Prokuratura: biegli nie znaleźli trotylu

27 czerwca 2013

Po niemal 2,5 godz. zakończyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, poświęcone katastrofie smoleńskiej. Wziął w nim udział prokurator generalny Andrzej Seremet. - Nie ma informacji, aby istniały jakiekolwiek twarde dowody na to, że strona zewnętrzna oddziałuje, czy manipuluje przebiegiem polskiego śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej - powiedział po posiedzeniu szef BBN Stanisław Koziej.

Jak przełożyć tezy raportu Millera na język zrozumiały dla przeciętnego obywatela? Liczący kilkaset stron dokument napisany urzędowym żargonem to lektura trudna, ale jedyna oficjalnie podsumowująca wydarzenia z kwietnia 2010 roku. Pomysłem na uproszczenie raportu mógłby być komiks - patent z powodzeniem zastosowany w USA po atakach 11 września.

- Jeśli można, to ja panią (Martę) Kaczyńską przepraszam za tę niezręczną wypowiedź, ale też apeluję, niech nie sugeruje, że państwo polskie odpowiada za zamach, którego nie było - powiedział w "Kawie na ławę" w TVN24 poseł PO Adam Szejnfeld, komentując wypowiedź partyjnego kolegi Andrzeja Halickiego. Ten ostatni stwierdził, że jeśli córka pary prezydenckiej "wierzy w zamach w Smoleńsku, to oznacza, że wyłudziła trzy miliony złotych, jakie otrzymała z tytułu ubezpieczenia za śmierć rodziców".

- Rozumiem emocje, ale proszę też o odrobinę wyrozumiałości wobec prokuratury, która każdego dnia, oprócz śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej, musi zmagać się z nieustanną presją ze strony opozycji - powiedział premier Donald Tusk. Odniósł się w ten sposób do zarzutów ze strony PiS, jakoby śledczy kłamali, mówiąc o wskazaniach detektorów, przy pomocy których badano szczątki tupolewa.

Polityka informacyjna prokuratury ws. śledztwa smoleńskiego jest fatalna - powiedział w "Faktach po Faktach" karnista Piotr Kruszyński. Zdaniem gen. Marka Dukaczewskiego, byłego szefa WSI, prokuratura powinna się posłużyć prostymi, żołnierskim słowami, żeby do ludzi dotrało, że nie było żadnego zamachu.

Artykuł "Rzeczpospolitej" o trotylu na tupolewie nie mijał się z prawdą - oświadczył Jarosław Kaczyński. I dlatego, jak powiedział, oczekuje, że ci, którzy podjęli decyzję o zwolnieniu autora publikacji Cezarego Gmyza, wycofają się z niej. W opinii prezesa PiS, to, co się stało, zagraża wolności słowa.

Na wraku samolotu Tu-154M 101 nie było trotylu ani żadnego innego materiału wybuchowego - oświadczyła w czwartek Naczelna Prokuratura Wojskowa. To reakcja na środowe, burzliwe posiedzenie sejmowej komisji w sprawie ewentualnej obecności śladów materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M. PiS zarzuciło prokuratorom, że kłamali, mówiąc o wskazaniach detektorów.

- Dziś wiemy, że na wraku tupolewa były cząstki TNT, które mogą oznaczać trotyl. Ale od stwierdzenia cząstek trotylu do sugerowania możliwości zamachu jest daleko - powiedział w "Jeden na jeden" w TVN24 minister Jarosław Gowin. Powtórzył też, że Naczelna Prokuratura Wojskowa powinna zostać zlikwidowana.

- Wcale się nie dziwię, że był tam trotyl - powiedział w "Kropce nad i" w TVN24 Ryszard Kalisz komentując środowe oświadczenie prokuratury, że na tupolewie wykryto cząstki TNT. Poseł SLD błędem nazwał jednak fakt, że badań wraku pod kątem obecności materiałów wybuchowych nie przeprowadzono dwa lata temu, tuż po katastrofie smoleńskiej.

