- O ile moda na bieganie trwa od lat, to boom na kluby biegowe dopiero się zaczyna.
- Po treningu biegacze i biegaczki integrują się, idą na kawę czy na śniadania, albo po prostu rozciągają się i rozmawiają. Ale zdarzają się nawet imprezy z didżejem. - Każdy nastawiony jest na ten czas po biegu - mówią.
- Składy klubów są bardzo zróżnicowane - jest grupa kobieca, dla początkujących, jak i ekipa zrzeszająca katolików.
- Dużo osób zaczyna biegać dla statusu, żeby zaopiekować potrzebę przynależności - mówi Paweł Machowski, autor Coffee Run Podcastu.
- Z roku na rok popularność biegania w Warszawie rośnie. Na mecie tegorocznego Półmaratonu Warszawskiego zameldowało się ponad 22 tysiące biegaczy.
Podczas gdy niektórzy spotykają się w barach, kawiarniach czy "na schodkach", oni chodzą razem pobiegać. Można zauważyć ich w parkach, na stadionach lub nad Wisłą. Ich znakami rozpoznawczymi są sportowe okulary, buty na coraz grubszych podeszwach i flagi na czele grupy.
Ostatnio kolejny raz wpadłem na dużą grupę biegaczy. Zdziwiłem się, bo tego dnia nie odbywała się żadna oficjalna impreza biegowa. Później znalazłem ich w mediach społecznościowych. Żeby zrozumieć, czym są kluby biegowe, wybrałem się na trening.
Rozgrzewka
Sobota, godzina 10, zbiórka na Polu Mokotowskim. Już z daleka widzę dużą grupę rozgrzewających się osób. Z daleka słychać też energiczną muzykę puszczaną z głośnika położonego na jednej z ławek. Witam się z organizatorami i dołączam do reszty. Na oko jest około 200 osób.
- Jesteśmy pierwszy raz, namówiła nas koleżanka - mówi Zosia. - Chcemy połączyć przyjemne z pożytecznym, spędzić czas z koleżankami i pobiegać. Główną motywacją jest darmowa kawa po treningu. Bardziej traktuję to jako spotkanie towarzyskie niż ćwiczenia per se - dodaje.
Dłuższy staż klubowy ma jej koleżanka. - Już dwa lata chodzę na spotkania klubu. Kiedy się przychodzi samemu, wcale nie jest tak łatwo poznać nowych ludzi, bo dużo osób pojawia się w grupkach - zauważa Mania. - Pewnie łatwiej jest osobom bardziej ekstrawertycznym. Zdecydowanie lepiej jest przyjść już z kimś, żeby lepiej się zintegrować.
Rozmowę przerywają nam organizatorzy, którzy przez megafon rozpoczynają rozgrzewkę. Wyznaczają trasę pomiędzy kilkoma drzewami, pokazują kolejne ćwiczenia. Po około 15 minutach wymachów, wykroków i skipów wszyscy są już gotowi do biegu.
Trening
Organizatorzy dzielą uczestników na dwie grupy. Jedna pobiegnie pięć kilometrów, druga połowę tego dystansu. Trasa to dwuipółkilometrowa pętla przez Pole Mokotowskie.
Na przodzie grupy biegną organizatorzy z flagami klubu. Po chwili cała ekipa rozciąga się w imponujący sznur biegaczek i biegaczy. Podbiegam do grupki pięciu osób.
- Przychodzę od października. Przez kilka lat biegałem sam, bo moi znajomi nie lubią tego robić. Szukałem jakiegoś klubu, żeby trenować z innymi - mówi Artur, dwudziestokilkulatek w koszulce jednego z biegów z przeszkodami.
- Przyszłam z koleżanką z liceum, ale na miejscu poznałam też dużo nowych osób - wskazuje na Artura Sara. - Megafajna okazja, żeby zdobyć znajomych. Wróciłam do biegania po dwóch latach przerw i grupa daje mi do tego motywację - dodaje.
Kawa
Po 26 minutach kończymy pięć kilometrów. Na koniec wszyscy zbijają piątki i gratulują sobie. Osoby, które przybiegły pierwsze, wyglądają na niezmęczone, na twarzach kolejnych widać pot i wyczerpanie. Trening trwał niecałą godzinę.
Teraz pora na tę drugą, zdaniem organizatorów, ważniejszą część. Wszyscy idą po obiecaną, darmową, mrożoną kawę.
- Kiedy zaczynaliśmy organizować treningi, ludzie nie do końca kumali, o co chodzi z tym running clubem. Chwilę nam zajęło wyjaśnienie, że oczywiście z jednej strony bieganie, ale głównie chodzi o kontakt z innymi. Sam widzisz, chwilę pobiegaliśmy, a teraz kilka godzin będziemy siedzieć, jeść, pić kawę i rozmawiać - opowiada Michał Mróz, jeden z założycieli Social Running Club.
- Wcześniej sam biegałem w typowym klubie treningowym. Tam to wyglądało tak, że kończyliśmy ćwiczenia i "cześć, widzimy się na następnym treningu". Tutaj każdy nastawiony jest na ten czas po biegu, na to, żeby on był dobrze spędzony. Organizujemy różne rzeczy. Czasami jest to śniadanie z kawą, innym razem poranna impreza z didżejem albo turniej siatkówki - dodaje.
