Portal radia Swoboda informuje, że rzeka Ural przeżywa głęboki kryzys ekologiczny. Naukowcy i aktywiści ostrzegają, że bez zmian w gospodarce wodnej na poziomie ustawowym fauna w Uralu może wymrzeć
Rzeka zmaga się z licznymi zagrożeniami
Ural liczy około 2428 kilometrów długości i jest jedną z najdłuższych rzek w Eurazji. Zaczyna się w rosyjskiej Baszkirii, a uchodzi do Morza Kaspijskiego w obwodzie atyrauskim w Kazachstanie. Jej bieg na długim odcinku wyznacza granicę między Europą a Azją.
Jak wskazują eksperci, za problemami, z którymi zmaga się rzeka, stoją w dużej części zapory i zbiorniki retencyjne znajdujące się w górnym biegu w Rosji, takie jak Zalew Irikliński. Zatrzymują one wodę potrzebną dolnym odcinkom rzeki. Powoduje to spadek poziomu wody, słabnięcie nurtu rzeki, niedobór tlenu w stojącej wodzie, śmierć ryb, rozwój patogenów i zarastanie dna. Dodatkowe zagrożenia to pojawiające się zanieczyszczenia ropopochodne, metale ciężkie, toksyczne związki, wydobycie piasku i żwiru na brzegach oraz ograniczanie lasów łęgowych.
Kiedyś woda tam nadawała się do picia, dziś już nie
Międzynarodowa koalicja "Rzeki bez granic" powołuje się na badania biologów Oksany Nikitiny i Aleksieja Kosołapowa, wskazując na spadek bioróżnorodności Uralu.
- W środkowym biegu Uralu różnorodność fitoplanktonu spadła o 35 gatunków, zmniejszyła się liczba ryb handlowych: karpia, leszcza, okonia i szczupaka. Najbardziej dramatyczna sytuacja dotyczy jesiotrowatych, bo w dolnym biegu utracono około 90 procent miejsc tarła z powodu zamulenia i zanieczyszczenia dna - wskazują działacze organizacji.
Zlata Udowiczenko z Uralska monitoruje rzekę od lat, porównując dane dotyczące jakości wody. Aktywistka nie dostrzega żadnych zmian na lepsze, wręcz przeciwnie.
- Od dawna nie pijemy już wody z Uralu, chociaż mój tata ma zdjęcie z dzieciństwa (dziś mało kto by w to uwierzył), na którym jako zupełnie małe dziecko leży na brzuchu i pije wodę prosto z rzeki - mówi Zlata Udowiczenko.
Aktywistka wskazuje, że na Uralu i jego dopływach istnieje wiele niekontrolowanych tam i zapór, a Kazwodchoz - instytucja regulująca gospodarkę wodną w kraju - opiera się wyłącznie na danych przekazywanych dobrowolnie. Innymi słowy - rolnicy po prostu nie informują o stawianych przez siebie zaporach. Od lat obserwuje rzekę i ostrzega, że bez uwzględnienia najnowszych badań naukowych w porozumieniach wodnych między Rosją a Kazachstanem, obecny niski poziom wody może się utrwalić, a degradacja Uralu będzie postępować.
Opracowała Julia Zalewska-Biziuk
Źródło: PAP
Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock