Jak poinformował w poniedziałek nasz synoptyk Damian Zdonek, we wtorek w drugiej części dnia na zachodzie spodziewane są lokalnie opady deszczu. Na ogół będą one niewielkie, rzędu 1-2 litrów na metr kwadratowy, choć miejscami może spaść do pięciu litrów na metr kwadratowy. Spoglądając we wtorek rano na radar opadowy, można jednak odnieść wrażenie, że na zachodzie i południu tworzą się zwarte strefy opadowe. Tak jednak nie jest, a nasz synoptyk Tomasz Wakszyński wyjaśnia, z czego wynika rozbieżność między mapą a rzeczywistością.
Co za tym stoi
Chcąc dowiedzieć się, czy będzie padać, najwięcej osób korzysta ze zobrazowań radarowych pokazujących odbiciowość maksymalną (CMAX). Jest to powiązana z natężeniem opadu wielkość mierzona przez radary meteorologiczne. Pokazuje ona maksymalne odbicie od kropel chmurowych lub deszczowych w całej pionowej kolumnie atmosfery nad danym punktem na mapie. Uwzględnia nie tylko wodę dochodzącą do powierzchni Ziemi, lecz także tę, która występuje w chmurach na wyższych wysokościach.
Jak tłumaczy Wakszyński, we wtorek nad Polską rozwinęło się dużo chmur altostratus - średnich chmur warstwowych, występujących na wysokości od dwóch do pięciu kilometrów. To właśnie one dają najsilniejszy sygnał, który prezentowany jest na mapie odbiciowości. Wysokie wartości CMAX mogą mylić na przykład w okolicach Warszawy.
Wakszyński dodał, że w Polsce przydałyby się długotrwałe, najlepiej jednostajne opady, ponieważ rośliny znajdują się w kluczowym momencie wegetacji i potrzebują wody. Marzec i pierwsza połowa kwietnia były w większości Polski bardzo suche - w Warszawie zanotowano w tym okresie tylko trzy dni z opadem powyżej jednego litra na metr kwadratowy.
Źródło: tvnmeteo.pl
Źródło zdjęcia głównego: AdobeStock