dobre imię" - poinformowali zastępcy rzecznika dyscyplinarnego SSP.

Lasota i Radzik uważają, że od ponad roku są celami "niespotykanego wcześniej ataku medialnego oraz ataku części środowisk sędziowskich". "Ataki te godzą w naszą godność oraz narażają każdego z nas na utratę zaufania niezbędnego do pełnienia urzędu sędziowskiego i wykonania funkcji Zastępców Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych" - napisali.

"Pełniąc służbę, zawsze kierowaliśmy się treścią ślubowania sędziowskiego i zasadami zawartymi w Zbiorze Zasad Etyki Sędziów i Asesorów Sądowych" - oświadczyli sędziowie Lasota i Radzik.

Sędzia Radzik 5 września zwrócił się do sądu z wnioskiem o zabezpieczenie - by sąd zabronił mediom, w tym TVN, pisania i mówienia o nim w związku ze sprawą hejtowania. W piątek 13 września Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił wniosek o zabezpieczenie, który zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów Przemysław Radzik skierował przeciwko TVN. Postanowienie sądu nie jest prawomocne.

- Moja matka płacze i wy macie to gdzieś. Tego wam nigdy nie zapomnę. Nigdy. Jako człowiek i jako sędzia. Nigdy - powiedział sędzia Radzik.

Dzień później sędzia Radzik na Twitterze odniósł się do swojej wypowiedzi dla reportera "Faktów" TVN.

"Ubolewam nad słowami, którymi posłużyłem się podczas wczorajszej wypowiedzi dla 'Fakty' TVN – 'Tego wam nigdy nie zapomnę (...) jako sędzia'. Były one nie na miejscu, wypowiedziane przez człowieka, który w danej chwili dał się pokierować emocjom" - napisał zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych.

ZOBACZ KOMUNIKAT RZECZNIKA DYSCYPLINARNEGO SĘDZIÓW SĄDÓW POWSZECHNYCH

CZYTAJ PEŁNE OŚWIADCZENIE SĘDZIEGO PRZEMYSŁAWA RADZIKA

CZYTAJ WIĘCEJ: Tak miała wyglądać zorganizowana akcja hejtu wobec sędziów

Sędzia Przemysław Radzik w rozmowie z reporterem "Faktów" TVN
Fakty TVN

"Dla mnie to była żona sędziego"

W korespondencji ujawnionej przez Onet i "Gazetę Wyborczą" pojawia się nazwisko dr Macieja Mitery, rzecznika prasowego nowej Krajowej Rady Sądownictwa. Mitera w "Rozmowie Piaseckiego" 28 sierpnia w TVN24 przyznał, że znał Emilię, ale "nigdy jej nie widział".

- Dla mnie to była żona sędziego. (...) Miała ze mną kontakt telefoniczny, otrzymała numer od swojego męża - tłumaczył. - Jak jeszcze nie byłem rzecznikiem, twierdziła, że załatwi mi wywiady - dodał.

Zapewnił, że Emilia "absolutnie" nie była zatrudniona w KRS. - Ani pani nie miała angażu, ani nawet złotówki pani nie ofiarowałem - mówił Mitera. - Z racji mojego zawodu, profesji, służby, jestem uczulony, że różne osoby próbują się - mówiąc kolokwialnie - przykleić. Taką osobą była też Emilia. Dzisiaj, mając już wiedzę, co się stało, uważam, że opatrzność, instynkt czy czerwona lampka - dobrze, że się świeciła - powiedział rzecznik nowej KRS. Zapewniał, że gdy kontaktował się z Emilią, "nie wiedział o jej hejterskiej działalności".

Wyjaśnienia sędziów w sprawie doniesień o hejcie

Pod koniec sierpnia sędzia Maciej Nawacki, członek nowej Krajowej Rady Sądownictwa złożył pisemne wyjaśnienia, które następnie opublikowano na stronie KRS.

"Nigdy nie uczestniczyłem w żadnej z grup, której celem było prowadzenie działalności spełniającej znamiona dyskredytowania lub oczerniania sędziów, nigdy nie uczestniczyłem w żadnej z grup z udziałem osoby o pseudonimie Emi, nie jest mi znana żadna grupa na jakimkolwiek komunikatorze, która zajmowałaby się tego rodzaju działalnością" - napisał Nawacki. Dodał, że nigdy nie poznał osobiście osoby o pseudonimie Emi, która według informacji mediów była zaangażowana w akcję organizowania hejtu wobec sędziów.

