Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

Teatr WARSawy może stracić siedzibę. Dziwna sytuacja w radzie miasta

Warszawa


Niemal 20 lat istnieje na kulturalnej mapie stolicy Teatr Konsekwentny (obecnie: Teatr WARSawy) i konsekwentnie zmaga się z problemami lokalowymi. Rozwiązaniem miała być wymiana nieruchomości między miastem a deweloperem, który dziś wynajmuje artystom dawne kino Wars. Ale dopinana od kilku lat transakcja wciąż nie doszła do skutku – utknęła w Radzie Warszawy. Nikt nie wie, dlaczego.

Historia Konsekwentnego to tułaczka. Od 1997 teatr mieścił się w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki, Teatrze Staromiejskim, Starej Prochowni, dawnej fabryce Konesera, gościnie występował w teatrach Na Woli, Nowym czy Studio. Wreszcie w 2013 zawinął na Rynek Nowego Miasta. Przestrzeń po zamkniętym kinie Wars idealnie nadawała się na teatr, choć wymagała ogromu pracy i pieniędzy. Zespołu to nie przeraziło, zakasali rękawy i wzięli się do pracy.

Kamienica za działkę

- Odgrzebaliśmy to miejsce z gruzów. Cztery lata temu, wszystko było w strasznym stanie. Wszystkie remonty przeprowadziliśmy z funduszy własnych stowarzyszenia – mówi Adam Sajnuk, reżyser, założyciel i lider teatru Konsekwentnego, który w nowej lokalizacji przemianowano na teatr WARSawy.

Ruch z nazwą nieco ryzykowny, ale potwierdzający, że zespół traktował to miejsce jak swój dom na długie lata. Miał ku temu podstawy, bo miasto negocjowało z właścicielem kamienicy wymianę nieruchomości. Deklarowało, że pod adresem Rynek Nowego Miasta 7 ma być zachowana funkcja kulturalna.

- Od 2009 roku procedowaliśmy zamianę budynku przy Rynku Nowego Miasta na inną nieruchomość miejską. Miasto przedłożyło lokalizacje, które mogły wchodzić w grę. Spółka wyraziła zainteresowanie terenem na rogu ulic Długiej i Bohaterów Getta – to miejsce, które przed wojną zajmował częściowo Pasaż Simonsa – przypomina Monika Sarnecka, pełnomocnik Serenusa, spółki zależnej od BBI Development, prowadzącej inwestycję.

Wizualizacje budynku, który miał stanąć obok Arsenału, pokazaliśmy na tvnwarszawa.pl już siedem lat temu.

- Następnie na zlecenie Biura Gospodarki Nieruchomościami dokonano operatów szacunkowych obu nieruchomości. Naszym zdaniem odbyło się to z dużym przewartościowaniem miejskiej nieruchomości i niedoszacowaniem naszej. Mimo to, zgodziliśmy się, podpisaliśmy umowę i sprawy szły w dobrą stronę – opowiada Sarnecka.

Zaskakująca wolta radnych

Na transakcję musiała się jednak zgodzić jeszcze Rada Warszawy. Z niewiadomych przyczyn nie podjęła jednak takiej uchwały. Za to, ku zaskoczeniu spółki, teatru, ale też samych radnych, sprawa pojawiła się niespodziewanie na majowej sesji. W zaproponowanym tekście stanowiska nie było już mowy o "wymianie" lecz o "nabyciu " budynku.

- Dlaczego jest to aż tak pilne, że w takim trybie to jest zgłaszane? Jakie są okoliczności zewnętrzne, które sprawiają, że nie możemy tego zrobić w normalnym trybie? – dopytywał radny Dariusz Figura z PiS.

Zdziwienia nie krył też radny niezależny Piotr Guział, który dowodził, że dzień wcześniej temat był poruszony na komisji kultury, ale "o żadnym stanowisku nikt nie mówił. Co się wydarzyło pomiędzy godziną 16 w dniu wczorajszym a 10 rano w dniu dzisiejszym (…) że tak nagle powstaje projekt stanowiska?" – dopytywał Guział. Przypomniał, że dwa miesiące wcześniej była mowa o wymianie nieruchomości, ale projekt uchwały został zdjęty z porządku obrad.

