Catherine Deneuve broni prawa mężczyzn do podrywania

Kultura i styl

Catherine Deneuve w 2011 roku na festiwalu w CannesGutek Film
wideo 2/8

Ikona francuskiego kina Catherine Deneuve jest jedną ze stu kobiet, które podpisały opublikowany we francuskim dzienniku "Le Monde" list, obwiniający akcję #MeToo o stworzenie "totalitarnego klimatu", który niesprawiedliwie karze mężczyzn za flirtowanie, infantylizuje kobiety i "podkopuje wolność seksualną".

Wielka gwiazda kina francuskiego Catherine Deneuve jest co prawda tylko jedną ze stu sławnych Francuzek krytykujących akcję #MeToo, ale to o niej mówi się i pisze najwięcej od momentu ukazania się listu. Może dlatego, że jest jedyną naprawdę wielką gwiazdą kina nad Sekwaną (a tych we Francji nie brakuje), która go podpisała.

Autorki listu przestrzegają przed "ślepą gorliwością", którą - ich zdaniem - wywołała afera Harveya Weinsteina. Przekonują, że mężczyźni powinni mieć "niezbędną swobodę uwodzenia kobiet" i oceniają, że akcja #MeToo zachęca do "nowego purytanizmu".

Wśród Francuzek, które podpisały się pod listem są oprócz Deneuve, między innymi: ceniona psycholog Sarah Chiche, krytyk sztuki Catherine Millet, aktorka i pisarka Catherine Robbe-Grillet, pisarka Peggy Sastre i popularna dziennikarka Abnousse Shalmani.

Autorki podkreślają, że istnieje wielka różnica między gwałtem, przemocą seksualną a podrywaniem, nawet jeśli czynione jest ono "nieporadnie lub w sposób ordynarny". Według nich obecnie wszystkie zachowania mężczyzn wobec kobiet zostały ze sobą zrównane i napiętnowane, co jest przejawem purytanizmu, na który się nie godzą.

Polowanie na czarownice?

Autorki listu nie negują potrzeby karania gwałcicieli i obnażania przypadków takich jak trwające latami molestowanie kobiet przez Harveya Weinsteina. Żal im jednak mężczyzn, którzy zostali "ukarani zbyt szybko i zbyt dotkliwie za narzucanie się kobietom, które ich nie chciały".

"Uzasadniony protest przeciwko przemocy seksualnej, której ofiarami są kobiety, przerodził się w polowanie na czarownice" - zauważają. I dodają: "Jako kobiety nie godzimy się na feminizm, który poza potępieniem nadużyć zyskuje twarz nienawiści do mężczyzn i seksualności".

Ich zdaniem akcja #MeToo wcale nie pomaga kobietom, a "służy interesom wrogów seksualnej wolności i religijnym ekstremistom". Autorki listu podkreślają, że ich głos to przejaw niezgody na próbę negowania "niezbędnego prawa do wolności seksualnej".

List wzbudził natychmiast gorący sprzeciw wśród czytelników "Le Monde". We Francji przedrukowały go i skomentowały niemal wszystkie tytuły prasowe. Głos zabrała szybko popularna Włoszka Asia Argento - aktorka, scenarzystka, reżyserka - jedna z z kobiet, które oskarżyły Weinsteina o napaść na tle seksualnym i przyczyniły się do usunięcia hollywoodzkiego potentata z branży. "Deneuve i inne kobiety podpisane pod tym listem mówią światu, jak ich wewnętrzna mizoginia dokonała lobotomii, do punktu, z którego nie ma powrotu"- napisała Argento.

List szeroko analizuje go też najsłynniejszy amerykański magazyn poświęcony show-biznesowi "Variety". Magazyn złośliwie zauważa, że we Francji, gdzie akcja #MeToo również została rozpropagowana, nie wybuchł po niej żaden skandal, który ujawniłby przestępstwa seksualne mężczyzn. Między wierszami komentarz sugeruje sporą swobodę obyczajową Francuzek. Dla nikogo, kto interesuje się kinem nie jest jednak tajemnicą, że w przeciwieństwie do hollywoodzkiego purytanizmu (wystarczy przypomnieć choćby obowiązujący niemal do końca lat 60. w Hollywood tzw. kodeks Haysa, dbający przesadnie o "obyczajność" na ekranie), kino francuskie od dekad nie ma zahamowań w pokazywaniu obyczajowej swobody.

Catherine Deneuve w filmie "Zupełnie Nowy testament"Gutek Film

Jaka kara dla Deneuve?

"Variety" przytacza także wywiad, w którym Deneuve przyznała, że mimo iż przez całe życie uważała się za silną, niezależną kobietę, nigdy nie była feministką, "głównie ze względu na brak czasu i niechęć do przynależności do jakiejkolwiek grupy". Otwarcie przyznała w nim także, że ​​dokonała aborcji, w czasie gdy była ona jeszcze nielegalna we Francji - w 1971 roku.

Catherine Deneuve może nie jest feministką, ale wielokrotnie zabierała głos na temat równych płac w branży dla kobiet i mężczyzn. "Variety" przytacza jedną z takich wypowiedzi, w której stwierdziła:- Tylko wpływowe kobiety mogą odważyć się zażądać takiej samej pensji jak ich partner. (...) W branży filmowej łatwiej jest zażądać tego Jennifer Lawrence niż nieznanej nikomu pannie X. Uważam za zupełnie normalne ubieganie się o taką samą pensję, jaka dostaje mężczyzną i to nie tylko w świecie filmu. Tymczasem wciąż jesteśmy daleko od tego i nie rozumiem dlaczego. Ta wypowiedź niczym nie różni się od tego, co mówią na temat zarobków w branży gwiazdy Hollywood.

Po opublikowaniu listu z podpisem pierwszej damy francuskiego kina komentarze internetowe, także w jej rodzinnym kraju, sugerują, iż gwiazda właśnie zakończyła swoją karierę w Hollywood. Sama aktorka powiedziała jednak kiedyś w jednym z wywiadów: - Kariera w Hollywood nigdy nie była moim głównym celem. Przede wszystkim czuje się związana z Europą i z Francją. Deneuve kończy w tym roku 75 lat. Nie jest to wiek, w którym karierę zawodową stawia się na pierwszym miejscu.

Francuzki krytycznie o "Me Too"tvn24

Autor: Justyna Kobus//kg / Źródło: AFP, "Variety", tvn24.pl

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock