Kierowca wiózł sarnę autobusem miejskim. "W regulaminie nie ma, że nie wolno"

TVN24

TOZ w BytomiuSarna w autobusie na Śląsku

Autor zdjęć wracał autobusem w nocy z pracy. Gdy zobaczył leżącą z przodu pojazdu sarnę, zapytał kierowcę, czy dzika też by wziął. - Odpowiedział, że nie, bo dzika trzeba zbadać - tak pasażer relacjonował rozmowę obrońcom zwierząt.

Zdjęcie sarny w autobusie obiegło internet już w sobotę. Zwierzę leży z przodu między drzwiami wejściowymi a kabiną kierowcy, nogami do góry. Wygląda na martwe.

W sobotę autor zdjęcia wysłał je do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Bytomiu. Dołączył także inne z wyświetlaczem elektronicznym, na którym można odczytać: Stolarzowice Plac Jana. To przystanek na trasie między Pyskowicami a Bytomiem.

Ale wyświetlacza i sarny nie ma razem na jednym zdjęciu.

"Bo dzika trzeba badać"

Autor zdjęć kontaktował się z TOZ przez messengera. Z tej rozmowy wynika, że w piątek o 23.40 wracał z pracy w Pyskowicach autobusem linii 20, który kursuje do Bytomia.

Gdy zauważył sarnę, zapytał o nią kierowcę. Tamten miał mu odpowiedzieć, że wziął ją sobie z rowu po drodze. - Pytam, czy dzika też by sobie wziął. A on, że nie, bo dzika trzeba badać - relacjonuje pasażer w rozmowie z TOZ.

Gdy autor zdjęć wysiadł w Miechowicach, od razu - jak twierdzi - zadzwonił na 112.

Tymczasem TOZ w sobotę, nie czekając na potwierdzenie informacji, zawiadomił mailowo sanepid i Lasy Państwowe. Umieścił też zdjęcie sarny w internecie z prośbą o zgłaszanie się świadków.

- Chcemy się dowiedzieć, czy sarna została upolowana, bo jest teraz okres ochronny dla tych zwierząt - mówi Katarzyna Banaś z bytomskiego TOZ. - Nawet jeśli tak nie było, jeśli kierowca ją potrącił albo znalazł, powinien odsunąć zwierzę na bok i zawiadomić odpowiednie służby.

"Może chciał jej pomóc?"

- Niestety, to jest nasz autobus i było w nim takie zdarzenie - potwierdziła w południe w poniedziałek Anna Koteras, rzeczniczka Komunikacyjnego Związku Komunalnego Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego, który zarządza komunikacją miejską na Górnym Śląsku.

Linia 20 obsługiwana jest przez prywatnego przewoźnika, który ma umowę z KZK GOP.

Po rozmowie z przedstawicielką przewoźnika Barbarą Pawelec otrzymaliśmy od niej oświadczenie: "W dniu dzisiejszym powzięliśmy informację, że kierowca linii numer 20 którą obsługujemy na zlecenie KZK GOP, w piątek w godzinach wieczornych przewoził w autobusie sarnę. Niezwłocznie został wezwany do firmy. Na pytanie czy to on przewoził tą sarnę – uzyskaliśmy od niego informację, że tak to on ją przewoził. Byliśmy zszokowani taką informacją i zostało wydane kierowcy polecenie zgłoszenia się na policję"

Przewoźnik sam nie powiadomił policji, bo w regulaminie nie ma zakazu przewozu dzikich zwierząt, martwych czy rannych. Nie wypytał też kierowcy, jak doszło do tej sytuacji, czy potrącił sarnę, czy znalazł martwą, po co ją zabierał i co z nią zrobił na koniec.

Martwa sarna jest niczyja

Wedle regulaminu KZK GOP właściciel przewożonego zwierzęcia powinien mieć przy sobie dokument potwierdzający aktualne szczepienia zwierzęcia przeciw wściekliźnie. Anna Koteras twierdzi, że inne sprawy regulują wyższe przepisy.

- Nie znam przepisu, który mówiłby o przewozie martwych czy rannych zwierząt komunikacją miejską, domowych czy dzikich, takich jak sarna. Martwe zwierzę leżące przy drodze powinny zabrać służby komunalne, ale nie jest nigdzie napisane, jak powinien wyglądać transport - mówi Anna Tatar, kierownik oddziału higieny komunalnej i środowiska w Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Emidemiologicznej w Katowicach.

- To ekstremalna sytuacja. Chyba incydent. Ja się jeszcze z tym nie spotkałam. Może przewoźnik powinien ją uregulować? Chyba zdezynfekował prewencyjnie autobus na wypadek, gdyby ta sarna była chora - dodaje Tatar.

- Jeśli sarna została potrącona i nie ruszała się w autobusie, to raczej nie żyła, bo to bardzo płochliwe zwierzę, a to dla niej bardzo nietypowa sytuacja. Ale jeśli dopiero co zmarła, nie stwarzała zagrożenia epidemiologicznego - uspokaja Wioletta Koper-Staszowska, rzeczniczka Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Katowicach.

Ale czy Lasy się o nią upomną? - Niestety, tu jest luka prawna - wyjaśnia Koper-Staszowska. - Dzikie zwierzęta są własnością Skarbu Państwa, ale kiedy zostają potrącone, Państwo odmawia kierowcom odszkodowania. Zwierzę staje się niczyje. Kierowca powinien usunąć je z drogi, żeby nie stwarzało zagrożenia dla innych. Nie ma jednak zakazu, że nie może martwego zwierzęcia zabrać. Nie jest to przestępstwem - kończy.

Wszyscy nasi rozmówcy przyznają, że ustawodawcy nie przewidzieli takiej sytuacji. Nikomu nie wpadło do głowy, że kierowca autobusu będzie przewozić dzikie zwierzę, martwe czy ranne.

- Absolutnie nie ma przyzwolenia na takie działania. Kierowca ma obowiązek dowieźć pasażerów na miejsce, a nie zbierać coś po drodze, cokolwiek by to nie było - mówi Koteras, zapowiadając wyciągnięcie konsekwencji od przewoźnika i kierowcy.

Policja w Bytomiu prowadzi postępowanie wyjaśniające w tej sprawie. Na razie jej rzeczniczka Justyna Serwińska potwierdza, że w nocy z piątku na sobotę było zgłoszenie na 112 o sarnie w autobusie.

Autor: mag / Źródło: TVN 24 Katowice