"Kto silniejszy, kto wjedzie". Chaos po zderzeniu na Mokotowie

Warszawa | Mokotów

Autor:
ran/b
Źródło:
tvnwarszawa.pl
Policja o zamieszaniu na skrzyżowaniuArtur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl
wideo 2/4
Policja o chaosie na skrzyżowaniu

Zderzenie dwóch aut i niedziałająca sygnalizacja wystarczyły, żeby na jednym z głównych skrzyżowań Mokotowa zapanował chaos. Reporter tvnwarszawa.pl nagrał dronem, jak kierowcy blokowali się wzajemnie. Sytuację skomentował Jarosław Kobryś z Komendy Głównej Policji.

Trasa Siekierkowska przy Idzikowskiego. Zderzają się dwa samochody, przewraca się słup sygnalizacji, światła nie działają na całym skrzyżowaniu. Sytuację opisaliśmy w czwartek rano. Reporter tvnwarszawa.pl Artur Węgrzynowicz nagrał dronem, jak kierowcy radzili sobie z utrudnieniami.

Ci jadący Idzikowskiego do Sobieskiego próbują przebić przez skrzyżowanie. Ale ruch na Trasie Siekierkowskiej w szczycie jest bardzo duży. W dodatku rozbite auta blokują dwa pasy ruchu tuż przed skrzyżowaniem. Wszyscy muszą zmieścić się na jednym, a w tym samym miejscu pojawiają się auta sunące Idzikowskiego. Kierowcy łamią przepisy, wjeżdżając na skrzyżowanie, bo pierwszeństwo mają ci jadący Siekierkowską. Ale czy mieliby jakiekolwiek szanse na przejazd, gdyby nie naginali reguł?

"Deficyt wiedzy u kierujących"

- Ten film pokazuje, że kiedy sygnalizacja świetlna zostaje wyłączona z różnych przyczyn, to nagle zaczynamy się zastanawiać, jak to jest z tymi znakami drogowymi, jak to jest z zasadą prawej strony – komentuje Jarosław Kobryś KGP. - To wpędza kierowców w pewną zadumę, kiedy widzą obsługujących wypadek drogowy policjantów. Nagle chcą się przyjrzeć, co się dzieje – dodaje.

Jego zdaniem niektórzy najchętniej zajrzeliby do środka samochodów, które brały udział w wypadku. - Te dwie rzeczy nakładające się na siebie: widok wypadku samochodowego oraz wyłączona sygnalizacja świetlna powoduje pewien deficyt wiedzy u kierujących i muszą sobie odkurzyć wiedzę, której dawno nie używali - zauważa policjant.

Zdaniem Kobrysia film pokazuje pewien absurd jak "filmiki z Indii". - Czyli kto silniejszy, kto wjedzie dalej. Ale najgorszym co tutaj da się zauważyć jest to, że kierujący wjeżdżają na skrzyżowanie mimo tego, że nie mają możliwości opuszczenia go. W pewnym momencie dochodzi do całkowitego zatrzymania ruchu w jedną i drugą stronę – podsumowuje.

ran/b