Kamil Durczok nie trafi do aresztu, ale musi zapłacić wyższe poręczenie

TVN24

Sąd nie zgodził się na aresztowanie Kamila Durczoka (wideo archiwalne)Fakty TVN
wideo 2/2

Podejrzany o jazdę w stanie nietrzeźwości i spowodowanie bezpośredniego ryzyka katastrofy w ruchu lądowym Kamil Durczok nie trafi do aresztu. Taką decyzję podjął Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim. Wcześniej tak samo zdecydował sąd niższej instancji, ale prokuratura wniosła zażalenie. Dzisiaj sędziowie nakazali jednak dziennikarzowi wpłacić wyższe poręczenie majątkowe - 100 tysięcy złotych.

Sąd Okręgowy rozpatrzył dziś negatywnie prokuratorskie zażalenie, w którym śledczy wskazywali, że Kamil Durczok (zgodził się na publikację jego personaliów i wizerunku) powinien trafić do aresztu tymczasowego.

Prokuratorzy argumentowali, że najsurowszy środek zapobiegawczy powinien zostać zastosowany, bo znanemu dziennikarzowi grozi do 12 lat więzienia.

Sąd uznał jednak, że nie ma podstaw do stosowania najsurowszego środka zapobiegawczego.

Sąd Okręgowy zwiększył jednocześnie do 100 tysięcy złotych poręczenie majątkowe (wcześniej było to 15 tysięcy). Inne środki zapobiegawcze zostają bez zmian: wobec Durczoka zastosowano dozór policyjny oraz zakaz opuszczania kraju.

Decyzja sądu jest ostateczna i nie przysługuje od niej odwołanie.

Durczok pojawił się w środę w piotrkowskim sądzie, ale wyszedł z niego w towarzystwie obrońców, kiedy sędziowie zarządzili półgodzinną przerwę. Na ogłoszenie decyzji wrócili już tylko prawnicy.

Nowy prokurator, ten sam wniosek

Sędziowie po raz drugi decydowali, czy Kamil Durczok powinien być aresztowany. 29 lipca Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim również nie zgodził się na zamknięcie 51-letniego dziennikarza w celi aresztu.

Sąd zakwestionował wtedy argumentację śledczych, którzy wskazywali na surową karę grożącą podejrzanemu.

Sędzia oceniający wniosek o areszt uznał, że nie ma dużego prawdopodobieństwa, że Durczok faktycznie doprowadził do bezpośredniego ryzyka wystąpienia katastrofy w ruchu lądowym. Tym samym nie ma podstaw do mówienia o grożącej mu surowej karze.

- Sąd, uznał, że zarzut ten nie znajduje odzwierciedlenia w zebranym materiale dowodowym - mówił wtedy w rozmowie z tvn24.pl obrońca dziennikarza, mec. Michał Zacharski.

Mecenas wskazał jednocześnie, że jego klient współpracuje z wymiarem sprawiedliwości i przyznał się do kierowania samochodem w stanie nietrzeźwości (za to przestępstwo grozi do dwóch lat więzienia). Nie przyznał się za to do sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym (za co grozi 12 lat pozbawienia wolności).

Prokuratura jednak twardo stała na stanowisku, że przedstawione Durczokowi zarzuty nie są na wyrost. Śledztwo w sprawie dziennikarza zostało przeniesione z Prokuratury Rejonowej do Okręgowej. Nowy prokurator przygotował zażalenie, w którym wskazywał, dlaczego 51-latek powinien być aresztowany.

- W dniu zdarzenia na autostradzie A1 był bardzo duży ruch. Jednocześnie podejrzany kierował autem tak, że niebezpieczeństwo było realne. Nie zatrzymał się od razu, kiedy uderzył w oznakowanie oddzielające pasy ruchu. Uczynił to dopiero wtedy, kiedy wybuch poduszek powietrznych uniemożliwił kierowcy dalszą jazdę - argumentuje Witold Błaszczyk z piotrkowskiej prokuratury.

Pijany na autostradzie

Do kolizji doszło w piątek, 26 lipca, około godziny 12:50 na remontowanym odcinku autostrady A1 w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. BMW prowadzone przez 51-letniego dziennikarza jechało w kierunku Katowic.

Pojazd uderzył w gumowe pachołki na zwężeniu drogi - jeden z nich uderzył auto nadjeżdżające z przeciwka. Na szczęście w zdarzeniu nikt nie ucierpiał. Według policji, kierowca miał w momencie zatrzymania ponad 2,5 promila alkoholu w organizmie. Po zdarzeniu trafił do policyjnej izby zatrzymań.

Kamil Durczok rozpoczął karierę w Radiu Katowice. Od 1993 do 2006 roku pracował w Telewizji Polskiej, był między innymi jednym z prowadzących główne wydania "Wiadomości". Dziewięć kolejnych lat spędził w TVN - pełnił funkcję redaktora naczelnego "Faktów". Od 2016 roku współpracował z telewizją Polsat News, w której prowadził program publicystyczny. Ostatni raz na tej antenie pojawił się pod koniec 2017 roku. Dziennikarz do niedawna miał portal internetowy Silesion.pl, który w kwietniu tego roku zniknął z sieci.

Autor: bż / Źródło: TVN24 Łódź