Od końca lipca strażacy w Grecji walczyli z falą pożarów związaną z ekstremalnym upałem i suszą. Wśród najbardziej dotkniętych miejsc znalazły się Attyka i Beocja, gdzie żywioł pochłonął około 35 600 hektarów terenu. W środę strażacy poinformowali o poprawie sytuacji pożarowej w regionie, jednak nie ma mowy o końcu zagrożenia.
- Od samego rana śmigłowce zrzucają wodę tam, gdzie widać jeszcze pojedyncze ogniska dymu - relacjonowała z miejscowości Psatha niedaleko Aten reporterka TVN24 Marta Ulatowska-Jesse.
>>> CZYTAJ TAKŻE: 41 stopni w wyliczeniach modeli. Niewykluczone pobicie rekordu
Pożary w Grecji. "Zabieram najpotrzebniejsze rzeczy"
W miejscach dotkniętych przez pożary rozpoczęło się liczenie strat. Ogień zniszczył nie tylko tysiące hektarów roślinności, lecz także mieszkania i gospodarstwa domowe. Wiele osób po powrocie do domów zastało zgliszcza.
- Ramy okien były zrobione z aluminium, części drzwi też, i one dosłownie wyparowały. To niewiarygodne, jak niszcząca jest siła ognia. Ewakuuję się i zabieram najpotrzebniejsze rzeczy - opowiadał jeden z mieszkańców Psathy.
Jak opisywała Ulatowska-Jesse, okolice miasta przypominają sceny z filmu katastroficznego. Na wzgórzach widać tysiące zwęglonych drzew. Lokalni mieszkańcy z rozpaczą opowiadają o tym, co spotkało ich miasto. - Przez 10 lat będę patrzył na ten krajobraz, na ten martwy krajobraz - opowiadał w rozmowie z agencją Reuters 68-letni Aimilios Ioannidis, mieszkaniec Psathy.
Pomimo poprawy sytuacji zagrożenie pożarowe w Grecji nadal jest bardzo wysokie. Portal ekathimerini.com poinformował, że w środę w pobliżu miasta Koropi niedaleko Aten wybuchł pożar niskiej roślinności. Na miejsce skierowano kilkudziesięciu strażaków, cztery helikoptery i dwa śmigłowce zrzucające wodę.