Wydaje się, że podjął już decyzję, w jakim kierunku prowadzi Polskę. Nie ma wątpliwości, że sobota była dniem dla polskiego premiera łaskawym w wydarzenia: przemówienie, skrócona obecność na radzie krajowej PO, a potem tematy kuluarowych rozmów. To wszystko zdominował wyjazd premiera na szczyt do Paryża w sprawie Libii.
Wszyscy członkowie Platformy za sukces uznali zarówno fakt zaproszenia premiera na szczyt, jak i jego decyzję o braku zaangażowania w interwencje militarną. Opozycja była w tej sprawie z rządem zgodna. Przynajmniej do niedzieli, kiedy to głos zabrała b. szefowa MSZ Anna Fotyga (PiS).
Najpierw przypomniała o odwołaniu wizyty premiera Tuska w Londynie "bo namowy premiera Camerona do pozostania w świecie wartości świata zachodniego mogły być dla naszego pieszczocha krępujące" - jak to napisała. Pieszczoch to premier Tusk, wyżej zwany też "Donkiem", którego decyzję Anna Fotyga stawia tuż obok decyzji premiera Putina, który ostro skrytykował akcję w Libii.
Kuriozalna Fotyga
Suchej nitki na takiej wypowiedzi Fotygi nie pozostawił Longin Pastiusiak (SLD): "Kuriozalna. zadziwiająca, świadcząca o jej ignorancji". - Pani Fotyga niejako postawiła znak równości między stanowiskiem Polski i Rosji, podczas gdy zapomniała, że podobne stanowisko jak Rosja, zajęły Niemcy - mówił Pastusiak.
A uzasadnienie?- Jest to operacja lotnicza, a my nie mamy takich samolotów, które mogłyby uczestniczyć w tej operacji, bo nasze F-16, które mamy, których mamy nawet kilkadziesiąt, nie są przystosowane w chwili obecnej do takiej akcji militarnej - podkreślał poseł SLD.
W obecnej sytuacji politycznej (wybory parlamentarne) i społecznej (dziura budżetowa, niechęć Polaków do interwencji) takiej decyzji premiera Tuska trudno się dziwić.
Rezygnacja z wzięcia udziału w "Świcie Odysei" nie jest - zapewnia Andrzej Halicki (PO) - próbą redefiniowania polskiej polityki zagranicznej, bo "ona się opiera o te same pryncypialne zasady: ochrona praw człowieka, ochrona zasad demokratycznych i na końcu solidarność międzynarodowa".
Źródło: tvn24