Źródło zdj. gł.: policja.pl
Przez środowy alarm saperzy przez prawie trzy godziny sprawdzali budynki Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych. Na szczęście nie znaleźli żadnego ładunku.
Policja zaczęła namierzać więc numer, z którego zadzwoniono z alarmem. Jak się okazało jego właścicielem był Robert J. Jak tłumaczył śledczym, powodem takiego zachowania było to, że chciał pomóc swojej żonie, która w tym dniu miała zdawać na uczelni egzamin.
Robert J. będzie odpowiadał za sprowadzenie niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia wielu osób. Grozi mu kara do 8 lat pozbawienia wolności.
Źródło: tvnwarszawa.pl