"Kłócili się". Minister Brudziński tłumaczy, dlaczego manifestanci zostali spisani

TVN24

Joachim Brudziński był gościem "Faktów po Faktach"tvn24
wideo 2/3

Biorę pełną odpowiedzialność za działania policji, również za czasów mojego poprzednika Mariusza Błaszczaka - mówił Joachim Brudziński w "Faktach po Faktach". Pytany o legitymowanie zielonogórskich demonstrantów, szef MSWiA odpowiedział, że zgromadzenie było niezgłoszone, a demonstranci kłócili się między sobą.

Portal OKO.press dotarł do informacji na temat przeprowadzonej w trakcie ubiegłorocznych protestów policyjnej operacji "Sejm" i kilku jej podoperacji. W ramach tych działań policjanci pilnowali parlamentu, Pałacu Prezydenckiego i siedziby telewizji publicznej. Wśród zmobilizowanych funkcjonariuszy byli także członkowie wydziałów do walki z terrorem kryminalnym i zabójstw, z cyberprzestępczością i z wywiadu kryminalnego.

W lipcu zeszłego roku w wielu miastach Polski odbywały się masowe protesty przeciwko zmianom w sądownictwie. Demonstrujący domagali się między innymi zawetowania przez prezydenta ustaw autorstwa PiS.

W ramach akcji - jak podaje portal - policyjni tajniacy mieli obserwować jeden z lokali na warszawskim Muranowie, gdzie przedstawiciele partyjnych młodzieżówek, między innymi Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Sojuszu Lewicy Demokratycznej - zjednoczeni jako Demokratyczny Front Młodych - spotkali się z muzykiem Zbigniewem Hołdysem. Na spotkaniu mieli dyskutować o sytuacji w kraju.

"Biorę odpowiedzialność za działania policji"

Joachim Brudziński, który był gościem "Faktów po Faktach" TVN24, został zapytany o tę sprawę. - Mogę zapewnić panią redaktor, a przede wszystkim telewidzów, że policja podejmując te działania - bo też biorę odpowiedzialność za działania policji za mojego znakomitego poprzednika pana ministra Mariusza Błaszczaka - poruszała się w obrębie tych samych regulacji prawnych, w jakich poruszała się w latach poprzednich - odpowiedział.

Podkreślił, że działania policji "miały charakter zabezpieczający i rozpoznawczy, a nie operacyjny w rozumieniu żargonu policyjnego".

- Jak rozumiem, te działania były owocem tego wszystkiego, czego doświadczyliśmy jako społeczeństwo, jako obywatele w grudniu 2016 roku - powiedział szef MSWiA. - Mówię o tak zwanym puczu, który miał miejsce przed Sejmem w grudniu 2016 roku.

- Policja nie jest po to, żeby inwigilować, tylko zapewniać bezpieczeństwo. Każdy, kto chce dziś w Polsce demonstrować, ma do tego prawo – dodał.

Brudziński: policja obserwowała młodych ludzi, żeby manifestacje miały charakter pokojowy

Brudziński podkreślił, że policja obserwowała część osób manifestujących "po to, żeby te demonstracje miały rzeczywiście przebieg pokojowy, żeby nie doszło do takich zdarzeń, do jakich doszło w grudniu".

- Celnie pani zauważa, że dokładnie artykuł 57. konstytucji mówi, że obywatele mają święte i niezbywalne prawo do manifestacji, zgromadzeń i uczestnictwa w nich, ale o charakterze pokojowym - dodał.

- Być może, gdybym miał mieć pretensje o coś do policji, której chciałbym serdecznie podziękować za profesjonalizm, stalowe nerwy i za to, jak policjanci potrafią w sposób pokojowy radzić sobie z wyjątkowo nadpobudliwymi młodymi ludźmi, to moja pretensja wzięłaby się stąd, że za mało policjantów z pionu zwalczania narkotyków było między ludźmi - mówił.

Według szefa MSWiA jeden z młodych ludzi, "jak opętany, oszalały bez mała rzucał się na policjantów".

- W mojej opinii subiektywnej człowiek ten wyglądał na pobudzonego nie emocjami społecznymi, a zupełnie (czymś innym) - mówił, odnosząc się do demonstracji z 26 lipca br. przed Pałacem Prezydenckim, kiedy policja użyła gazu łzawiącego.

Brudziński został zapytany również o to, dlaczego policja wylegitymowała uczestników demonstracji w Zielonej Górze.

- Wie pani, dlaczego? Dlatego że - po pierwsze - to zgromadzenie nie było zgromadzeniem zgłoszonym - a po drugie, osoby w tym zgromadzeniu biorące udział, kłóciły się między sobą. Policja podeszła i je wylegitymowała - tłumaczył szef MSWiA.

"Biorę odpowiedzialność za działania policji"
tvn24

"Jest tutaj pewnego rodzaju przesada"

Wiceprezes PiS został również poproszony o komentarz do sprawy kobiety, która na ścianie biura poselskiego Krzysztofa Czabańskiego w Wąbrzeźnie napisała "PZPR". Został jej postawiony zarzut propagowania ustroju totalitarnego.

- Z tym oskarżeniem o propagowanie totalitaryzmu powiedziałbym być może, a nawet na pewno jest tutaj pewnego rodzaju przesada - stwierdził Brudziński.

Szef MSWiA tłumaczył także, że w poprzednich latach - gdy PiS było w opozycji - teren parlamentu nie był otoczony taką liczbą policji, gdyż nie było zapowiedzi, że legalnie wybrana władza będzie wszelkimi możliwymi sposobami obalona.

Brudziński zaznaczył, iż wszystkim, którzy pokojowo demonstrowali, dziękował "za to, że korzystają ze swoich praw obywatelskich w taki sposób, w jaki w każdej dojrzałej, okrzepłej demokracji należy korzystać".

- Każdy, kto chce dzisiaj w Polsce demonstrować, ma nie tylko do tego prawo, ale może być pewien, że policja dołoży wszelkich starań - przekonywał.

Sprawa polskiego sądownictwa "nie podlega prawu unijnemu"
tvn24

Sprawa polskiego sądownictwa "nie podlega prawu unijnemu"

Minister został zapytany o odpowiedź polskiego rządu na zarzuty Komisji Europejskiej w sprawie naruszenia traktatów unijnych w związku ze zmianami w systemie sądownictwa.

- To nie podlega prawu unijnemu. To jest wewnętrzna sprawa każdego państwa - podkreślił.

Pytał: - Na czym ma polegać dzisiaj fakt, że Polska staje się państwem bezprawia?.

Zdaniem szefa MSWiA nie ma podstaw, żeby prof. Małgorzata Gersdorf miała być I prezesem Sądu Najwyższego, "skoro osiągnęła wiek emerytalny". W ocenie ministra nikt nie usunął profesor z Sądu Najwyższego.

- Przecież pani sędzia Gersdorf będzie pobierała bardzo wysokie uposażenie jako sędzia w stanie spoczynku - dodał.

ZOBACZ CAŁY PROGRAM "FAKTY PO FAKTACH"

Autor: tmw//plw / Źródło: tvn24