Walka o życie Adasia

4 grudnia 2014

2-letni Adaś, który pod koniec listopada trafił do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie w stanie skrajnego wyziębienia, w czwartek opuścił placówkę. - Marzyliśmy żeby dziecko opuszczało szpital, w stanie w jakim wychodzi. Biega, podskakuje, jest nawet niesforny - mówią o efektach swojej pracy lekarze. Chłopiec, którego losy śledziły miliardy ludzi na całym świecie, bawi się już zabawkami, a jego rodzice nie kryją wzruszenia.

Jerzy Owsiak chce nagrodzić szpital dziecięcy w Prokocimiu, w którym leczony jest 2-letni Adaś. Placówce ma zostać przekazany sprzęt medyczny. Zdaniem szefa WOŚP personel medyczny, a także policjant, który udzielił chłopcu pierwszej pomocy, zachowali się perfekcyjnie. Zwrócił też uwagę na to, że zasady udzielania pierwszej pomocy powinny być przedmiotem nauczania w polskich szkołach.

Dramatyczna historia dwuletniego chłopczyka z Polski pojawiła się w wielu zagranicznych portalach. Głównie za sprawą depesz agencji prasowych, które donoszą o losach Adasia. Relacje podkreślają medyczną wyjątkowość całej historii i to, że dziecko udało się uratować ze skrajnego wychłodzenia.

- Jeszcze nikomu się to nie udało, jemu tak. 2-letniemu dziecku, z podkrakowskiej wsi udało się przeżyć 12 stopni Celsjusza - mówi o Adasiu Wioletta Dyrcz, pielęgniarka opiekująca się chłopcem. Jak dodaje, chłopiec pokazał już swoje kaprysy. - Od jajek, które mu podaliśmy, woli parówki - zdradza. Zapewnia przy tym, że pacjent jest grzeczny, dlatego na pewno odwiedzi go św. Mikołaj.

- To jest nieopisana radość dla mnie. Jestem taka szczęśliwa, widziałam się z nim wczoraj. Reaguje na mnie i na mój głos - mówi wzuszona babcia Adasia, z domu której dziecko wyszło feralnej nocy. Przyznaje, że poczucie winy będzie miała do końca życia. Jak informują lekarze, skrajnie wychłodzony dwulatek wraca do zdrowia.

- Dzięki systemowi pozaustrojowego natleniania i ogrzewania krwi organizm wychłodzonego Adasia mógł zacząć znów normalnie funkcjonować - tłumaczył na antenie TVN 24 dr Artur Zaczyński, neurochirurg. Jak dodał lekarz, w uratowaniu chłopca paradoksalnie pomógł jego wiek.

- Po powiadomieniu nas o zaginięciu dziecka, podjęto wiele działań poszukiwawczych, ale większość koncentrowała się wokół miejsca, z którego Adaś zniknął. Podkomisarz Michał Godyń ruszył inną trasą, w kierunku domu chłopca - mówił we "Wstajesz i wiesz" komendant główny policji Marek Działoszyński.

2-letni Adaś od środy wieczorem sam oddycha, otwiera oczy i rusza kończynami. Sięga już po zabawki, interesuje samochodzikami, zerka na bajki, je i próbuje mówić. – Zachowuje się jak każde, normalne dziecko – cieszy się pielęgniarka opiekująca się maluchem. - Wszyscy jesteśmy szczęśliwi, że cała praca, jaką włożylismy w uratowanie mu życia, przynosi taki efekt.

Lekarzom udało się nawiązać kontakt z dwuletnim Adasiem, który uległ krańcowemu wyziębieniu po tym, jak wyszedł z domu w nocy w samej pidżamie. - Dziecko, które było już na drugim świecie, zebrało się i jest z nami, wróciło do nas, do świata żywych - mówił na konferencji prasowej prof. Janusz Skalski, ze Szpitala Dziecięcego w Krakowie.

Dwuletni Adaś, którego losem od kilku dni interesują się prawie wszyscy, wyszedł nocą z domu, bo prawdopodobnie lunatykował. Zjawisko - określane jako zaburzenie snu - sprawia, że ludzie, a zwłaszcza dzieci, mogą w takim stanie mówić, chodzić, wykonywać nawet skomplikowane czynności, a potem nic nie pamiętają, gdyż ich świadomość jest wyłączona. W takim właśnie stanie Adaś przeszedł lodowatą rzekę i przetrwał noc na mrozie. O tym w materiale "Polski i Świata".

Dwuletni Adaś, którego losem od kilku dni interesują się prawie wszyscy, wyszedł nocą z domu, bo lunatykował. Zjawisko - określane jako zaburzenie snu - sprawia, że ludzie, a zwłaszcza dzieci w takim stanie mogą mówić, chodzić, wykonywać nawet skomplikowane czynności, a potem nic nie pamiętają, ich świadomość jest wyłączona. W takim właśnie stanie chłopiec przeszedł lodowatą rzekę i przetrwał noc na mrozie.

Udało się wybudzić 2-letniego Adasia, który w stanie skrajnego wychłodzenia trafił do szpitala w Prokocimiu. Dziecko jest wciąż podłączone do respiratora. Lekarze mówią jednak, że jego stan się poprawia i, że jest szansa, iż "wyjdzie z tego bez szwanku". - O pełnym sukcesie będziemy mówić wtedy, gdy będziemy się mogli bawić z Adasiem - powiedział prof. Janusz Skalski ze szpitala dziecięcego w Prokocimiu.

Dwuletni Adaś, który w nocy wyszedł z domu w samej piżamce, walczy o życie. Lekarzom z krakowskiego szpitala udało się wyprowadzić chłopca z hipotermii. Teraz próbują wybudzić go ze śpiączki farmakologicznej i ocenić stan zdrowia. Pierwsze badania są dobrze rokujące, ale lekarze studzą emocje i mówią, że jest jeszcze za wcześnie, by mówić, że Adaś wyjdzie z tego bez szwanku.

Prof. Janusz Skalski ze szpitala dziecięcego w Prokocimiu zapewnia, że dotychczasowe leczenie 2-latka z hipotermią przebiega pomyślnie. Zaznacza jednak, że na razie nie można jednoznacznie określić, w jakim stanie będzie chłopczyk po wybudzeniu. - Gdyby dziecko udało się wyleczyć bez szwanku, to byłby absolutny cud. To pierwszy taki przypadek w Polsce. Wejdzie też do annałów nauki światowej - podkreśla. Dotychczas najniższa temperatura ciała osoby uratowanej z hipotermii na świecie to 13,7 st. C. - mówi.

2-latek, który został odnaleziony w stanie skrajnego wychłodzenia, ma zostać w środę wybudzony ze śpiączki farmakologicznej. Badanie tomograficzne wykazało, że mózg dziecka nie jest uszkodzony. W chwili odnalezienia chłopca, temperatura jego ciała wynosiła tylko 12 stopni Celsjusza. Dziecko przebywa w szpitalu w Prokocimiu.

2-letni Adaś, który uległ krańcowemu wyziębieniu po tym, jak wyszedł z domu w samej pidżamie, został odłączony od sztucznego płucoserca. Nie oznacza to jednak, że stan dziecka się poprawił. Chłopiec wciąż jest w głębokiej śpiączce. - Nadal jest zagrożenie życia, nadal stan jest bardzo ciężki - stwierdziła w rozmowie z reporterką TVN24 rzeczniczka szpitala w Prokocimiu, do którego trafił malec.