Rozmowa
Część osób po zakończonym biegu wraca do domu, ale wielu biegaczy i biegaczek zostaje. Niektórzy jedzą śniadanie w pobliskiej restauracji, inni relaksują się na ławkach albo rozciągają po wysiłku.
Wśród rozmów słychać wymianę biegowych doświadczeń, dzielenie się poradami, relacjonowanie codziennych spraw. Niektórzy znają się od dawna i przyszli w swoim towarzystwie. Inni poznali się chwilę wcześniej na treningu.
Początki
Teraz mogę na spokojnie porozmawiać z organizatorami klubu. To trzej koledzy w wieku od 20 do 30 lat. Rozpoczęli dokładnie rok temu.
- Na pierwszym spotkaniu było około 20 uczestników. Głównie byli to znajomi i osoby, które przyjechały z zagranicy na wymianę studencką w Szkole Głównej Handlowej. To we współpracy z nią organizowaliśmy pierwszy bieg. Później pocztą pantoflową się rozeszło i z każdym biegiem przychodziło coraz więcej osób - wspomina Michał Mróz.
Zyski
Uczestnictwo w treningach i wydarzeniach jest darmowe. Organizatorzy nie pobierają składek. Członkostwo jest zresztą czysto umowne. - To co wy z tego w ogóle macie? - pytam wprost Michała.
- W sensie materialnym na razie mamy z tego niewiele. Udało nam się teraz nawiązać współpracę z jedną marką, czasami dostaniemy jakieś ciuchy - odpowiada. - Generalnie chodzi o zbudowanie społeczności. Udało nam się zorganizować nasz pierwszy wyjazd do Portugalii. Aktywnie spędzaliśmy czas: biegaliśmy, surfowaliśmy, jeździliśmy na rowerach. Stworzyliśmy własną markę ubrań sportowych i nasi członkowie chętnie kupują koszulki. Z samych wydarzeń nie czerpiemy żadnych zysków, robimy to pro bono - kontynuuje.
Inspiracje
Obserwatorem warszawskiego środowiska biegowego, założycielem innego klubu i autorem Coffee Run Podcastu jest Paweł Machowski. Pytam go, skąd się wzięła ta moda.
- Mogę nieskromnie przyznać, że w Warszawie byłem jednym z prekursorów tego rodzaju aktywności. Kiedy w 2022 roku rozpoczynałem zajęcia w ramach Coffee Run Club, był on jednym z pierwszych - chwali się Paweł.
- Sama nazwa czerpie z tradycji kolarskiej. Takie spotkania bez założonych zadań treningowych istnieją od dawna i nazywają się coffee ride. Rowerzyści jeżdżą razem, często zatrzymują się właśnie na kawę. Zainspirowałem się nimi i wymyśliłem, żeby zorganizować bieganie zakończone wspólnym śniadaniem. Sam pomysł nie jest niczym przełomowym. Takie spotkania są organizowane w różnych miastach świata od dawien dawna - dodaje.
Poziom
Szukając grupy, z którą pójdę na trening, znalazłem około dziesięciu ekip: tylko dla kobiet, dla początkujących, angielsko- i ukraińskojęzyczne. Powstała nawet grupa dla katolików o nazwie Pray and Run (módl się i biegnij).
Paweł Machowski zapewnia, że przekrój osób przychodzących na treningi jest szeroki, łączy je to, że "po prostu regularnie biegają". - Nazwijmy to poziomem średniozaawansowanym plus. Dla kogoś, kto nigdy wcześniej nie biegał, nasze spotkania mogą być wyzwaniem. Biegnąc non stop i przy tym rozmawiając, mogą złapać zadyszkę - przyznaje.
Kultura
Z roku na rok rośnie liczba uczestników, a także tych, którym udało się ukończyć oficjalne biegi w Warszawie. W 2024 roku do mety Półmaratonu Warszawskiego dobiegło 13 431 osób. W tym roku ta liczba wyniosła 22 494 biegaczy i biegaczek.
W przypadku Maratonu Warszawskiego w 2024 roku rywalizację ukończyło 7079 uczestników i uczestniczek, a już rok później udało się to 9544 startującym.
Pakiety na tegoroczny Bieg Konstytucji 3 Maja wyprzedały się w połowie kwietnia. Oznacza to, że swoich sił spróbuje blisko siedem tysięcy osób.
- W Warszawie już dziesięć lat temu było wiele oficjalnych biegów. Natomiast dużo mniej rozwinięta była kultura i lifestyle'owa otoczka biegania. Wtedy biegało się raczej na poważnie. Kładło się nacisk na ćwiczenia, plany treningowe, współpracę z trenerami. Bieganie było zdominowane przez facetów po trzydziestce - zauważa Machowski.
- Dziś jest więcej osób, które do biegania podchodzą w sposób mniej napięty, a bardziej nastawiając się na celebrowanie aktywnego spędzania czasu. Równolegle biegi organizowane w stolicy bardzo się sprofesjonalizowały i stały zawodami na europejskim poziomie - dodaje.
Styl
Zjawisko szybko dogonił rynek, który zarzucono kolejnymi modelami butów i mnóstwem biegowych gadżetów.
- Bieganie jest częścią miejskiego stylu życia. Bardzo się zestetyzowało - mówi Paweł. Według niego, dużo osób "zaczyna biegać dla statusu, żeby zaopiekować potrzebę przynależności". - Pewnie z czasem się to wypali - przypuszcza. Ale na razie "żre", co widać w ilości kontentu na Instagramie czy TikToku.