Odpowiedzi przewodniczącej komisji kultury, radnej Małgorzaty Zakrzewskiej z PO były ogólnikowe, nie wyjaśniały żadnego aspektu sprawy. Mimo to, wszystkich 54 radnych poparło zgłoszone przez nią stanowisko. Tyle, że w praktyce nie miało ono większego znaczenia. Po pierwsze, to tylko opinia radnych - praktyczne skutki miałaby uchwała, ale tej nie podjęto. Po drugie, od kilku lat negocjowano wymianę nieruchomości, a nie jej kupno. - Rada Warszawy przyjęła stanowisko, że chce kupić, ale nie zapytała właściciela, czy chce sprzedać – zauważa celnie Adam Sajnuk.

O przyczynę tej wolty chcieliśmy zapytać radną Zakrzewską, ale nie widziała potrzeby rozmowy z nami. Za pośrednictwem urzędniczki biura rady przekazała tylko… że nie ma nic do przekazania. – Trwają rozmowy, na tę chwilę nie ma wyników, którymi można by się pochwalić – powiedziała, a po szczegóły odesłała do Tomasz Thun-Janowskiego, dyrektora Biura Kultury.

Hojność ratusza, litość dewelopera

- Porozumienie jest podpisane, nie udała się zamiana, na którą zgodę musi wydać rada miasta, a ona nie zajęła się tą sprawą. Biuro Kultury nie jest stroną tej umowy. Teatr WARSawy jest organizacją pozarządową, której miasto nie zapewnia siedziby, bo nie jest teatrem, który byłby instytucją miasta stołecznego Warszawy. Naszym instytucjom jesteśmy zobowiązani zapewnić siedziby, organizacjom pozarządowym nie – odpowiada Thun-Janowski.

Jak tłumaczy, Biuro Kultury może finansować bieżącą działalność teatru i to robi. Ostatnie wnioski o granty dla grupy Sajnuka zostały ocenione bardzo wysoko i pozwoliły jej zdobyć w sumie ok. 2,5 mln złotych na najbliższe trzy lata. Jednak nierozwiązany problem lokalowy co kilka miesięcy doprowadza do kryzysu. Po majowej wolcie radnych, zniecierpliwiony deweloper wymówił teatrowi umowę i zawisło nad nim widmo przymusowej wyprowadzki. Ostatecznie znów się zlitował i zgodził na przedłużenie umowy. Teatr złapał oddech, w repertuarze pojawiło się kilka pozycji, a nawet jedna premiera.

- Do pewnego stopnia to co robią, to mecenat. Czynsz w takiej lokalizacji za taki metraż jest symboliczny. Oczywiście dla niezależnego teatru to są spore pieniądze, które musimy zarobić na biletach. Ale znam stawki w okolicy, więc wiem, że to są preferencyjne warunki – przyznaje Adam Sajnuk. - Ale w którymś momencie cierpliwość BBI się skończy, będzie chciało czerpać większe korzyści z budynku, otworzy się tam bank albo restauracja. Byłaby wielka szkoda, bo na Starówce naprawdę nic się nie dzieje, jeśli chodzi o kulturę. To jest bufet dla turystów – twierdzi reżyser.

"Chodzi o odzyskanie budynku"

Dlatego zależy mu, aby pozostać ze swoim teatrem na Nowym Mieście. - Cały sprzęt, który zgromadziliśmy - nagłośnienie, oświetlenie, widownie, rampy, kurtyny - jest nasz. W zasadzie moglibyśmy wejść w każdą inną, pustą przestrzeń i robić tam teatr. Gorzej z przeniesieniem widzów. Przyzwyczajanie ludzi, że jesteśmy tam nie tu rokiem ciężkiej pracy. Szczerze mówiąc, nie wiem czy mi się chce to powtarzać – żali się Sajnuk.

Zapewnia, że do dziś nie uzyskał informacji, z jakich powodów rada miasta zamroziła planowaną od lat transakcję. - To transparenta historia. Chodzi o odzyskanie budynku, nie o stratę – przeciwieństwo spraw reprywatyzacyjnych, które ostatnio ciągną się za miastem – podsumowuje nasz rozmówca.

Na deski teatru WARSawy wracają "Zaklęte Rewiry":

"Zaklęte Rewiry" Teatru Konsekwentnego
Dawid Krysztofiński / tvnwarszawa.pl

Piotr Bakalarski