Pijany w aucie przewoził zwłoki mężczyzny. "Wydawało mu się, że kolega zasnął"
Do zdarzenia doszło w piątek na ulicy Energetyków w Radomiu.
- Około godziny 19 otrzymaliśmy zgłoszenie o kolizji. Z ustaleń policji wynika, że kierujący Fordem uderzył w tył Toyoty, która zatrzymała się przed nim na czerwonym świetle. Za kierownicą Forda siedział 35-letni nietrzeźwy mężczyzna. Badanie wykazało, że miał on 2,5 promila alkoholu w organizmie - powiedziała nam Justyna Jaśkiewicz, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Radomiu.
Zwłoki na tylnym siedzeniu auta
Jak dodała, na tylnym siedzeniu pojazdu znajdował się 43-letni mieszkaniec Radomia, mężczyzna nie żył. W aucie obok kierowcy siedział natomiast 31-letni pasażer. Podobnie jak kierujący był pijany, miał 2,5 promila alkoholu w organizmie.
Na miejscu pracowała policja pod nadzorem prokuratora. - Zarówno kierujący, jak i pasażer zostali zatrzymani i przewiezieni do komendy. Prokuratura zleciła wykonanie sekcji zwłok zmarłego mężczyzny, w celu ustalenia dokładnych okoliczności jego śmierci - podała Jaśkiewicz.
Wszyscy trzej mężczyźni to obywatele Polski, mieszkańcy Radomia.
Pili razem, rozwoził kolegów
Kierowca zeznał, że przez cały piątek pił z kolegami alkohol. Wieczorem zaś rozwoził ich do domów. Był pewien, że wszyscy żyją. O śmierci kolegi - jak stwierdził - dowiedział się dopiero od policjanta z drogówki.
- Wyjaśnił, że gdyby zauważył, iż dzieje się coś złego, niezwłocznie udzieliłby pomocy. Wydawało mu się, że kolega zasnął w samochodzie - przekazała Paulina Fijoł-Pawłowska z Prokuratury Okręgowej w Radomiu.
Po sekcji wiadomo już, że do śmierci nie doszło w wyniku kolizji czy zabójstwa.
Kierowca usłyszał zarzut prowadzenia pod wpływem alkoholu, mimo odebranego wcześniej prawa jazdy. Grozi mu do trzech lat więzienia.
Sprawa wciąż jest badana.