Katastrofa samolotu ze skoczkami

7 lipca 2014

Mężczyzna, który jako jedyny przeżył katastrofę samolotu niedaleko Częstochowy najprawdopodobniej w środę przejdzie operację kręgosłupa. - Jest to dość skomplikowane złamanie, które będzie wymagało trudnej i skomplikowanej operacji - wyjaśnił opiekujący się nim lekarz. Zapewnił, że ogólny stan chorego jest "dobry, jak na taki uraz".

Lewy silnik samolotu piper navajo nie pracował w momencie katastrofy - wynika z ustaleń biegłych, którzy badają sobotni wypadek spod Częstochowy. Zginęło wówczas 11 osób, ocalała jedna. Przyczyny katastrofy wyjaśnia prokuratura, swoje dochodzenie prowadzi Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

- Ocknął się, ciężko powiedzieć po jakiej chwili. Udało mu się w jakimś stopniu wyczołgać z tego samolotu do połowy. Dzięki Bogu byli tam ludzie w tej miejscowości i pomogli go wyciągnąć - mówił w rozmowie z TVN24 pan Sławomir, brat mężczyzny, który jako jedyny przeżył katastrofę samolotu w Topolowie. - Jak na taką tragedię, taki wypadek, moim zdaniem jest w bardzo dobrym stanie - dodał.

Eksperci Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) przez całą niedzielę pracowali na miejscu sobotniej katastrofy samolotu piper navajo pod Częstochową. Specjaliści mają m.in. podejrzenia co do sprawności silników maszyny. Szef zespołu badawczego wyjaśniającego katastrofę Andrzej Pussak poinformował, że w ciągu 30 dni powstanie wstępny raport na temat wydarzeń. - PKBWL nie orzeka o winie, ma znaleźć przyczynę tego zdarzenia, co aktualnie czynimy oraz określić profilaktykę - zaznaczył.

- Jeśli samolot był maksymalnie obciążony, to w wysokiej temperaturze (...) jest o wiele trudniejszy do pilotowania, jest bardziej podatny na zbyt gwałtowne manewry, na zakręty z dużym przechyleniem czy zbyt szybkie wznoszenie - mówił w TVN24 o możliwych przyczynach katastrofy samolotu piper navajo mjr Michał Fiszer. - Jeżeli samolot jest lekki, to wtedy można pozwolić sobie na o wiele więcej błędów - wyjaśnił ekspert.

Widziałem płonący samolot i skoczka spadochronowego wyrzuconego przez okno, zaplątanego w koło. To była pierwsza osoba, którą uratowałem. (...) Ta osoba była już na zewnątrz, wisiała na korpusie samolotu, co utrudniało ratunek, bo linki były wewnątrz samolotu. Był problem z odpięciem go od uprzęży - relacjonował akcję ratunkową człowiek, który wyciągnął trzy osoby z płonącego samolotu rozbitego w Topolowie.

Prokuratura wszczęła śledztwo ws. sobotniej katastrofy samolotu Piper PA-31 Navajo pod Częstochową. Jak poinformował Tomasz Ozimek z częstochowskiej prokuratury, będzie prowadzone "w kierunku przestępstwa sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym". O godzinie 11.30 rozpoczęły się szczegółowe oględziny miejsca zdarzenia - z udziałem prokuratorów i członków Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL).

- Trwają oględziny miejsca zdarzenia. Za jakiś czas nastąpi identyfikacja zwłok, które są jeszcze na pokładzie. Te prace będą jeszcze trwały - poinformował na antenie TVN24 komendant główny Państwowej Straży Pożarnej gen. Wiesław Leśniakiewicz, który przybył na miejsce katastrofy samolotu Piper PA-31 Navajo. Podkreślał, że wszystkie służby, które uczestniczyły w akcji ratunkowej wykonały swoje czynności prawidłowo. - Uczyniliśmy wszystko, co można było zrobić - zapewnił.

Samolot Piper Navajo, który rozbił się z pod Częstochową, był użytkowany przez firmę organizującą skoki spadochronowe od maksymalnie 2-3 miesięcy - twierdzi Paweł Niemczyk z Aeroklubu Częstochowskiego. - Wcześniej latali na cesnach - mówi pilot.

W siedzibie Aeroklubu Częstochowskiego w sobotę wieczorem gromadzą się bliscy ofiar katastrofy lotniczej pod Częstochową. - Kiedy dotarła tutaj informacja (o wypadku - red.), zapanował nastrój absolutnej żałoby - relacjonował z lotniska w Rudnikach Bartosz Żurawicz, reporter TVN24.

Najpierw było słychać nieprzyjemny hałas silnika, a potem uderzenie - relacjonował w rozmowie z TVN24 świadek katastrofy, który pomagał ratować pasażerów. Świadkowie pobiegli na miejsce wypadku. Wyciągnęli z wraku jednego mężczyznę. - Odciągnęliśmy go na bok, chcieliśmy iść do następnego, ale już się nie dało - powiedział. Kiedy udzielali pomocy uratowanemu pasażerowi, nastąpił wybuch. - Już się nie udało - powtórzył.