Podczas trwającej kilka dni rozprawy przesłuchano ponad 20 świadków. Sędzia opierając się na ich zeznaniach, podkreślał w uzasadnieniu do wyroku, że faktem jest, iż w stowarzyszeniu istniały zaległości i szereg nieuregulowanych zobowiązań i nie były to sytuacje jednostkowe, a częsta praktyka.
Nie kłamał, nie agitował
Sąd Apelacyjny podzielił stanowisko Sądu Okręgowego, nie uznając wypowiedzi i zachowań Tanajny za materiały wyborcze. Nie uznał także za agitację wyborczą wypowiedzi byłego działacza PO, opublikowanej na łamach wrześniowego numeru tygodnika "Wprost", w której była mowa m.in. o tym, że "w Ruchu obowiązuje zasada 50 na 50. Gdy jakaś firma upomina się o pieniądze, pada propozycja: możemy wam zapłacić albo połowę, albo wcale. Niektórzy nawet i na to nie mogą liczyć".
Odnosząc się do stwierdzenia Tanajny, że Ruch działa "jak organizacja mafijna" sąd zaznaczył, że może ono być kwestionowane, ale nie w trybie wyborczym, tylko zwykłym, ponieważ jest to ocena i "nie podlega ono kryterium prawdy i fałszu".
Wniosek dotyczył także zdarzenia, które miało miejsce na konferencji zorganizowanej we wrześniu przez Palikota przed siedzibą SLD, gdzie kilka osób - wśród nich Tanajno - próbowało zakłócić jego wystąpienie. Niektóre krzyczały: "Oddaj kasę! Oddaj kasę!". Jak wyjaśniały, domagały się zapłaty ponad 30 tys. zł za przeprowadzone prace remontowe w jednym z biur jego ugrupowania.
Chcieli przeprosin i sprostowania
Źródło: tvn24.pl