Przez wiele lat Polskę omijała "prawdziwa" zima. Tym razem jest inaczej - już w grudniu Polskę nawiedziły solidne opady śniegu, które nie dają nam wytchnienia również na początku 2026 roku.
"Wszystko w naszej pogodzie się może zdarzyć"
Czy taką zimę byliśmy w stanie przewidzieć już kilka miesięcy temu? Jak wyjaśniła w "Faktach po Faktach" fizyczka atmosfery dr Joanna Remiszewska-Michalak, modele klimatyczne to jedno, a prognozowanie pogody na dwa-trzy miesiące do przodu - drugie.
- Mamy kilkadziesiąt modeli klimatycznych i niektóre przewidywały taką, a nie inną zimę. Natomiast to jest to, o czym zazwyczaj nie lubimy mówić, każdy nas pyta, jaka będzie zima, jakie będzie lato, i to w zasadzie jest wróżenie z fusów. Najbardziej sprawdzalnymi i namacalnymi dowodami są kilkudniowe prognozy pogody. (...) My jesteśmy w stanie modelować klimat, mówić o średnich, natomiast nie jesteśmy w stanie przewidzieć w październiku pogody w styczniu - wyjaśniła.
Fizyczka atmosfery zauważyła, że jedna "prawdziwa" zima nie oznacza, że globalne ocieplenie się zatrzymało. Wręcz przeciwnie - cieplejsze zimy w ostatnich latach to najlepszy dowód na zmieniający się klimat.
- Takie zimy mogą się zdarzyć, ponieważ Polska nie przewędrowała na południe. My nadal jesteśmy geograficznie w takim miejscu, gdzie jesteśmy, i wszystko w naszej pogodzie się może zdarzyć, również takie śnieżne, długo trwające zimy. Jest to rzecz normalna, natomiast jeśli patrzymy na przewidywania i to, jak będzie zmieniał się klimat, to niestety, ciągle emitujemy coraz więcej gazów cieplarnianych i kryzys klimatyczny nie został odwołany - podkreśliła dr Remiszewska-Michalak.
Naukowczyni dodała, że dużo śniegu oznacza dużą dostawę wody dla środowiska. W przypadku Polski, która zmaga się z niemal ciągłą suszą, jest to bardzo korzystna sytuacja.
Skrajnie różna pogoda w różnych częściach Polski
O możliwość przewidywania aury w dłuższym terminie został zapytany także synoptyk i prezenter tvnmeteo.pl Tomasz Wasilewski, autor cotygodniowych 16-dniowych prognoz pogody. Wyjaśnił, że wiele zależy od tego, z jakimi masami powietrza mamy do czynienia.
- Wszystko zależy od czasu, czyli jak bardzo daleko chcesz znać przyszłość, ale też od konkretnych sytuacji synoptycznych. Są takie, które są proste dla meteorologów i one są czytelne, na przykład stacjonarny, długotrwały wyż. Wiemy, że on się będzie utrzymywał i może te warunki pogodowe się trochę zmienią, może będą odbiegać od prognozy, ale to nie będzie coś radykalnego - wytłumaczył Wasilewski.
Synoptyk zaznaczył, że są też sytuacje, w których trudniej o prognozę. Tak będzie na przykład w najbliższych dniach, gdy nad Polską będą ścierać się ze sobą dwie masy powietrza - mroźna z Arktyki i ciepła znad Atlantyku.
Z powodu tego starcia przyszłość odwilży zapowiadanej na połowę stycznia stoi pod znakiem zapytania. Pewne jest jednak, że w najbliższych dniach w poszczególnych regionach Polski zapanują skrajnie różne temperatury.
- Będzie taka różnica temperatury w nadchodzących dniach, że w Suwałkach będziesz miał minus 10 stopni w dzień, a we Wrocławiu i w Zielonej Górze będziesz miał trzy, cztery stopnie powyżej zera. Ktoś w Suwałkach powie więc "o czym wy mówicie, jakie ocieplenie", a ktoś we Wrocławiu powie "jaka zima, to są plus cztery stopnie" - zobrazował Wasilewski.
Synoptyk podsumował, że nawet niewielkie przesunięcia frontów, rzędu 100-200 kilometrów, mogą diametralnie wpłynąć na pogodę w Polsce i sprawić, że w poszczególnych częściach kraju aura będzie się skrajnie różnić.
Autorka/Autor: kp/kg
Źródło: TVN24