W związku z dużym zlodzeniem Bałtyku władze Estonii wytyczyły w pierwszej połowie lutego na morzu pierwszą drogę lodową, łączącą wyspy Hiuma i Sarema. Trasa ta ma długość 17 kilometrów i jest oznaczona znakami drogowymi oraz gałązkami jałowca. Stanowi niezbędne połączenie między wyspami w czasie, gdy kursy promów są zawieszone z powodu złej pogody.
Lodową drogą przejechali nasi dziennikarze - reporter TVN24 Artur Molęda oraz prezenter i synoptyk tvnmeteo.pl Tomasz Wasilewski. - Pierwszą zasadą bezpieczeństwa są odpięte pasy bezpieczeństwa. To w razie, gdyby lód pękł i trzeba byłoby szybko wydostać się z auta - relacjonował przejazd pierwszy z nich.
Wasilewski tłumaczył natomiast, że po zamarzniętym Bałtyku można jechać w dwóch zakresach prędkości: 10-25 lub 40-70 kilometrów na godzinę. - Inna prędkość, jak obliczyli znawcy takiej pokrywy lodowej, powoduje drgania, które są groźne dla lodu. Wtedy może łatwiej pękać i się osłabiać - powiedział.
Przekazał też, że grubość lodowej drogi wynosi około 30-40 centymetrów. - Taka sytuacja, że cały odcinek między Hiumą a Saremą, wynoszący 17 kilometrów zamarza, zdarza się raz na kilka czy kilkanaście lat. Ostatnio było to w 2018 roku - dodał Wasilewski.
Drogi lodowe w Estonii
W Estonii jest kilkadziesiąt kilometrów szlaków wyznaczonych na wodach przybrzeżnych oraz między wyspami na Bałtyku, które przy sprzyjających warunkach mogą służyć jako drogi lodowe. Przeprawy zimowe dla samochodów są otwierane, gdy lód ma około 20-25 centymetrów grubości.
W tym roku, mimo sprzyjających zimowych warunków - otwarto tylko jedną lodową drogę - między innymi z powodu braku funduszy.
Autorka/Autor: Kamila Grenczyn /akw
Źródło: TVN24, Reuters
Źródło zdjęcia głównego: TVN24