"Zamieszczone w mediach wydruki niewiadomego pochodzenia stanowią nieudolną próbę posłużenia się moimi danymi osobowymi. Służą wyłącznie dyskredytacji mojej działalności zawodowej" - podkreślił.

Nawacki napisał, że nigdy nie podejmował działalności w jakichkolwiek mediach społecznościowych, która "mogłaby zostać zakwalifikowana jako spełniająca znamiona dyskredytowania lub oczerniania sędziów".

"Nie miałem nigdy dostępu do dokumentów zawierających dane osobowe przetwarzane w Ministerstwie Sprawiedliwości, nie mogłem zatem udostępniać tego rodzaju dokumentów" - wskazał.

Sędzia Jarosław Dudzicz złożył wyjaśnienia w formie ustnej, na posiedzeniu.

"Nękanie pana sędziego Arkadiusza Cichockiego, manipulowanie jego świadomością"

Jak donosiła "Gazeta Wyborcza", Emilia na początku marca 2019 roku opublikowała na Twitterze zdjęcie przedstawiające nagiego mężczyznę z podpisem "Sędzia GLIWICE Arkadiusz Cichocki". Na fotografii nie było widać twarzy. Po kilkudziesięciu minutach wpis został usunięty z portalu społecznościowego. Wkrótce potem Cichocki złożył rezygnację, którą 13 marca przyjął minister Zbigniew Ziobro.

Na temat powiązania swojej dymisji ze zdjęciami sędzia nie chciał mówić, a pytających odsyłał do organów ścigania. Zawiadomienie w tej sprawie złożył do Prokuratury Regionalnej w Katowicach.

24 sierpnia dziennik "Fakt" poinformował, że sędzia Arkadiusz Cichocki miał płacić Emilii S., "która zajmowała się oczernianiem sędziów niechętnych PiS w internecie i za pomocą tradycyjnych anonimów".

26 sierpnia poinformowano, że Cichocki został odwołany przez ministra sprawiedliwości z delegacji do Sądu Apelacyjnego w Katowicach i powinien wrócić do pracy w Sądzie Okręgowym w Gliwicach.

Jak powiedział konferencji prasowej 6 września pełnomocnik sędziego Cichockiego - adwokat Piotr Urbanek - w jego ocenie z oświadczenia sędziego wynika, że Emilia S. co najmniej od listopada ubiegłego roku, a jeszcze przed tym, gdy media zaczęły od niej otrzymywać materiały, "zaczęła współdziałać z osobami trzecimi".

- To spowodowało całą lawinę zdarzeń, między innymi nękanie pana sędziego Arkadiusza Cichockiego, manipulowanie jego świadomością, a w końcu to spowodowało w sposób perfidny i zaplanowany kolejność publikacji na zmanipulowanych materiałach, które otworzyły aferę tak zwanej farmy trolli - stwierdził mecenas Urbanek.

Dodał, że w ocenie jego i sędziego Cichockiego, "nie można inaczej przyjąć tego ciągu zdarzeń niż jak świadome doprowadzanie pana sędziego Arkadiusza Cichockiego do sytuacji, w której byłby bezbronny, pozbawiony człowieczeństwa i godności zawodu, który wykonuje".

Podczas konferencji mecenas odtworzył nagranie, na którym sam sędzia Arkadiusz Cichocki nazwał "toksyczną" relację z Emilią "najgorszym błędem w życiu". Przyznał, że wspomagał Emilię S. finansowo "na życie, na różne prywatne sprawy, także na detoks", a kobieta po ujawnieniu ich relacji zaczęła go szantażować.

28 sierpnia przewodniczący nowej KRS sędzia Leszek Mazur poinformował, że prezes Naczelnego Sądu Administracyjnego wycofał delegację do Biura Krajowej Rady Sądownictwa sędziemu Tomaszowi Szmydtowi.

Jest prokuratorskie śledztwo w sprawie hejtu

Prokuratura Okręgowa w Warszawie poinformowała, że wszczęła śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień między innymi przez "funkcjonariuszy publicznych wykonujących funkcje w Ministerstwie Sprawiedliwości". Informację i zdjęcie zawiadomienia z prokuratury zamieściła na Twitterze rzeczniczka SLD Anna-Maria Żukowska, która złożyła zawiadomienie do prokuratury w sprawie afery hejterskiej.

