Od strażaków dostaliśmy nagranie, które pokazuje, jak wyglądał ich dojazd na miejsce kolizji. Kierujący niechętnie tworzyli korytarz życia dla służb ratunkowych i porządkowych. Taka sytuacja zdarza się nie pierwszy raz. Zdaniem strażaków, kierowcy notorycznie "siadają sobie na zderzakach" i nie zostawiają miejsca na ewentualny korytarz ratunkowy. Tak było i tym razem. - Przez to później my, policja, pogotowie ratunkowe i służby porządkowe mamy problem, żeby dotrzeć szybko do miejsca wypadku - mówi nam Hubert Książek, dowódca zastępu z OSP Raszyn, który brał udział w środowej akcji na S8.
Na nagraniach, które otrzymaliśmy, widać też kierowców, którzy w ostatniej chwili zwalniali pas. Im bliżej miejsca kolizji, tym było ciaśniej.
"Kierowcy patrzą na czubek własnego nosa"
Jak opisuje w rozmowie z nami strażak, problemy z dojazdem są bardzo częste. - Ostatnio na trasie S2 powoli tworzył się korytarz. Po czym mijaliśmy kierowców, a oni z powrotem szybko wracali na swoje tory, nie zostawiając miejsca dla służby autostradowej - mówi. Mowa o pracownikach na przykład Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, która zajmuje się uprzątnięciem jezdni. Ale także kierujących holownikami, którzy zabierają uszkodzone pojazdy.
W środowej kolizji nie było poszkodowanych, ale gdy wiadomo, że w wypadku są ranni, liczy się każda minuta i każda sekunda. - Bo nigdy nie wiemy, w jak poważnym stanie taka osoba jest. Może wyglądać na to, że jest w porządku i mówi na przykład, że tylko boli ją głowa, a później się okazuje, że obrażenia są poważniejsze - zwraca uwagę strażak.
- Ręce opadają, jak ludzie czasami przez bezmyślność, a czasami nawet umyślnie nas nie puszczają. Ostatnio się spotkaliśmy z sytuacją, tak jak i dzisiaj, że kierowcy patrzą na czubek własnego nosa i nigdzie dalej. Próbowaliśmy zatrzymać ruch, żeby bezpiecznie przeprawić pracowników GDDKiA na drugą stronę jezdni. Jeden z kierowców nas otrąbił i wyklinał, twierdząc, że droga powinna być przejezdna, a my ją blokujemy - opowiedział Książek.