Według Macierewicza, zarzuty pod jego adresem, które w oparciu o tajny raport podał „Dziennik” pochodzą z przecieków i są nieprawdziwe. - Wszystkie zarzuty odnoszące się do przecieków pułkownika Grzegorza Reszki (kolejnego szefa SKW – red.) opierają się na wymuszonych zeznaniach przeprowadzonych m.in. nocą, przedstawiają stronniczy obraz kontrwywiadu, (...) wizję ludzi z rozwiązanego WSI. Żaden z faktów tam przytaczanych nie jest zgodny z prawdą - podkreślał Macierewicz.
Na "Dziennik" nie doniesie, na Reszkę już doniósł
Były szef SKW nie zamierza podejmować kroków prawnych w stosunku do "Dziennika", bo - jak powiedział - tekst w gazecie oparty jest na danych uzyskanych od Reszki.
(PRZECZYTAJ WIĘCEJ, CO NAPISAŁ "DZIENNIK")
Przypomniał jednocześnie, że złożył przeciwko Reszce zawiadomienie do prokuratury. Dotyczy ono przestępczych - zdaniem posła PiS - działań nowego szefa SKW i jego podwładnych od grudnia 2007 r. do lutego 2008 r.
W zawiadomieniu są wymienione takie przestępstwa, jak niedopełnienie obowiązków, przekroczenie uprawnień, pomówienie, fałszywe oskarżenia, manipulowanie dokumentami i zeznaniami, poświadczenie nieprawdy, bezprawne groźby oraz wprowadzanie w błąd najwyższych organów państwa. Według Macierewicza, Reszka miał popełnić te przestępstwa przygotowując raport.
Poseł PiS odrzuca też zarzut o szukaniu kadr do nowych służb m.in. wśród harcerzy i dziennikarzy. Jak mówił, wśród nowych kadr kontrwywiadu "jest może jedna - dwie osoby", które były wcześniej dziennikarzami. Podkreślił, że to, iż ktoś wcześniej był dziennikarzem nie wyklucza go z późniejszego pełnienia służby państwowej.
(PRZECZYTAJ, JAK RAPORT KOMENTOWALI INNI POLITYCY PiS)
Źródło: PAP, tvn24.pl