"Otrzymałam od prokuratury zawiadomienie o wszczęciu śledztwa w sprawie #EmiGate #Piebiak-a" - napisała na Twitterze rzeczniczka Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Żukowska wyraziła nadzieję, że "w toku śledztwa zostaną wykryci wśród funkcjonariuszy publicznych" sprawcy "przekroczenia uprawnień oraz naruszenia ustawy o ochronie danych osobowych".

Wpisowi towarzyszy zdjęcie zawiadomienia przesłanego przez Prokuraturę Okręgową, w którym czytamy, że śledztwo zostało wszczęte postanowieniem z 21 sierpnia.

Sędziowie odmawiają stawienia się przed rzecznikami dyscypliny

W związku z doniesieniami o udziale rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych sędziego Piotra Schaba oraz jego zastępców sędziów Michała Lasoty i Przemysława Radzika, kilkoro sędziów odmówiło stanowienia się na ich wezwanie.

Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" Krystian Markiewicz wyjaśniał, że zdecydował nie stawiać się 12 września "na wezwanie rzeczników dyscyplinarnych (Piotra) Schaba, (Michała) Lasoty i (Przemysława) Radzika jako osób, które zostały wybrane w politycznej procedurze i – jak wynika z doniesień medialnych – uczestniczyły w grupie, która nękała mnie i moich najbliższych".

Według sędziego, rzecznicy dyscyplinarni "nie podjęli żadnych istotnych czynności dyscyplinarnych, zmierzających do wyjaśnienia tzw. 'afery hejtowania sędziów' w Ministerstwie Sprawiedliwości" ani też "nie złożyli przekonujących wyjaśnień w sprawie afery, w którą mieli być zaangażowani".

Do decyzji Markiewicza odniósł się 12 września rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych sędzia Piotr Schab.

W ślad za prezesem Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" poszli także sędziowie Bartłomiej Starosta i Monika Frąckowiak ze tego stowarzyszenia.

Sędzia Łukasz Piebiak, były wiceminister sprawiedliwości, który zrezygnował ze stanowiska w efekcie tak zwanej afery hejterskiej, miał wrócić do orzekania 6 grudnia. Jak jednak poinformował warszawski sąd okręgowy, sędzia nadal "przebywa na usprawiedliwionej nieobecności" i nie będzie orzekał do czerwca 2020 roku. Piebiak zaprzecza, jakoby uczestniczył w akcji dyskredytowania sędziów.

Rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych Piotr Schab wszczął postępowanie dyscyplinarne wobec warszawskiej sędzi Anny Bator-Ciesielskiej. Przedstawił jej pięć zarzutów. Chodzi między innymi o odmowę orzekania razem z zastępcami rzecznika Przemysławem Radzikiem i Michałem Lasotą. Schab chce skierować sprawę do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, choć wobec niej zapadło w czwartek orzeczenie SN, iż nie jest ona sądem w rozumieniu prawa unijnego i krajowego.

Zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów wszczął w piątek postępowanie dyscyplinarne i postawił zarzuty prezesowi Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" Krystianowi Markiewiczowi i czworgu innym sędziom. Zarzuty wobec nich dotyczą niestawiennictwa w charakterze świadka na wezwania rzecznika. Sędziowie nie stawili się przed rzecznikiem w związku z postępowaniem prowadzonym w sprawie "afery hejterskiej" w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Nie warto mówić o systemie losowego przydzielania spraw, tylko trzeba mówić o ministerialnym systemie przydziału spraw przez Zbigniewa Ziobrę - ocenił Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". Do sprawy wytoczonej przez Markiewicza ministrowi sprawiedliwości został wylosowany sędzia Krzysztof Świderski, wcześniej trzykrotnie został wyznaczony do spraw posłanki PiS Krystyny Pawłowicz.

To jest szpagat moralny w wykonaniu Krajowej Rady Sądownictwa - powiedział we "Wstajesz i wiesz" sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". Skomentował w ten sposób stanowisko nowej KRS w sprawie tak zwanej afery hejterskiej i sędziów, których nazwiska padają w tym kontekście w doniesieniach medialnych. - Dziwi mnie bardzo postawa kilku osób, które są w tej Radzie i które nie mają podobnych zarzutów - przyznał Przymusiński.

W dostępnych i analizowanych źródłach nie ujawniono wypowiedzi sędziów członków KRS, które pozwalałyby na sformułowanie wobec nich zarzutów naruszenia prawa, ślubowania sędziowskiego ani zasad etyki sędziowskiej - głosi przyjęte przez nową Krajową Radę Sądownictwa stanowisko. Analiza, której dotyczy to stanowisko, była prowadzona w związku z medialnymi doniesieniami o udziale członków Rady w akcji hejtu wobec sędziów.

