Albania już od wtorku walczy z pożarami. W sobotę przez kilka godzin albańska Kruja - historyczne miasto niedaleko popularnej turystycznie stolicy Tirany oraz okrąg o tej samej nazwie - była niemal całkowicie otoczona ogniem. W obawie przed dalszym rozprzestrzenianiem się pożaru ewakuowano setki osób. Płomienie przedostały się na posesje mieszkańców i zbliżyły się do magazynów oraz punktu dystrybucji gazu.
- Nasz blok znajduje się bardzo blisko pożaru. Jesteśmy bardzo zaniepokojeni. To ogromna katastrofa, która dotknęła Kruję. Bardzo się martwimy i apeluję do rządu, aby przybył i pomógł ugasić pożar, ponieważ rozprzestrzenia się on na ogromną skalę - apelowała Lule Rroszi, mieszkanka miasta.
Ogień blisko budynków mieszkalnych
Podsycany silnym wiatrem ogień w rejonie Kurja błyskawicznie zbliżał się do zabudowań mieszkalnych. Choć domy ostatecznie ocalały, wokół nich widać jedynie pogorzelisko. Spłonęły podwórka oraz zabudowania, a spalone ślady pokazują, jak silnym i niszczycielskim żywiołem może być ogień.
Po dramatycznej nocy mieszkańcy zaczęli wracać do swoich domów. W rozmowie z telewizją Report TV wspominali chwile grozy i walkę o przetrwanie.
- Dzięki Bogu, moje dzieci zostały uratowane. Tylko my wiemy, co działo się tutaj zeszłej nocy. Nie mogłam przejść przez ogień, moi dwaj synowie mnie złapali i znieśli na dół. Dzieci były przerażone, ale my, starsi ludzie, też - powiedziała jedna z osób poszkodowanych w wyniku pożaru.
Ludzie odmawiali ewakuacji
Przez wiele godzin mieszkańcy obserwowali, jak ogień otacza ich ze wszystkich stron. Wśród gęstego dymu rodziny ratowały dzieci i uciekały z zagrożonych terenów. Osoby, które nie chciały opuszczać swoich domów, były zmuszane do ewakuacji przez służby.
- To był prawdziwy koszmar. W ciągu pięciu minut ogień otoczył cały dom. Mama powtarzała: "Nie wyjdę z domu, wolę spłonąć w środku". Udało nam się uciec i wyprowadzić dzieci. Podwórko zapełniło się ludźmi. Panował kompletny chaos. Cała okolica była przerażona - opowiadał jeden z mieszkańców.
Nie wszyscy jednak zdecydowali się na ucieczkę. Część mieszkańców próbowała własnymi siłami powstrzymać żywioł. Gdy płomienie docierały do dachów, w ruch szły wiadra z wodą i prowizoryczne narzędzia. Dla wielu była to ostatnia szansa na uratowanie dorobku całego życia.
Sytuacja zaczęła się stabilizować
Pożar zagroził także szpitalowi w Kruji. Ogień zbliżył się na odległość około 50 metrów od budynku, dlatego pacjentów ewakuowano do Tirany. W pięciu dzielnicach wstrzymano również dostawy energii elektrycznej.
Przez całą noc z żywiołem walczyli strażacy, żołnierze i mieszkańcy. W niedzielny poranek sytuacja zaczęła się stabilizować. Nadal aktywne pozostają dwa ogniska pożaru, a do akcji skierowano dwa śmigłowce gaśnicze.
Policja zatrzymała mężczyznę, który według śledczych podpalił roślinność w pobliżu swojego domu. Ogień jednak wymknął się spod kontroli i szybko rozprzestrzenił się w kierunku części miasta. Podejrzany zostanie przesłuchany w związku podejrzeniem o wzniecenie pożaru.