- Prokuratura, która zapewne chce w gramach odliczać wszystkie racje i mieć absolutną pewność, nie wchodząc na pole aktywnej polityki informacyjnej, dostarcza szaleńcom argumentów - powiedział w "Faktach po Faktach" w TVN24 były premier i szef SLD Leszek Miller, komentując przebieg posiedzenia komisji sprawiedliwości i praw człowieka.

- Chce, żeby pan Kaczyński odpowiedział mi na pytanie: kto zamordował moją żonę - powiedział w "Tak jest" w TVN24 Paweł Deresz, mąż Jolanty Szymanek-Deresz, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. I dodał: - Idąc tropem pana Jarosława Kaczyńskiego, (moja żona) mogła zostać zamordowana albo mogli ją na lotnisku w Smoleńsku zastrzelić - stwierdził Deresz.

Burzliwe posiedzenie sejmowej komisji w sprawie ewentualnej obecności śladów materiałów wybuchowych na wraku Tu-154M. Wojskowi prokuratorzy przyznali na nim, że niektóre urządzenia biegłych badających wrak tupolewa w Smoleńsku wykryły cząsteczki trotylu. PiS zarzuca im, że kłamali 30 października, mówiąc o wskazaniach detektorów. Prokuratorzy zaprzeczają.

Sejmowa komisja sprawiedliwości i praw człowieka debatowała w środę po południu na temat ewentualnej obecności materiałów wybuchowych we wraku Tu-154 M. Posłowie wysłuchali wyjaśnień Wojskowej Prokuratury Okręgowej w tej sprawie. Sala, w której obradowali była tak mała, a chętnych do wzięcia udziału w posiedzeniu tak wielu, że były problemy z jego rozpoczęciem. Nie obyło się bez mocnych słów.

Ponad 250 próbek z wraku Tu-154m i gleby z miejsca katastrofy, które trafiły już do rąk polskich prokuratorów, są już w kraju. Zostały przetransportowane do Polski wojskowym samolotem. Wszystkie są nienaruszone. Sprawę powrotu samego wraku do Polski poruszył też w Brukseli Radosław Sikorski. Rozmawiał o tym z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem.

W grudniu próbki z wraku prezydenckiego tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, przyjadą do Polski - taką informację przekazał "Polityce" Prokurator Generalny Andrzej Seremet. Wcześniej o "finalizowaniu rozmów" w tej sprawie informowała Naczelna Prokuratura Wojskowa.

Rada nadzorcza Presspubliki, wydawcy "Rzeczpospolitej", ogłosi we wtorek konkurs na redaktora naczelnego tego tytułu. Do czasu jego rozstrzygnięcia pełniącym obowiązki naczelnego pozostanie Andrzej Talaga. Na stanowisko jego zastępcy powołany został Bartosz Węglarczyk, który równocześnie pozostaje naczelnym miesięcznika "Sukces".

"Rzeczpospolita" w sobotnim wydaniu umieściła specjalny dodatek zatytułowany "Cała prawda o trotylu", poświęcony artykułowi "Trotyl na wraku tupolewa". Głos zabrał w nim właściciel gazety Grzegorz Hajdarowicz. "Z uwagą i pokorą obserwuję rozwój sytuacji zapoczątkowany feralną publikacją w „Rzeczpospolitej" autorstwa Cezarego Gmyza. Uważam, że opinia publiczna powinna poznać wszystkie okoliczności tej sprawy" - przekonuje. Hajdarowicz pisze też na nowo dziennikarski kodeks zasad Dariusza Fikusa, dodając punkt, że wydawca ma prawo zażądać od dziennikarza ujawnienia źródeł redaktorowi naczelnemu.

- Rosjanie mają coś do ukrycia w sprawie katastrofy. Zrobili wiele, by pełna prawda nie ujrzała światła dziennego - powiedział w "Piaskiem po oczach" w TVN24 Adam Bielan. Bronił też wypowiedzi lidera PiS o tym, że w Smoleńsku doszło do "morderstwa". - Jeśli Kaczyński uważa, że w Smoleńsku doszło do zamachu, trudno, by takie poglądy utrzymywał w tajemnicy przed opinią publiczną - twierdzi.