Narodowy zalany. Mecz Polska-Anglia przełożony

17 października 2012

Prze południem rozpoczęła się jedna z dwóch rozpraw kibiców, którzy we wtorek wbiegli na murawę Stadionu Narodowego po informacji o prawdopodobnym odwołaniu spotkania. - Mam nadzieję, że to postępowanie nie będzie się toczyć z uwagi na niską szkodliwość społeczną czynu - mówił we "Wstajesz i wiesz" w TVN24 adwokat Łukasz Chojniak. Dwóm kibicom grozi nawet do trzech lat więzienia.

Kto (albo co) winien kompromitacji na Narodowym? - zapytaliśmy was, naszych czytelników, w sondzie, chcąc się dowiedzieć, czy waszym zdaniem odwołania wtorkowego meczu Polska-Anglia należy szukać w czyjejś konkretnej decyzji lub jej braku, czy może obwinić "siłę wyższą"? 68 proc. z was uznało, że przełożony mecz to wina PZPN.

Agnieszka Olejkowska, rzeczniczka PZPN - to ona po odwołaniu meczu oznajmiała, tłumaczyła, odpowiadała na pytania, ale ani razu nie przeprosiła kibiców za to, że mecz się nie odbył. Cześć specjalistów od PR uważa, że była ofiarą i wysłano ją do dziennikarzy, bo konfrontacji bali się wszyscy inni działacze PZPN. Ale - jak mówią - skoro już się pojawiła, mogła sobie poradzić lepiej.

Niezaciągnięty dach i mokra murawa na Stadionie Narodowym to symbol pięcioletnich rządów Donalda Tuska. Tego chaosu i bałaganu - stwierdził w "Kropce nad i" Adam Hofman z PiS. Zdaniem Ryszarda Kalisza z SLD, za odwołanie we wtorek meczu Polska-Anglia nie odpowiada rząd, ale FIFA, która organizuje rozgrywki MŚ w Brazylii.

- Od rana sprawdzałbym prognozy. I zamknąłbym ten dach na własną odpowiedzialność - tak Mirosław Drzewiecki odpowiada na pytanie, co zrobiłby we wtorek na miejscu minister Joanny Muchy. Zdaniem byłego ministra sportu winę za zamieszanie wokół dachu Stadionu Narodowego ponosi przede wszystkim PZPN, bo "gdyby się uparł, to wymógłby jego zamknięcie".

Zarząd PZPN chce od Ministerstwa Sportu i Turystyki odszkodowania w związku z nieodpowiednim przygotowaniem murawy Stadionu Narodowego. Mecz Polska - Anglia z powodu ulewy przełożono z wtorku na środę. Resort sportu odpiera zarzuty i tłumaczy, że organizatorzy z PZPN wizytowali stadion w poniedziałek i nie przedstawili żadnych zastrzeżeń.

Donlad Tusk jeszcze w nocy z wtorku na środę wezwał do siebie minister sportu Joannę Muchę i szefa Narodowego Centrum Sportu Roberta Wojtasia w związku a chaosem wokół meczu Polska - Anglia. Ich tłumaczenia nie wystarczyły premierowi i dlatego podjął decyzję o kontroli w resorcie i NCS-ie. W ministerstwie rozpoczęła się ona - zgodnie z zapowiedzią - tuż po gwizdku sędziego, kończącym środowy mecz. Wyniki kontroli będą znane już w poniedziałek.

- W poniedziałek do godz. 12 dach Stadionu Narodowego był zamknięty. Decyzja organizatora była jednoznaczna: proszę otworzyć dach - poinformował podczas konferencji prasowej prezes Narodowego Centrum Sportu Robert Wojtaś.

- Mamy piłkarza u władzy, a meczu się nie da przeprowadzić. Gdy jest ciepło, zamyka się dach, a teraz słyszymy, że nie można zamknąć dachu w czasie deszczu - tak prezes PiS Jarosław Kaczyński skomentował wtorkowe odwołanie meczu na Stadionie Narodowym. Według niego, to wydarzenie pokazuje "stan polskich organizacji oraz instytucji".

Można było zasunąć dach przed rozpoczęciem meczu z Anglią i uniknąć zalania murawy? Architekt Stadionu Narodowego jest przekonany, że taka operacja jest możliwa w trakcie opadów deszczu. Narodowe Centrum Sportu twierdzi zgoła co innego i przedstawia instrukcję obsługi zadaszenia stadionu. "W razie deszczu niemożliwe jest uruchomienie systemu napędowego dachu ruchomego" - czytamy w nim.

Jak sobie radzić z ulewą i nadmiarem wody na murawie pokazali podczas Euro 2012 Ukraińcy. Przed ich meczem z Francją lunęło nieporównywalnie mocniej niż we wtorek na Stadionie Narodowym, ale piłkarze - wprawdzie na raty - jednak zagrali.

- Do godziny 10:30, kiedy jest odprawa techniczna (...) kwestia dachu w ogóle nie została przez delegata FIFA poruszona - przekonywał w imieniu polskiej reprezentacji w TVN24 Tomasz Rząsa. Dodał, że reprezentacja była przygotowana i skoncentrowana na meczu. - Ta chwila uciekła, dzisiaj na nowo trzeba budować atmosferę. Anglikom jest to na rękę - skomentował.

Narodowe Centrum Sportu, zarządzające Stadionem Narodowym, nie czuje się winne odwołania meczu Polska-Anglia. - Decyzję, czy impreza ma się odbyć, czy ma być odwołana, zawsze podejmuje organizator - broni się szef NCS Robert Wojtaś. Odpiera też zarzuty architekta stadionu, który stwierdził, że jednym z powodów zalania płyty stadionu jest kiepska murawa. - Każda zachowałaby się tak samo - przekonywał Wojtaś.

Brytyjskie media nie zostawiają na Polsce suchej nitki. - Takiej sytuacji nie było od czasów wojny - piszą, przypominając, ile kosztował zadaszony warszawski stadion. Pojawiają się też teorie spiskowe. - Polacy nie chcieli grać bez Błaszczykowskiego i mieli nadzieję, że mecz przesunięty zostanie na jakiś odległy termin - twierdzi z kolei amerykański portal Bleacherreport.

"Bilety i zaproszenia na mecz, który nie odbył się wczoraj zachowują ważność, bez względu na stan, w jakim się znajdują" - poinformował na swojej stronie internetowej Polski Związek Piłki Nożnej. Mecz Polska-Anglia odwołano we wtorek z powodu intensywnie padającego deszczu, który całkowicie zamoczył murawę. Niektórym kibicom zamokły także bilety. Rozpadły się na kawałki.

- Nie ma takiej rzeczy, której PZPN nie byłby w stanie nie schrzanić - tak minister sprawiedliwości Jarosław Gowin podsumował wtorkowe odwołanie meczu Polska-Anglia z powodu deszczu. Dodał, że przebywając na trybunach razem z ambasadorem brytyjskim, zastanawiali się czy nie wbiec na płytę stadionu i tej wody nie zacząć usuwać. - Jestem kibicem piłkarskim od niepamiętnych czasów i wiem, że taką wodę można usunąć - dodał.

"Gdzie są dreny pod murawą? Znowu POkradli?", "Staw Narodowy wpuścić kaczki!", "Stadion Narodowy - Największe Wiadro Świata" - to tylko niektóre z ironicznych wypowiedzi polityków umieszczonych na Twitterze we wtorek wieczorem. Posłowie wszystkich partii chętnie komentowali meczowy niewypał na Stadionie Narodowyn, najczęściej atakując politycznych przeciwników.