Sędzia Anna Bator-Ciesielska, która nie chciała orzekać z sędziami zamieszanymi w aferę hejterską, ma kłopoty dyscyplinarne. Sąd Okręgowy zlecił kontrolę wizytatora w jej sprawie. Z dokumentu, do którego dotarł Michał Tracz wynika, że opinia wizytatora okazała się korzystna dla sędzi. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" składa zawiadomienie do prokuratury na pracowników Ministerstwa Sprawiedliwości, Krajowej Rady Sądownictwa i pracowników innych urzędów państwowych nękających sędziów - poinformowało stowarzyszenie. Zarząd Iustitii twierdzi, że "w ramach ministerstwa oraz innych urzędów centralnych działała zorganizowana grupa przestępcza".

Prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia" Krystian Markiewicz pozwał ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i pięciu sędziów, w tym Jakuba Iwańca, Arkadiusza Cichockiego oraz byłego wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka. Chodzi o sprawę tak zwanej afery hejterskiej w resorcie sprawiedliwości. - Jeśli pan minister nie umie sam wyciągnąć wniosków ze swoich błędów, musi mu o tym przypomnieć niezależny sąd - tłumaczył prezes Iustitii. Zbigniew Ziobro uważa natomiast, że "sędzia Markiewicz powinien w pierwszej kolejności pozwać samego siebie".

Wciąż nieznane są listy poparcia kandydatur do nowej KRS. Wiadomo jednak, że jedną z osób popierających Macieja Nawackiego jest on sam i w związku z tym pojawiają się wątpliwości, czy sędzia powinien w radzie zasiadać. Tomasz Rzymkowski rekomendował kandydaturę sędziego, ale reporterka "Czarno na białym" dotarła do dokumentu, który zawierał negatywną opinię o sędzim Nawackim, a którą polityk - wówczas Kukiz'15, dziś PiS - przemilczał.

Posłowie Platformy Obywatelskiej-Koalicji Obywatelskiej zapowiedzieli złożenie skargi do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego na decyzję Ministerstwa Sprawiedliwości o odmowie udzielenia dostępu do dokumentów w sprawie tak zwanej afery hejterskiej w resorcie. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro tłumaczył, że wniosek "obejmuje setki tysięcy dokumentów". - Jeżeli by im zależało, żeby dostać konkretne dokumenty, to sprecyzowaliby ten swój wniosek - zarzucił posłom PO-KO.

Rzecznik dyscyplinarny sędziów Piotr Schab przejął z Sądu Apelacyjnego w Katowicach sprawę sędziego Arkadiusza Cichockiego wszczętą po publikacji na temat grupy "Kasta" – dowiedział się portal tvn24.pl. Schab przejął też dwa inne postępowania z warszawskiego sądu okręgowego dotyczące sędziów Łukasza Piebiaka i Jakuba Iwańca.

Pod moją listą poparcia do KRS było jedno nazwisko z ministerstwa sprawiedliwości - poinformował w "Rozmowie Piaseckiego" w TVN24 członek prezydium i rzecznik prasowy nowej Krajowej Rady Sądownictwa sędzia Maciej Mitera. Nie chciał jednak zdradzić, kto to był. - Łukasz Piebiak? - dopytywał prowadzący. - Panie redaktorze, 25 nazwisk, chodziłem, prosiłem. Nie chcę tutaj różnicować - odparł sędzia Mitera.

Sędzia Michał Lasota, zastępca rzecznika dyscyplinarnego sędziów sądów powszechnych, który według doniesień medialnych miał brać udział w akcji dyskredytowania sędziów, zasiada w sobotę w komisji przeprowadzającej egzamin wstępny na aplikację adwokacką. Lasota konsekwentnie zaprzecza, jakoby miał jakikolwiek udział w aferze hejterskiej. Reporterka TVN24 próbowała porozmawiać z sędzią przed egzaminem.

Taką kastę stworzył PiS: ludzi, którzy mają być sędziami, ale nie kierują się dobrem publicznym, lecz dobrem partii politycznej - powiedział w piątek poseł PO Marcin Kierwiński, komentując ujawnione dzień wcześniej nagrania z rozmowy dotyczącej okoliczności zatrudnienia sędziego Tomasza Szmydta w nowej KRS. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ocenił, że cała sprawa to "burza w szklance wody".